Cienka niebieska linia

Rozmowa z nadinsp. Adamem Rapackim, byłym zastępcą komendanta głównego Policji

Znał Pan Piotra Wróbla?
- Znałem go od chwili, kiedy zaczął pracować w PZ, który tworzyłem, a potem nadzorowałem. To był dobry operacyjniak, zaangażowany, umiał pozyskiwać informacje. Kiedy w 2000 roku wróciłem z Wrocławia do KGP i zostałem zastępcą, Piotr był naczelnikiem PZ w Warszawie. Gdy w sierpniu 2000 roku rozbijaliśmy Pruszków, Wróbel nie współpracował z "Masą", który wówczas był już objęty programem świadka koronnego.

Wróbel twierdzi, że "Masa" w okresie, gdy miał zostać koronnym, był właściwie odcięty od istotnych informacji na temat zarządu Pruszkowa.

- Kiedy zaczęliśmy zwijanie Pruszkowa, przejrzałem materiały dostarczone przez "Masę". Jego pierwsze zeznania mnie rozczarowały. Były mało konkretne i chaotyczne, takie informacje typu: "słyszałem", "podobno", "na mieście mówi się". Wciąż go dosłuchiwaliśmy w różnych sprawach, żeby uściślić, zdobyć konkrety, wyciągnąć szczegóły. Ale to był pierwszy świadek koronny usytuowany tak blisko zarządu Pruszkowa. Potem mieliśmy jeszcze innych, ale żaden nie był tak wysoko, jak "Masa".

Czy prawdopodobna jest hipoteza Piotra Wróbla, że "Masa" pomówił go dlatego, że chciał dodać wagi swoim informacjom, aby się uwiarygodnić i uzyskać status świadka koronnego?
- To bardzo prawdopodobne. Klasyczna mafia to nie tylko zorganizowana grupa przestępcza, ale też powiązania z przedstawicielami władzy oraz ochraniający przestępców gliniarze. Dlatego Piotrek pasował do tej układanki.

(...)

Praca operacyjna to jak balansowanie na linie. Czy policjant jest dostatecznie chroniony przed ryzykiem potknięcia?
- Niestety, nie. Wiele rozwiązań operacyjnych nie ma dostatecznej ochrony prawnej. Weźmy taki przykład: informator mówi policjantowi, że ktoś handluje narkotykami. Policjant chce mieć pewność, że to prawda, wiedzieć, o jaki narkotyk chodzi. Każe więc przynieść próbkę. No i od momentu, kiedy wszedł w posiadanie tego narkotyku, łamie prawo. Interpretacja, czy popełnił przestępstwo, czy też było to "znikome niebezpieczeństwo czynu", zależy od prokuratora.

Czy policjanci pracujący operacyjnie są wystarczająco przygotowani do odróżniania subtelnej granicy między pracą operacyjną, służbą a przyjaźnią, między pozyskiwaniem zaufania "źródła" a udzielaniem samemu informacji, między manipulowaniem "źródłem" a wchodzeniem z nim w interesy?
- Te granice są tak cienkie, że czasem prawie niewidoczne. Na przykład - przejście na ty jest uzasadnione, bo skraca dystans, ułatwia rozmowę itd., ale także prowadzi do większej zażyłości. Wypicie z informatorem wódki stwarza lepszy klimat do rozmowy i ułatwia wyciągnięcie informacji, ale również prowadzi do większej zażyłości. Pomoc agentowi w jakiejś drobnej sprawie wzmacnia jego zaufanie do policjanta, ale jak wyżej. Przykłady można by mnożyć.

(...)

ELŻBIETA SITEK

zdj. Andrzej Mitura

Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach.

Archiwalne wydania POLICJA 997 w postaci plików PDF, można pobrać z archiwum strony.
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)