Być u siebie

Oddając hołd ofiarom zamachów w Londynie i w Egipcie, z szacunkiem trzeba wspomnieć o służbie polskich żołnierzy w Iraku. Dzisiaj oni stoją w pierwszym szeregu, broniąc naszej wolności i naszego bezpieczeństwa.

O wolną Polskę zmagali się przed laty powstańcy warszawscy, występując z bronią przeciwko Niemcom i z odwagą wobec Rosjan. Wolność była też marzeniem robotników i wszystkich, którzy ich wsparli w polskim Sierpniu 1980 roku. Pamiętamy "o tych dniach pełnych nadziei.", bo wielu Polaków poczuło wówczas po raz pierwszy, "że są teraz wreszcie u siebie".

Dzisiaj ochrona zdobytej wolności staje się trudnym zadaniem. Po zamachach terrorystycznych w Londynie i Egipcie przedstawiciele wszystkich służb w Polsce zapewniają, że nasz kraj jest przygotowany na wypadek aktów terroryzmu. Prawda jest jednak dużo bardziej skomplikowana. Od początku lat 90. wiele obszarów zarządzanych dotąd przez władze centralne stało się domeną samorządu. To jemu podlegają służby drogowe, energetyczne, pogotowie ratunkowe i szpitale. A Policja i Państwowa Straż Pożarna są nadal podporządkowane ministrowi spraw wewnętrznych i administracji. Na pytanie, kto dowodziłby akcją ratunkową w wypadku zamachu terrorystycznego, odpowiedź w polskich warunkach wcale nie jest taka prosta. A kryzys wymaga silnego i jasno zdefiniowanego przywództwa. Rozmyte kompetencje i odpowiedzialność prowadzą bowiem do chaosu. Ustawa, która mogłaby uporządkować zarządzanie w sytuacjach kryzysowych, dotąd - niestety - nie powstała.

Oddając hołd ofiarom zamachów w Londynie i w Egipcie, z szacunkiem trzeba wspomnieć o służbie polskich żołnierzy w Iraku. Dzisiaj oni stoją w pierwszym szeregu, broniąc naszej wolności i naszego bezpieczeństwa. Wojna, w jakiej biorą udział, każe się jednak poważnie zastanowić nad kształtem współczesnych sił zbrojnych. Wróg nie chce walczyć na otwartym froncie. Uderza znienacka. Przeciwstawić mu można raczej siły o charakterze policyjno-militarnym niż tradycyjnie rozumianą regularną armię. Rozbudowa jednostek typu GROM staje się koniecznością. Dlaczego więc oddział tworzony przed laty przez generała Petelickiego i doskonalony później przez pułkownika Polko ma wciąż problemy?

Nie sposób uniknąć w tym momencie dyskusji o oddziałach antyterrorystycznych w Policji. Jeden, duży, centralny odział (ZOA) w Warszawie musi być, zdaniem fachowców, mobilny (samolot transportowy, nowoczesne śmigłowce). Inaczej, docierając po upływie kilku lub kilkunastu godzin na miejsce zagrożenia, nikomu do niczego nie będzie potrzebny. Znikome dotychczasowe wykorzystanie ZOA przez poszczególne komendy wojewódzkie potwierdza, że bez pilnej inwestycji w lotnicze środki transportu oddział traci rację bytu. Przypomnieć trzeba to wszystko właśnie teraz, gdy w mediach pełno jest urzędowych zapewnień o przygotowaniu Polski do skutecznego przeciwdziałania aktom terroryzmu.

 
PAWEŁ BIEDZIAK
gazeta.listy@policja.gov.pl

 
PS. Czekamy na telefony, listy, propozycje tematów, reakcje na zamieszczone teksty. Najciekawsze wypowiedzi zamieścimy na łamach naszego miesięcznika oraz na stronie internetowej www.gazeta.policja.pl
 

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)