Weryfikacja postawy

- Biuro Spraw Wewnętrznych KGP zaproponowało wprowadzenie przepisu, który pozwoli oceniać postawy policjantów w służbie.

Rozmowa z insp. Markiem Działoszyńskim, dyrektorem BSW KGP

Nie lubi Pan funkcjonującego w mediach określenia "test uczciwości"...
- Wolę "test weryfikacji postawy". Chcemy sprawdzać, czy opłacany przez państwo policjant postępuje zgodnie z prawem. Amerykanie mówią "integrity test", czyli sprawdzają "integralność" policjanta z przepisami prawa.

Test ma być wpisany do ustawy o Policji. Pomysł na takie ostre narzędzie dla BSW pochodzi z USA?
- Tam udało się go skutecznie wdrożyć. Komisja Knappa w latach 60. ubiegłego wieku stwierdziła silne skorumpowanie nowojorskich funkcjonariuszy. To była korupcja systemowa: zbieranie haraczy przez szeregowych i przekazywanie przełożonym. W Stanach takie testy zdały egzamin. My nie mamy do czynienia z taką przestępczością, raczej z okazjonalnym łapówkarstwem, ale patologia istnieje. W zeszłym roku ponad 600 funkcjonariuszy objęto zarzutami. Biuro Spraw Wewnętrznych istnieje już 9 lat i wiemy, że poza ściganiem przestępstw wśród policjantów trzeba też likwidować przyczyny bezprawnych zachowań i pracować nad zmianą mentalności. Po to jest ten test, żeby sprawdzić, czy podejrzenie rzucone na policjanta jest prawdziwe. To narzędzie, które obiektywnie zweryfikuje informacje. Obecny artykuł 19a ustawy o Policji daje nam możliwości działania w sprawach korupcyjnych, ale nie przy innych przestępstwach. Policja, jako formacja, jest więc w niekomfortowej sytuacji, kiedy trzeba utrzymywać w służbie policjanta, co do którego postawy mamy poważne niezweryfikowane wątpliwości.

Na czym dokładnie ma polegać testowanie postawy? Kto będzie sprawdzany?
- Bywa, że mamy informacje, które nie mogą zostać zweryfikowane procesowo czy operacyjnie, a ewentualne ich sprawdzanie mogłoby trwać wiele lat. W tym czasie taki policjant czynnie służy. Wiemy, że testowanie postawy budzi w policyjnym środowisku wiele oporów, wątpliwości etycznych i prawnych. Chcę wyraźnie podkreślić, że próba nie będzie stosowana wobec wszystkich. W USA i Australii robi się takie testy dwojako: celowe, czyli wobec funkcjonariusza, o którym są istotne informacje, i losowe, wobec ogółu. Amerykanie twierdzą, że powszechność działań losowych przynosi przekonanie policjantów, że często są poddawani testom i dlatego należy zawsze zachowywać się poprawnie. Obecnie konsultujemy ten pomysł z psychologiem i kadrą kierowniczą. O zdanie zapytaliśmy też związki zawodowe. Na razie stwierdzamy, że w polskiej sytuacji ograniczymy się jednak tylko do testów celowych i taki projekt zmian w artykule 19c powstał. Będą więc tylko wtedy, kiedy sprawa będzie dotyczyła przestępstw. Podkreślę, że test może być stosowany wobec każdego policjanta, bez względu na stanowisko, ale tylko wtedy, gdy istnieją informacje o jego niezgodnym z prawem (przestępczym) działaniu.

Jak wygląda taki test w praktyce?
- Dostajemy informacje, że na terenie działania jednostki okradane są np. miejsca zdarzeń drogowych. Wiadomo, że wtedy zjeżdżają różne służby, akcja ratunkowa dominuje nad innymi sprawami i tak ma być. Przyjazd tam BSW w praktyce przyniósłby więcej szkody niż pożytku i byłby spóźniony. Wobec tego, w ramach testowania, można by jak najwierniej zainscenizować zdarzenie, podłożyć pieniądze lub wartościowe przedmioty i rejestrować, co zrobią uczestnicy zabezpieczenia. Inny przykład, którym często posługuje się prof. Ryan, to podrzucanie do komisariatów "zagubionego" bagażu, np. z pieniędzmi i obserwacja, co się z nim dalej dzieje. To tylko kwestia pomysłu na test. Takie prowokacje robili już w Polsce dziennikarze i okazało się, że z trzech instytucji walizki wróciły do właściciela, a tylko w jednostce Policji zginęły pieniądze. Czy powinniśmy pozwolić, aby nasze słabości obnażali dziennikarze, a my będziemy się tylko wstydzić...

Profesor Joseph Ryan mówi, że testy w Nowym Jorku często są inspirowane przez informatorów, których służby wewnętrzne mają wśród policjantów. Werbują ich już w trakcie szkolenia podstawowego. Tak ma być też u nas?
- Amerykanie mają zasadę, że w zakresie obowiązków jednego z zastępców szefa jednostki jest współdziałanie z biurem spraw wewnętrznych (IAB). Zachęcają też do nieformalnej współpracy policjantów od początku służby. My też to robimy, ale nie w takiej formule, bo trudno mówić o informatorze w Policji. Staramy się uzmysłowić młodym funkcjonariuszom zagrożenia, z którymi na pewno się zetkną. Przedstawiciele BSW rozmawiają z nimi pod koniec każdego kursu podstawowego. Wskazują, że jeżeli wyczerpią się inne możliwości zwalczania nieprawidłowości, to mogą zgłosić się do nas. Nie szukamy jakichś głęboko utajonych informatorów między policjantami. I nie będziemy tego robić, żeby nie dezintegrować środowiska.

Amerykanie twierdzą, że nie płacą swoim informatorom, że policjanci robią to z poczucia obowiązku.
- My też nie płacimy za informacje ze środowiska policyjnego. Możliwe jest natomiast pokrycie kosztów zdobycia informacji. Założyliśmy, co wynika z przepisów, że każdy policjant ma obowiązek poinformowania o łamaniu prawa. Rozumiemy różnicę w mentalności polskiej i amerykańskiej. Tam jest oczywiste, że w razie nieprawidłowości przychodzi się do przełożonego i mówi o tym. My też musimy się tego nauczyć. Kolega koledze powinien umieć zwrócić uwagę, a jeżeli to nic nie da, odpowiednio zareagować. Wiem na pewno, że zdecydowana większość funkcjonariuszy pracuje uczciwie. Potwierdza to praktyka, bo informacje o patologiach dostajemy głównie z naszego środowiska. To żadna tajemnica.

Test ma też oddziaływać profilaktycznie?
- Jeżeli udałoby się uzyskać akceptację dla testów i wprowadzono by do ustawy o Poli-cji art. 19c, to wpierw zrobilibyśmy szeroką akcję informacyjną w środowisku, wyjaśniając zasady stosowania tej metody, a dopiero potem stosowalibyśmy ją w praktyce.
Zakładamy z jednej strony, że będziemy nagłaśniali sprawy, w których policjant okaże się nieuczciwy, z drugiej zaś, że osoba, która po przeprowadzeniu testu okaże się uczciwa, zostanie potem poinformowana, iż takiemu testowi była poddana. Myślę, że wiedza na ten temat wśród funkcjonariuszy będzie właśnie elementem profilaktyki.

Kto będzie decydował o tym, że policjant zostanie poddany testowi?
- Będziemy wnioskowali przez komendanta głównego Policji do sądu o wyrażenie zgody i określenie okresu dopuszczalności takich działań. Chcemy wprowadzić różne gwarancje dla testowanych. Nie będzie można stosować testu w sposób zagrażający życiu i zdrowiu policjanta. Nie można będzie stosować przymusu, przemocy lub groźby. Proponujemy też, by w jednej sprawie sprawdzać kogoś tylko raz. Zakładamy jednak możliwość kilku prób wobec jednej osoby, ale w różnych sprawach, oczywiście w ramach zgody sądu zawartej w postanowieniu o przeprowadzeniu testu weryfikacji.

Co wprowadzenie tego testu ma dać Policji?
- Spodziewam się zmian w mentalności policjantów. W ten sposób można wielu przekonać, że warto przestrzegać prawa, bo można wpaść w kłopoty i zniszczyć dorobek zawodowy. Tym bardziej że wobec dobrych materiałów operacyjnych szanse na obronę będą niewielkie. Trzeba uświadomić ludziom, że potencjalne ryzyko jest bardzo wysokie. Genezą wprowadzania tego testu jest  nasze 9-letnie doświadczenie, także z kontrolowanych wręczeń lub przyjęć korzyści majątkowych. Dziś musimy korzystać z pomocy obywatela, żeby udowodnić nieprawidłowości policjantowi. Wielu wtedy mówi: "Dlaczego mnie w to wciągacie, sami zróbcie u siebie porządek". Nowe narzędzie pozwoli na działanie bez udziału osób spoza formacji.

Środowisko na pewno będzie miało poważne wątpliwości wobec tego pomysłu.
- Trwają konsultacje. Zorganizowaliśmy konferencję z udziałem naukowców z Polskiej Platformy Bezpieczeństwa Wewnętrznego, rozmawiamy na spotkaniach z policjantami. Zaprosiliśmy komendantów wojewódzkich do dyskusji, oferujemy naszą prezentację na każde zamówienie. Kiedy przedstawiam komuś ten projekt, to zawsze na początku wyczuwam opór, ale potem, kiedy mówimy dokładnie, o co chodzi i jakie gwarancje chcemy wprowadzić, to widać, że pola do nadużyć właściwie nie ma. Zakładamy już na etapie wnioskowania kontrolę prokuratorsko-sądową. Jeżeli stwierdzimy, że mamy dowody, żeby pociągnąć kogoś do odpowiedzialności karnej, to przekażemy całość materiałów do dyspozycji prokuratora i sądu. Niczego nie ukrywamy, mamy wielki szacunek dla własnego środowiska i uznajemy, że złamanie zasad byłoby końcem naszego autorytetu.

Kiedy nowy przepis może wejść w życie?
- W pracach koncepcyjnych mamy wsparcie kierownictwa Policji i zainteresowanie kierownictwa MSWiA. Przedstawiliśmy projekt zmian art. 19c ustawy, teraz to już sprawa polityków.

Dziękuję za rozmowę.

PAWEŁ CHOJECKI

zdj. Andrzej Mitura

Zbigniew Rau, wiceminister MSWiA

- To, co potocznie zostało nazwane "testem uczciwości", jest konkretnym przykładem zmian w prawie, które mają pomóc w zwalczaniu patologii. Policjant postawiony w wyreżyserowanej sytuacji będzie mógł dokonać wyboru. Ten, kto pokusi się o kradzież czy korupcję, będzie wyrzucony ze służby. Tego spodziewam się po tym narzędziu - eliminacji nieuczciwych policjantów. Obecnie ten pomysł jest głęboko analizowany. Doświadczenia nowojorskie pochodzą przecież z systemu prawa precedensowego i nie można ich żywcem przenieść na grunt polski.

Jest jeszcze inny ważny aspekt tej sprawy. Za pomocą tego narzędzia można będzie obronić uczciwych policjantów przed pomówieniami. Przecież rolą BSW jest też oczyszczanie policjantów z zarzutów.

Musi oczywiście powstać mechanizm kontroli nad takim testem, podobnie jak to jest przy kontroli operacyjnej, czyli prokurator okręgowy i sąd, który wyrazi zgodę na tę metodę. I nie każdy policjant będzie poddawany testowi, tylko ten, wobec którego będą ciągłe zastrzeżenia co do jego postawy. Musi być już uprawdopodobnione, że ten człowiek jest w coś zamieszany, np. w korupcję czy kradzieże. Tylko w tym szczególnym wypadku, kiedy inne formy i metody pracy kontrolnej zawiodą, taki test powinien być dopuszczalny. Nie jestem zwolennikiem zbyt szerokiego stosowania "testów na uczciwość". Powinien to być mechanizm wyjątkowy. Bardzo ważny natomiast jest jego wymiar prewencyjny. Każdy funkcjonariusz musi wiedzieć, że przestępstwo na dłuższą metę nie popłaca.

Wysłuchał PCH

KOMENTARZ NSZZ POLICJANTÓW DO PROPOZYCJI BSW DOTYCZĄCY "TESTU UCZCIWOŚCI FUNKCJONARIUSZA"

Zarząd Główny NSZZ Policjantów stanowczo sprzeciwia się stosowaniu wobec funkcjonariuszy Policji tzw. prowokacji policyjnej zwanej nie wiadomo czemu "testem uczciwości funkcjonariusza". Obecnie obowiązująca ustawa o Policji dopuszcza stosowanie prowokacji w stosunku do osób podejrzanych o popełnienie przestępstw wymienionych w ustawie. Zdaniem ZG NSZZP przepis ten jest całkowicie wystarczający i nie ma potrzeby, aby szczególnie "wyróżniać" policjantów dodatkowym testem. Należy podkreślić, że Biuro Spraw Wewnętrznych dysponuje szerokim wachlarzem możliwości udowadniania policjantom zachowań niezgodnych z prawem, ze środkami pracy operacyjnej i analizą oświadczeń majątkowych włącznie. Zdaniem NSZZ Policjantów jest to wystarczające uprawnienie w stosunku do stanu zagrożenia. Nie można zapominać o tym, że za stan dyscypliny zapisanej w ustawie odpowiedzialni są przede wszystkim bezpośredni przełożeni.

Konstytucja RP w art. 32 gwarantuje każdemu obywatelowi zasadę równych praw i równego traktowania przez władze publiczne. Wprowadzenie szczególnego rodzaju prowokacji tylko wobec policjantów bezspornie narusza wskazany przepis ustawy zasadniczej. Pomysł na "test uczciwości funkcjonariusza" świadczy również o braku zaufania do policjantów oraz z nieznanych przyczyn podważa wiarygodność i rzetelność naszej grupy zawodowej, sugerując jej wyjątkową podatność na korupcję, co również nie jest poparte żadnymi dowodami.

Przenoszenie doświadczeń i propozycji rozwiązań ze Stanów Zjednoczonych pozostaje w takiej proporcji, jak pensja funkcjonariusza amerykańskiego i polskiego.

Przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów
(-) Antoni DUDA

Amerykański pomysł

 
 
Prof. Joseph F. Ryan od 25 lat pracuje naukowo w Pace University, wcześniej przez 12 lat był funkcjonariuszem IAB w Nowym Jorku

Radykalne metody doprowadziły do zdecydowanego spadku zachowań korupcyjnych wśród policjantów z Nowego Jorku. Walka z łapówkarstwem ma tam kilkudziesięcioletnią tradycję, a funkcjonariuszy służb wewnętrznych jest znacznie więcej niż w Polsce.

W latach 60. ubiegłego wieku korupcja wśród nowojorskich policjantów była zjawiskiem powszechnym.

- Wszyscy byli skorumpowani - mówi prof. Joseph F. Ryan z Pace University, kiedyś funkcjonariusz biura spraw wewnętrznych (NYPD Internal Affairs Bureau - IAB). - To był cały system. Ludzie z niższych szczebli przekazywali łapówki przełożonym.

Wtedy powołano komisję Knappa, żeby zbadać to zjawisko i podjąć środki zaradcze. Jednym z jej zaleceń było utworzenie sprawnego biura spraw wewnętrznych, ale też podniesienie zarobków policjantom. Określono wyraźnie, że kadra kierownicza ponosi odpowiedzialność za to, co robią ich podwładni. Okazało się, że dotąd nie uznawano oficjalnie istnienia korupcji w policji, mimo że wszyscy wiedzieli o skali problemu, a zaprzeczanie istnieniu tego zjawiska było normą.

W następnych dziesięcioleciach sytuacja się zmieniła. Korupcja stała się okazjonalna. W roku 1993 powstała tzw. komisja Mollena, która stwierdziła, że policjanci już nie biorą za "patrzenie w inną stronę", ale sami też popełniają różne "uliczne" przestępstwa. Zaniepokojono się słabym wizerunkiem policji w społeczeństwie. Wśród zaleceń komisji znalazło się więc kilka nowych pomysłów na naprawę policji. Postanowiono poprawić system rekrutacji, dokładnie sprawdzać kandydatów do służby, wzmóc nadzór, chronić i wspierać uczciwych gliniarzy, ponownie podnieść pensje, które uznano za ciągle zbyt niskie, i wprowadzić "testy integralności".

Obecnie do zdobywania informacji o nieprawidłowościach wykorzystuje się policjantów rekrutowanych już na szkoleniu podstawowym.

- To osoby stowarzyszone z IAB i pracujące w terenie - mówi prof. Ryan. - Informacje od nich wykorzystuje się do typowania osób, które należy przetestować.

Testy nowojorskie są losowe lub celowe. Na 500-600 testów losowych zaledwie jeden policjant okazuje się nieuczciwy. Zaletą takich działań, według profesora Ryana, jest przekonanie funkcjonariuszy, że stale są sprawdzani i każda sytuacja może okazać się testem. Przy testach celowych, opartych już na konkretnych informacjach i prowadzonych wobec określonych osób, w ubiegłym roku na 25-30 przypadków potwierdziło się aż 11.

Biuro spraw wewnętrznych w Nowym Jorku liczy obecnie 650 ludzi, co stanowi aż 1,5 proc. całego stanu osobowego policji, dla porównania w Polsce - 0,3 proc. (w ciągu następnych lat ma być ich 0,7 proc.).

- Poziom korupcji w nowojorskiej policji stale spada i dziś jest na minimalnym poziomie - ocenia prof. Ryan. - Zdarzają się pojedyncze przypadki, ale tylko wtedy, gdy policjant zna wręczającego.

PAWEŁ CHOJECKI

zdj. Andrzej Mitura

Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach.

Archiwalne wydania POLICJA 997 w postaci plików PDF, można pobrać z archiwum strony.
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)