Pokonani

Kolejni komendanci powiatowi w Starachowicach odchodzą, bo przegrywają z policyjnymi  związkowcami. Tych ostatnich chroni mandat wyborców, dzięki czemu z każdego konfliktu wychodzą zwycięsko.

- Był świetnym gliną i dobrym przełożonym. A przede wszystkim przyzwoitym człowiekiem. Właśnie dlatego, że zachowywał się w sposób uczciwy, musiał odejść. Gdyby poszedł na układy ze związkowcami i pozwolił zniszczyć swojego zastępcę, do dziś byłby komendantem - mówi o Krzysztofie Klepnerze (na zdjęciu na pierwszym planie) proszący o anonimowość policjant ze Starachowic.

- Jego pech polegał na tym, że dostał się w tryby afery uruchomionej przez związkowców, a komendant wojewódzki, unikając niewygodnej sytuacji, zamiast go wesprzeć, szukał pretekstu, żeby go zdjąć ze stanowiska - dodaje inny. (...)

- Członkowie zarządu chcieli, aby każdy komendant chodził na ich pasku - mówią policjanci.

Ci szefowie, którzy się na to nie godzili, musieli odejść. Inni próbowali jakoś się dogadać i zapewnić sobie spokój. Tak było np. z poprzednikiem komendanta Klepnera. Awansował Grzegorza K. (członka zarządu terenowego NSZZP, a jednocześnie wiceprzewodniczącego zarządu wojewódzkiego) na stanowisko kierownika ogniwa patrolowego i patrzył przez palce na pracę jego i pozostałych dwóch kolegów. Dogadać się próbował również na początku Krzysztof Klepner. Na prośbę Grzegorza K. uczynił Adama C. (przewodniczącego zarządu terenowego w Starachowicach) nieetatowym zastępcą kierownika ogniwa.

Gdy obowiązki zastępcy nadzorującego prewencję objął w ko-mendzie nadkom. Krzysztof Panaszewski (na zdjęciu na drugim planie), ostro wziął się za poprawę dyscypliny i efektywności służby.

- Panaszewski układał pracę pionu prewencji wręcz książkowo - ocenia mł. insp. Robert Dybka z KWP w Kielcach.
Właściwe wykonywanie obowiązków nowy zastępca egzekwował od wszystkich, także od członków zarządu związku, którzy pracowali w podległym mu pionie prewencji.

- No i nadepnąłem im na odcisk - mówi. (...)

Elżbieta Sitek
zdj. Andrzej Mitura

 

Widziane z dołu

 

Policjant z patrolówki: 15 lat służby w radiowozie, liczba przełożonych - kilkudziesięciu. W tym trzech, jak mówi, normalnych.
Policjant, ekspert: 10 lat służby. Spośród kilku przełożonych tylko jednego wspomina dobrze. Pierwszego.
Policjant, dzielnicowy: 6 lat w Policji. Mówi, że jego kierownictwo wszystko i wszystkich krytykuje. Zawsze jest źle. A pod koniec roku przychodzi podziękowanie z samej góry, że jest dobrze.

O większości swoich przełożonych policjanci nie mają dobrego zdania. Najczęściej mówią, że szef nie jest dla nich autorytetem. Brak mu kompetencji, wiedzy i doświadczenia. Często nie panuje nad tym, co się dzieje w jednostce i nie potrafi podejmować decyzji. A przy tym czepia się i kłamie. I boi się wszystkiego. Najbardziej szefa nad sobą.

Boją się też podwładni i dlatego żaden z nich nie chce otwarcie, z imienia i nazwiska, wypowiadać się na temat przełożonego. - Chcę jeszcze trochę popracować - mówi jeden. - Zostało mi kilka lat do emerytury - dodaje drugi. - O tym, ile razy dałem się uwieść ich kłamstwom, niech pani nie pisze, bo się zorientują, że chodzi o mnie - prosi trzeci. - Pani pozmienia wszystkie fakty - stawia warunek czwarty. Piąty co chwilę powtarza: - Tego nie może pani napisać.

Oto kilka opowieści o przełożonych i ich grzechach głównych. Policjanci mówią tak: (...)

OPOWIEŚĆ CZWARTA

- Krok za mną proszę, czyli nie wychylaj się
Mój pierwszy szef był bardzo dobry. Na szczęście. Doceniał, pozwalał się rozwijać, puścił do szkoły. Widział, że oprócz kwestii materialnych - ważnych, są jeszcze ambicje i rozwój - dla mnie dużo ważniejsze. On mi to umożliwiał.

Kolejny szef pozwalał na wszystko, ale tylko do swojego poziomu. Nie można było być lepszym od niego. Kursy i szkolenia, których on nie zrobił, były dla nas nieosiągalne. Miał zwyczaj mówić: "Krok za mną proszę", co znaczyło, że nie przystoi stać w tej samej linii z szefem. I co zrobić? Człowiek się dusi, jest stłamszony, nie realizuje się tak, jak chciałby. To hamowanie rozwoju jest dla mnie najbardziej bolesne. Ale w Policji to reguła, że dobry podwładny to taki, który się nie wybija, nie jest zbyt kreatywny i samodzielny. Dobry wtedy, gdy nie zagraża szefowi. Taki też jest klucz doboru na stanowiska kierujących niższymi komórkami. Komendant wybiera sobie naczelników, naczelnicy wybierają sobie kierowników - takich, z którymi nie ma problemu. Każdy szef chce mieć spokój z ludźmi na dole. Nie potrzebuje lidera, człowieka z charyzmą, przywódcy.

Przekonałem się o tym na własnej skórze, gdy przez chwilę sam byłem szefem. (...)

Anna Krawczyńska
zdj. Anna Michejda i Andrzej Mitura 

Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach.

Archiwalne wydania POLICJA 997 w postaci plików PDF, można pobrać z archiwum strony.
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)