200 lat Pani Mario!

Maria Czernek, wdowa po przedwojennym policjancie Janie Borkowskim w tym roku obchodzi 99 urodziny! Z tej okazji 24 czerwca br. dostojną jubilatkę odwiedził Komendant Główny Policji gen. insp. dr Jarosław Szymczyk w towarzystwie dyrektora Biura Historii i Tradycji Policji KGP nadkom. Krzysztofa Musielaka.

O Pani Marii pisaliśmy już kilkakrotnie na naszych łamach. Po raz pierwszy w 2011 r. , gdy wdowa po łódzkim funkcjonariuszu Policji Państwowej brała udział w gali na Zamku Królewskim w Warszawie. Podczas uroczystości, współorganizowanej przez Warszawskie Stowarzyszenie „Rodzina Policyjna 1939 r.” i Policję, uhonorowano Medalem „Wdowom Katyńskim” żyjące wtedy żony przedwojennych funkcjonariuszy i żołnierzy, którzy wiosną 1940 r. zostali zamordowani w ZSRR. Na ceremonię do stolicy przyjechało osiem, z trzydziestu pięciu wdów, do których dotarli wtedy organizatorzy. Zdrowie nie pozwoliło wszystkim osobiście odebrać wyróżnienia i po medal przyjechały ich rodziny oraz przedstawiciele stowarzyszeń, do których należały. Wśród pań, które 16 września 2011 r. otrzymały medal z rąk Karoliny Kaczorowskiej, wdowy po ostatnim prezydencie RP na uchodźstwie Ryszardzie Kaczorowskim, była Maria Czernek. Najstarszą zaś wtedy wdową, która przyjechała do Warszawy, była 104-letnia Zofia Romanowska, wdowa po asp. Policji Państwowej Antonim Romanowskim. Pani Zofia zmarła dwa lata później.

MIŁOŚĆ WIELKA I NIESAMOWITA 

Maria Wojtczak poznała Jana Borkowskiego w Łodzi, gdzie oboje mieszkali. – Byłam trzynaście lat młodsza od Janka, który mieszkał w okolicy, na Karolewie – wspominała dwa lata temu na naszych łamach Pani Maria. – Bardzo często spotykaliśmy się w drodze do tramwaju przy Dworcu Kaliskim. Od słowa do słowa, poznaliśmy się. A potem zaczęła się miłość wielka i niesamowita. Dla mojej mamusi, która wtedy była już wdową z piątką dzieci, Janek wydawał się starszym panem, a miał raptem 31 lat.

Ślub młodych odbył się 7 maja 1939 r. Przyszli koledzy z Policji Państwowej, którzy dla młodej pary utworzyli szpaler. Państwo Borkowscy wynajęli mieszkanie w tym samym domu, gdzie mieszkała mama pani Marii z jej rodzeństwem. Policjant roztoczył opiekę nad teściową i jej dziećmi.

Jan Borkowski urodził się w 1907 r. w Grajewie. W wojsku dosłużył się stopnia kaprala. Do Policji Państwowej wstąpił w 1931 r. Służył w Brzezinach, Tomaszowie Mazowieckim, w Warszawie, a także w Komendzie Głównej Policji Państwowej. W 1936 r. jako starszy posterunkowy wrócił w Łódzkie, gdzie służył jako radiotelegrafista w komendzie wojewódzkiej. Odkładaną podróż poślubną państwo Borkowscy odbyli w czerwcu do Borów Tucholskich, skąd jednak Jan, w związku z pogarszającą się sytuacja międzynarodową, został wezwany do Łodzi.

Wybuch wojny zniweczył marzenia pani Marii o dzieciach, o szczęśliwym rodzinnym życiu. Jan, jak reszta policjantów, został ewakuowany na Wschód. Żegnając się, myśleli, że za parę dni, najpóźniej tygodni będzie po wojnie i znowu będą razem. Niestety, było to ich ostatnie pożegnanie. Nigdy już się nie zobaczyli. Nie było też wieści od Jana. Do Łodzi dotarła tylko informacja od jednego z ocalałych, że Jan, jak wielu przedwojennych policjantów, został zamordowany jeszcze w 1939 r. pod Lwowem przez Ukraińców. Dziś wiadomo, że po napaści ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. dostał się do sowieckiej niewoli. Przebywał w obozie specjalnym NKWD w Ostaszkowie, zamordowano go strzałem w tył głowy w Kalininie (wcześniej i obecnie Twer), a potem wrzucono do dołów śmierci w Miednoje. 

Pani Maria wraz z rodziną podczas okupacji została przez Niemców wyrzucona z mieszkania. Przez długie lata żyła ze świadomością, że Jan został zamordowany w 1939 r. pod Lwowem. Szukała go przez wszystkie możliwe instytucje, także w czasie wojny, gdy Niemcy ujawnili groby polskich oficerów w Katyniu. W 1946 r. sąd uznał Jana za zmarłego, określając, że zginął właśnie w 1939 r. z rąk Ukraińców. Prawda wyszła na jaw dopiero w 1990 r., gdy ZSRR przyznał się do mordu polskich oficerów WP, przedwojennych policjantów i funkcjonariuszy innych służb oraz ujawnił część list ofiar zbrodni katyńskiej. Tabliczka epitafijna Jana Borkowskiego umieszczona jest na otwartym 2 września 2000 r. Polskim Cmentarzu Wojennym w Miednoje. W listopadzie 2007 r. st. post. Jan Borkowski, jak wszystkie ofiary zbrodni katyńskiej, został awansowany przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. Otrzymał pośmiertnie  pierwszy stopień oficerski, czyli aspiranta Policji Państwowej.

Pani Maria powtórnie wyszła za mąż. Gdy mąż Bronisław Czernek zmarł, poświęciła się wyłącznie rodzinie. Dziś ma dwoje dzieci, czworo wnuków i czworo prawnuków.

Maria Czernek jest zapraszana na oficjalne uroczystości organizowane przez Policję. Jest także gościem honorowym corocznego balu charytatywnego Policji i mimo swoich lat zawsze w nim uczestniczy. Jeszcze kilka lat temu mieszkała w Łodzi, dziś na warszawskim Ursynowie. Jest członkiem Stowarzyszenia „Rodzina Policyjna 1939 r.” w Łodzi i jako pierwsza została w 2015 r. uhonorowana odznaczeniem stowarzyszenia – Krzyżem Miednoje 1940. Sekretarz stanu w MSWiA Jarosław Zieliński odznaczył ją w 2017 r. Złotym Medalem za Zasługi dla Policji.

ŻYCZENIA OD KOMENDANTA

Pani Maria urodziła się 17 czerwca 1920 r. W tym roku skończyła więc 99 lat. Po uroczystościach rodzinnych przyszedł także czas na wizyty i życzenia oficjalne. 24 czerwca br. dostojną jubilatkę odwiedzili w mieszkaniu Komendant Gówny Policji gen. insp. dr Jarosław Szymczyk oraz dyrektor Biura Historii i Tradycji Policji KGP nadkom. Krzysztof Musielak. Obaj byli w nowych mundurach, nawiązujących do tradycji przedwojennych, co u Pani Marii wywołało ogromne wzruszenie.

Były kwiaty, życzenia, uściski. Jubilatka otrzymała album „Rodzina Policyjna w fotografii 1929–1939”, przygotowany w Biurze Historii i Tradycji Policji KGP. Generał Jarosław Szymczyk napisał odręcznie dedykację: „Szanownej Pani Marii Czernek, w niezwykłym dniu 99. urodzin z wyrazami ogromnego szacunku oraz serdecznymi życzeniami od wszystkich polskich policjantów i pracowników Policji nieustającego zdrowia, niespożytej energii, ciągłego niezwykłego uśmiechu i ciepła, którym tak pięknie się Pani z nami dzieli; Pani Mario – 200 lat”.

Pogody ducha, witalności, otwartości i kondycji mogłyby Pani Marii pozazdrościć osoby z dużo krótszą metryką. Oby trwało to jak najdłużej.

Redakcja Miesięcznika „Policji 997” przyłącza się do życzeń komendanckich – 200 lat Pani Mario!

PAWEŁ OSTASZEWSKI
zdj. Radosław Szleszyński BHiTP KGP

A
A+
A++
Powrót
Drukuj
PDF
Powiadom
Ocena: 0/5 (0)