To trudny czas - Janusz Kaczmarek, minister MSWiA

Rozmowa z Januszem Kaczmarkiem, nowym ministrem spraw wewnętrznych i administracji

Długo zastanawiał się Pan nad propozycją premiera?
- Nie było łatwo. Zastanawiałem się stosunkowo długo. To sytuacja, której nie przewidziałem, a ja lubię sytuacje przewidywalne, a jeszcze lepiej, gdy je sam zaplanuję. W Ministerstwie Sprawiedliwości znam każdy kąt, każdy problem i stoi za mną ponad 20 lat w zawodzie prokuratora. Ale trzeba mierzyć się z nowymi wyzwaniami i to był argument "za". Jednym z argumentów "przeciw" była rodzina. Jako prokurator krajowy odpowiadałem tylko za część resortu sprawiedliwości. Teraz samodzielnie odpowiadam za cały resort. Może być mnie mniej dla rodziny, którą sobie bardzo cenię.

Prokurator został ministrem, inny prokurator komendantem głównym. Policjanci obawiają się, że teraz będą liczyły się tylko sukcesy w śledztwach, wyniki. Tak będzie?
- Tak nie będzie. Teraz w tym samym stopniu muszę się czuć oficerem Policji, co Państwowej Straży Pożarnej czy Straży Granicznej i być zwierzchnikiem wojewodów. Zresztą pełniony zawód, w moim przekonaniu, nie ma większego znaczenia. Dziś gościłem swojego czeskiego odpowiednika - adwokata.
Z tego, że do 8 lutego byłem prokuratorem, mogą płynąć korzyści, bo z racji niedawnego zawodu znam bolączki policjantów. Założyłem sobie, że muszę skończyć z mentalnością prokuratora i czuć się bardziej policjantem niż każdy funkcjonariusz, który mógłby być na tym stanowisku. Wiem, że przez pryzmat zadanego przez państwa pytania również będą oceniali mnie policjanci.

Jako prokurator krajowy odnosił Pan same sukcesy. Tu może nie być tak łatwo. Objął Pan urząd tuż po aferach "blue taxi" i "wieśmaków", teraz afera w szpitalu MSWiA, zapowiedź protestu policjantów na 9 marca.
- Bardzo szybko się uczę. Rozmawiam z wieloma funkcjonariuszami, nie tylko z wysokimi rangą. Jestem otwarty na to środowisko. Nie mam oporów przed rozmową ze związkami zawodowymi. Właśnie po to, by wypracować jednolity pogląd i prawidłowo podejmować decyzje. Zawsze wychodziłem z założenia, że im więcej informacji, tym trafniejsza decyzja. Mam świadomość, że w tej chwili Policja jest pod pewnym pręgierzem medialnym. Ocenia się formację przez pryzmat sytuacji, które nadwerężyły jej wizerunek, dotychczas dobry - lepszy niż obraz polityków, sądów czy prokuratury. Chciałbym go jeszcze poprawić, choć wiem, że to trudny czas.

Ma Pan plan na oczyszczenie atmosfery wokół resortu?
- Swoją wizję resortu, w tym Policji, zamierzam przedstawić 5 marca, podczas odprawy komendantów wojewódzkich. Skupiłem wokół siebie osoby, które mają wiele pomysłów, i sądzę, że środowisko policyjne je zaakceptuje. Muszę na różne problemy patrzeć nie tylko przez pryzmat tej formacji, ale i całego społeczeństwa, dla którego pracujemy.

Jedną z przyczyn planowanego protestu, organizowanego "oddolnie", bez udziału związków, jest sprawa podwyżek.
- Znam ten problem. Z relacji samych policjantów, związków zawodowych, z forum internetowego. Pracuję nad tym. Projektowany system co do zasady jest dobry: za lepszą pracę lepsze wynagrodzenie. Ma jednak podstawowy błąd. Zakłada, że komendanci działają jak komputery, do których wrzuci się dane i wynik będzie matematycznie prawidłowy. Tymczasem wokół przełożonego może wytworzyć się "dwór", który będzie hołubiony, a inni, nawet jeśli świetnie pracują, nie zostaną zauważeni. Tak w życiu bywa, ono nie jest czystą matematyką. Policjanci zarzucają też temu projektowi, że inne służby podległe MSWiA część podwyżki dostają w pensji zasadniczej, a tylko część w dodatku. Rozumiem te zarzuty.

Policjanci boją się, że są jakieś plany zmian w emeryturach policyjnych, że - wbrew licznym dementi - ktoś przy nich majstruje. Może coś jest na rzeczy?
- Nie chciałbym zostać odebrany jako minister, który w dziesiątym dniu urzędowania nie ma wiedzy. Ale prawda jest taka, że do emerytur jeszcze nie doszedłem. Może do następnego numeru o tym porozmawiamy.

Krążą plotki, że Pańska nominacja może oznaczać, że Policja ma stać się "zbrojnym ramieniem" prokuratury...
- Nie jest tak i nie będzie. Relacje prokurator - policjant określają stosowne ustawy, a w szczególności kodeks postępowania karnego.

Inna pogłoska dotyczy Centralnego Biura Śledczego, które miałoby zostać podporządkowane Ministerstwu Sprawiedliwości.
- Usytuowanie CBŚ się nie zmieni. Nie widzę powodów, dla których miałoby podlegać resortowi sprawiedliwości i, gdyby padły takie propozycje, protestowałbym.

Wyraził Pan pogląd, że prokuratorzy wykorzystywali CBŚ w sprawach niekoniecznie najpoważniejszych. Nominacja pana Marca ma te praktyki ukrócić?
- CBŚ powinno wykonywać swoje zadania w zakresie zwalczania najpoważniejszej przestępczości, szczególnie tej zorganizowanej. Prokuratorzy jednak niejednokrotnie sięgali do CBŚ w sprawach mniejszej wagi, ponieważ jest to struktura bardzo mobilna. Mówiąc o tym, uderzałem się w pierś jako były prokurator, ale i wskazywałem policjantom, że dostrzegam tę nieprawidłowość. Zamierzam apelować, by w przyszłości nie było takich sytuacji.

Policja nie może odmówić...
- To prokurator jest gospodarzem postępowania i może zlecić wykonanie czynności, a Policja nie może odmówić. Mówię o tym również po to, by prokuratorzy wiedzieli, że jako minister będę się takim praktykom opierał. Będę o tym mówił ministrowi sprawiedliwości i nowemu prokuratorowi krajowemu, bo wykorzystywanie CBŚ do błahych spraw może szkodzić zwalczaniu całej przestępczości.

Będą zmiany w kierownictwie resortu? Za Policję nadal będzie odpowiadał wiceminister Surmacz?
- Uchylę się od odpowiedzi na to pytanie, dopóki nie poznam każdej z tych osób przez pryzmat wykonywanych przez nie zadań. Dotychczasowe zmiany w resorcie koncentrowały się na obsadzeniu tych stanowisk, na których były wakaty.

Jak Pan wyobraża sobie bezpieczne państwo? Czy to takie, w którym łapie się wielu bandytów i obwieszcza to przez media, czy też takie, w którym przestępców nie ma.
- O! Ideałem byłoby, gdyby przestępców nie było. Jestem za tym drugim rozwiązaniem. Chciałbym, żeby ludzie mieli poczucie bezpieczeństwa, nawet w ciemnych uliczkach i zaułkach. Kiedyś gościłem prokuratora generalnego Liechtensteinu. Wiedziałem, że to małe państwo, ale ze zdumieniem usłyszałem, że mają tam tylko ośmiu więźniów.

Dziękujemy za rozmowę.

IRENA FEDOROWICZ, PAWEŁ CHOJECKI
zdj. Andrzej Mitura
rozmowa została przeprowadzona 19 lutego 2007 r

 

Janusz Kaczmarek jest ministrem spraw wewnętrznych i administracji od 8 lutego 2007 r. Ma 46 lat, jest absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, prokuratorem. Dlaczego wybrał ten zawód? Mówi, że przyczyny były dwie. Na praktykach studenckich na początku lat 80. spotkał doświadczoną panią prokurator, której klasa przekonała go, że w tym zawodzie nie ma złych ludzi. Kiedy był na 4. roku studiów, na plaży zamordowano koleżankę z jego paczki. Wtedy postanowił ścigać bandytów.

Po aplikacji w Elblągu od 1988 roku pracował w prokuraturach trójmiejskich. Od 2001 roku prokurator generalny, krajowy i prokurator apelacyjny w Gdańsku. Od jesieni 2005 r. do 8 lutego 2007 r. prokurator krajowy.

Hobby - turystyka, na którą nie ma czasu, literatura historyczna, głównie z zakresu dyplomacji II wojny światowej; zawodowo - porwania dla okupu; jest autorem książki o porwaniach; jej druga część czeka na napisanie; autor kilkudziesięciu publikacji.

Żona Honorata, nie jest prawnikiem. Dwóch synów.

 

Gorący miesiąc

2 lutego - Ludwik Dorn, wicepremier, szef MSWiA, informował o sukcesach Policji i ustawie o modernizacji służb mundurowych.
7 lutego - pierwsza wiadomość w serwisach informacyjnych brzmiała: "Dorn podał się do dymisji, zachowa stanowisko wicepremiera". Ludwik Dorn tłumaczył, że poszło o "odmienne opinie w ważnej sprawie resortowej" i ujawnił, że już 24 stycznia oddał się do dyspozycji premiera. Jarosław Kaczyński dymisję przyjął i Ludwik Dorn wyjechał na narty. Media spekulowały o kryzysie w rządzie i w partii rządzącej. Nikt nie ujawnił, czego dotyczył konflikt premiera i jego zastępcy, prywatnie wieloletnich przyjaciół.
8 lutego - na szefa MSWiA został powołany dotychczasowy prokurator krajowy Janusz Kaczmarek.
9 lutego - do dymisji podał się Marek Bieńkowski, komendant główny Policji.
10 lutego - "Rzeczpospolita" opublikowała artykuł o tym, że Dorn ustąpił, bo bronił nadinsp. Waldemara Jarczewskiego, który miał mieć "niejasne powiązania" z byłym senatorem Henrykiem Stokłosą, od niedawna ściganym międzynarodowym listem gończym. Miało to ustalić warszawskie CBŚ, kierowane przez mł. insp. Jarosława Marca.
Następny tydzień - przyniósł nominacje nowego komendanta głównego Policji i jego pierwszego zastępcy oraz rezygnacje obu dotychczasowych zastępców komendanta głównego (do 20 lutego nie zostały przyjęte). Jarosław Marzec został powołany na szefa CBŚ.
Media ustaliły, że komendanta Jarczewskiego pomylono z innym policjantem z Wielkopolski, który utrzymywał kontakty ze Stokłosą. Nadinsp. Jarczewski zamierza walczyć o dobre imię na drodze prawnej.
20 lutego - zakończyły się spekulacje na temat przyszłości Ludwika Dorna. Premier oznajmił, że Dorn będzie jego "realnym" pierwszym zastępcą, odpowiedzialnym za informatyzację państwa i kolegium ds. służb specjalnych.
Ustawa o modernizacji służb mundurowych, sztandarowy "produkt" byłych zwierzchników Policji, czeka na podpis prezydenta. Policjanci czekają na podwyżki. Kiedy oddawaliśmy marcowy numer do druku, trwały analizy wariantów podziału pieniędzy.

IF

 

Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach.

Archiwalne wydania POLICJA 997 w postaci plików PDF, można pobrać z archiwum strony.
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)