Oko w oko z ośmiornicą

Dziennikarze ujawniają więcej. Ryzykują tak samo.

Mafia - przestępczy związek bandytów z władzą i biznesem. Jej istnieniu w Polsce długo zaprzeczano. Policjant czy prokurator mogą otwarcie mówić tylko o sprawach, które udowodniono i potwierdzono sądowym wyrokiem. Dziennikarze ujawniają więcej. Ryzykują tak samo.

Ewa Ornacka z "Wprost" i Piotr Pytlakowski z "Polityki", współautorzy "Alfabetu mafii" oraz Artur Kowalewski z TVN - reżyser i pomysłodawca emitowanego wcześniej serialu pod tym samym tytułem. Są znanymi dziennikarzami. I stali się także - w trakcie pracy nad dziesiątkami artykułów, serialem telewizyjnym, książką - ekspertami od mafii. Dotarli do bossów podziemia, poznali mroczne tajemnice ich życia.

NIENAZWANE NIE ISTNIEJE?

Na początku lat dziewięćdziesiątych prowadzono walkę nie z mafią, ale z... samym określeniem. Ani mafia, ani przestępczość zorganizowana przekonywali kolejni komendanci Policji. Nawet kiedy w 1990 r. na katowickiej szosie wyrzucono z samochodu zwłoki dwóch zastrzelonych osób, nie zmieniło się podejście do całego zjawiska, tak spektakularnie zamanifestowanego. Po pierwsze, miało być ładnie-pięknie i nie chciano straszyć społeczeństwa, po drugie, trochę bagatelizowano zagrożenie.
- Nie wprowadzono też odpowiednich narzędzi z obawy, że mogłyby kojarzyć się z totalitaryzmem - takich jak np. prowokacja policyjna, przesyłka kontrolowana, instytucja świadka koronnego. Zaczęto je stosować dopiero osiem lat później - mówi Piotr Pytlakowski. - Jako dziennikarze dostrzegliśmy, że ta opieszałość pozwoliła na błyskawiczny i niebezpieczny rozwój struktur, które mackami sięgnęły salonów politycznych i biznesowych, oplatając właściwie całą Polskę.

(...)

ROŚLI W SIŁĘ

- Zaczęło się w zakamarkach Pruszkowa, by rozlać na cały kraj pod tym "logo", rozsławionym już i budzącym przerażenie. Szczególna pozycja gangu pruszkowskiego wynikła z tego, że był pierwszy, najsilniejszy, najlepiej zorganizowany. "Pershing", "Kiełbasa", "Słowik"... Według zeznań "Masy", który wymienił około 900 pseudonimów, grupę tworzyło 1200-2000 osób. A była jeszcze armia ludzi na Śląsku, w Trójmieście, w Krakowie, w Szczecinie, we Wrocławiu. Trochę rywalizowano o strefy wpływów i wtedy lała się krew, a trochę współdziałano, skrzykując się do konkretnych zadań. Nie doszło nigdy do pełnej centralizacji i ustanowienia jednego Godfathera - mówi dziennikarz "Polityki".

JOLANTA ŚLIFIERZ
ilustracje: kadry z TVN

Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach.

Archiwalne wydania POLICJA 997 w postaci plików PDF, można pobrać z archiwum strony.
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)