Milicja: przed, w czasie i po Sierpniu

O milicji mówi Bogdan Borusewicz

Bogdan Borusewicz, lat 56, historyk, działacz Wolnych Związków Zawodowych i KOR, jeden z organizatorów strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 r., współtwórca "Solidarności", w czasie stanu wojennego działacz podziemnych struktur związku, w wolnej Polsce - poseł na Sejm oraz w latach 1998-2000 wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, obecnie członek Zarządu Województwa Pomorskiego, kandydat na szefa IPN

Lata 70. to okres względnej stabilizacji. Milicjanci przeprowadzali staruszki przez jezdnię, dzielnicowi życzliwie rozmawiali z mieszkańcami osiedli, a "lotna" drogówki imponowała wszystkim swoimi motocyklami i tylko od czasu do czasu sielankę zakłócały "ścieżki zdrowia" organizowane dla "warchołów i wichrzycieli".
- Tak (śmiech). Faktycznie funkcjonariusze MO nie mieli wówczas negatywnej prasy, ponieważ była ona cenzurowana. Pomagali esbekom w rewizjach i zatrzymaniach ludzi z opozycji. Nie mogliśmy się spodziewać po nich niczego dobrego, dlatego o każdym ich ludzkim odruchu wielokrotnie sobie opowiadaliśmy. Bo przecież nie wszyscy milicjanci byli trybikami bezdusznej machiny.
[...]

Kiedy był Pan pewien, że nie dojdzie do pacyfikacji stoczni?
- Dość późno. Wtedy, gdy rozpoczęły się rozmowy z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym. Atak wydawał się wówczas mało prawdopodobny. Chociaż czułem pod skórą, że zawsze może się coś zmienić. Kiedy delegacja rządowa przerywała pertraktacje i nie wracała punktualnie - niepokoiłem się. Wiedziałem jednak, że nie można ulęgać emocjom i dać się wyprowadziç na ulicę. Tam mogłoby dojść do tragedii. Rozumieliśmy, że chodzi już nie tylko o reakcję PZPR i jej sił porządkowych, ale wręcz o to, jak zachowają się Sowieci.
[...]

Nadchodzi koniec lat 80. Pielgrzymka papieża w 1987 roku znów jest festiwalem wolności. W Gdańsku tłum skanduje do milicjantów: "Rzućcie pały - przebaczymy!".
- Kto by się spodziewał, że koniec komuny jest tak blisko... Wszyscy byli bardzo zmęczeni. Zmęczona była milicja. Sypała się władza, nie tylko w Polsce, ale i w ZSRR. My też ciągnęliśmy resztką sił. Pocieszało mnie tylko to, że i Jaruzelski musi być zmęczony. W milicji następowały pierwsze pęknięcia wewnętrzne. Zomowcy reagowali mniej gorliwie. Dwa lata później w MO powstawał już oddolny ruch związkowy.

Związkowcy obchodzili niedawno swoje 15. urodziny.
- Ludzie, którzy tworzyli ten ruch, byli w czasie stanu wojennego internowani, szykanowani, zmuszani do wyjazdu za granicę. Cześć z nich włączyła się w 1989 roku w budowanie Policji.
[...]

Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach i stronie internetowej.

Archiwalne wydania POLICJA 997 w postaci plików PDF, można pobrać z archiwum strony.
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)