Przebaczanie przez pamięć

- rozmowa z księdzem prałatem Zdzisławem Peszkowskim

Policja już od lat 90. ubiegłego stulecia szuka swoich korzeni w historii Policji Państwowej, której dzieje nierozerwalnie związane są z mordem 13 tysięcy jej funkcjonariuszy na "Nieludzkiej Ziemi". Obecne czasy nie sprzyjają oglądaniu się wstecz, refleksji nad własnym rodowodem. Jak, Księże Prałacie, docierać dziś do młodego pokolenia - także nowych roczników policjantów - z tą wiedzą przez lata zakłamaną, a i obecnie przez niektórych uważaną za niepotrzebną?

- Pielgrzymki w rocznicę otwarcia cmentarza 2 września weszły już na stałe do kalendarza MSWiA. Dobrze by też było, o co zabiegają bliscy pomordowanych, by każdy świeżo promowany oficer Policji pojechał do Miednoje, aby przynajmniej raz w życiu odwiedził groby swoich poprzedników.

Dziwne to są czasy, że nie umiemy jako naród uszanować własnej historii. A naród bez pamięci przestaje istnieć.

Wystarczy przyjrzeć się, jak o przeszłość dbają inni: Amerykanie, Niemcy, Żydzi. Jeżeli jakiś Amerykanin dowie się, że gdzieś na świecie jest grób obywatela USA, to ma obowiązek powiadomić o tym najbliższą ambasadę lub konsulat. I choćby to było na najdalszej, zapomnianej wyspie, to w ciągu tygodnia zjawia się tam ekipa, która oddaje poległemu honory. Wszyscy polegli wojskowi przewożeni są na cmentarz w Arlington w Stanach Zjednoczonych.

A z nami coś stało się niedobrego, to mój wielki ból.

Przeszłość trzeba przypominać także po to, aby nic podobnego nie mogło się już wydarzyć.

Ojciec Święty w ostatnich latach dał nam dwie książki - "Tryptyk rzymski", który podpowiada, by zwolnić w biegu przez życie i poddać się refleksji, "zdumieniu", oraz "Pamięć i tożsamość", która jest prawdziwym drogowskazem. To jest zadanie dane nam na wieki wieków amen, od którego nie możemy się wykręcić - trzeba pamiętać!

A jednak jest Ksiądz orędownikiem przebaczenia - "Przebaczyć - tak, ale nie zapomnieć" - to dewiza, którą Ksiądz propaguje, podobnie jak 4 x P.
- To jest zasadnicza sprawa, cała tajemnica ofiary pomordowanych na Wschodzie. "4 x P", czyli "Prawda - Pamięć - Prawo - Przebaczenie". Miłosierdzie i przebaczenie nie przekreśla dochodzenia do prawdy, za którą przecież w przeszłości wielu cierpiało. Złu nie można pobłażać, ale jeśli krzywdom stało się zadość, to należy przebaczyć.

"Przebaczamy i prosimy o przebaczenie" - słowa skierowane przez biskupów polskich w 1966 r. do biskupów niemieckich są aktualne także dzisiaj. Ale niektórzy z rodzin pomordowanych mówią: "My nie mamy za co przepraszać i nie chcemy wybaczyć!". Strona rosyjska cały czas przecież uchyla się od odpowiedzialności, nie uznaje tego mordu za zbrodnie ludobójstwa.

W 1996 r. byliśmy z rodzinami katyńskimi u Ojca Świętego i powiedziałem o tych problemach. Mówię: "Załatwiliście świetnie sprawę z Niemcami, ale z Rosjanami nic nie jest załatwione". Jan Paweł II, jak zwykle przed mszą świętą, miał rozważania, a potem w czasie homilii powiedział do nas "Przybyliście do Rzymu, do grobów Apostołów, aby na nowo - po pięćdziesięciu sześciu latach od tamtego dramatu - odczytać, jakie jest wasze zadanie, zadanie rodzin katyńskich. Wydaje się, że jest nim właśnie niesienie przebaczenia, przechowanie pamięci tego dramatu narodowego, rodzinnego, osobistego, ale również poprzez tę pamięć, przebaczenie".

Wróćmy do lata 1991 r., jak to się stało, że Ksiądz dołączył do ekipy ekshumacyjnej w Charkowie, mieszkał Ksiądz jeszcze za granicą?
- Nie mogło mnie tam nie być. Skończyłem rok akademicki i otrzymałem wiadomość, że grupa ekshumacyjna jedzie do Rosji. Od razu wsiadłem w samolot, przyleciałem do Warszawy, ale okazało się, że oni byli już w drodze. Następnym samolotem poleciałem do Charkowa i tam ich złapałem.

Poszedłem jako ksiądz, jako człowiek uratowany z tej zagłady, który wszystkich współjeńców przez te lata nosił w sercu. W Charkowie zginął mój stryj płk Peszkowski. Niemal zaraz po przylocie założyłem stułę i wszystko, co tam robiłem, to było sakrum - święte. Bóg dał nam wielką łaskę, że mogliśmy otwierać groby i szukać tych, którzy tu zginęli. Codziennie była msza święta, także Anioł Pański.

Później przenosiliśmy się do Miednoje, do Katynia.

Był taki szczególny moment - w jednym z dołów śmierci na jednej czaszce spotkały się ręce moje i płk. Trieteckiego, który odpowiadał za ekshumacje ze strony rosyjskiej. Staliśmy naprzeciw siebie, trzymając tę czaszkę. I ja mówię do niego: "Ty wiesz, pułkownik, co teraz się dzieje - trzymamy czaszkę zabitego tutaj człowieka, ty jesteś przedstawicielem strony, która mordowała, ja przedstawicielem tych, których mordowano, i nie wiem, czy to nie czaszka mojego stryja". I pamiętam - patrzyliśmy sobie w oczy, a on powiedział: "Już nigdy więcej tak nie może być".

Ten sam człowiek przed nabożeństwem kończącym prace w Miednoje przyszedł i poprosił, czy może przystąpić do komunii. Msza była w miejscu, gdzie co noc mordowano 75 jeńców. Padliśmy sobie w objęcia.

Wiek XX to, patrząc z perspektywy historii, krwawe stulecie. Wiek dwóch wojen światowych, dwóch strasznych totalitaryzmów, wielu późniejszych konfliktów prawie na wszystkich kontynentach. Jaki będzie wiek XXI? Jak musieliby zmienić się ludzie, aby nie powtarzać błędów z przeszłości?
- Mądrzejsi nie staliśmy się ani trochę. Miarą kultury i poszanowania przeszłości są cmentarze. Cmentarze w Rosji przez to, że ludzie przez lata musieli żyć bez Boga, były, podobnie jak kościoły, niszczone, popadały w ruinę. Dlatego my, Polacy, musimy pokazać poszanowanie dla zmarłych. Dlatego taki był bój o to, że cmentarze powstałe w 2000 r. nie mówią o naszej kulturze. Jedyny i najpiękniejszy to Miednoje, tylko tam na Dołach Śmierci stoją krzyże.

Obiecałem Ojcu Świętemu, że nie będzie w Polsce ani jednej miejscowości, w której na cmentarzu bądź w kościele zabraknie krzyża katyńskiego. Bo nie ma w Polsce ani jednego miasta czy wsi, z której ktoś nie ucierpiałby na Wschodzie! Krzyż został pobłogosławiony przez papieża.

Są jednak z tym trudności, udało się postawić dopiero około 10 krzyży. Wygląda to tak, jakbyśmy sami sobie obcinali pamięć. Jakby męczeństwo tych ludzi nic nas nie obchodziło. Bez pamięci przyszłe pokolenia będą powtarzać błędy przodków.

Czy Ksiądz zna film Wajdy o Katyniu?
- Ani trochę. Tekst, który jest podstawą scenariusza, przeczytałem już kilkanaście lat temu. Wiem jednak, że zostały zrobione duże zmiany na potrzeby filmu. Nie mogę nic o filmie powiedzieć, bo go nie widziałem.

40 lat temu czekaliśmy na taki obraz, ale w Polsce nie można było go zrobić. Byłem nawet z tą ideą w Hollywood, ale nic nie wyszło, choć powstała świetna książka Allana Paula o tej wstrząsającej zbrodni. Już wtedy ludzie przestawali pamiętać.

Dziękuję za rozmowę.

PAWEŁ OSTASZEWSKI

zdj. Aleksander Załęski i autor

Rozmowa przeprowadzona 19 lipca, nie była autoryzowana z powodu stana zdrowia księdza prałata.

Rotmistrz, ksiądz, harcmistrz, profesor

Ksiądz prałat Zdzisław Jastrzębiec Peszkowski urodził się w 1918 r. w Sanoku. Z miastem rodzinnym związane są nie tylko pierwsze życiowe doświadczenia, ale także młodzieńcze decyzje, które zaważyły na jego późniejszych losach. Tutaj jako Sodalis Marianus związał się na zawsze z Matką Bożą. Tutaj też wstąpił do harcerstwa.

Podjął studia i służył w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu. I jako podchorąży kawalerii podczas kampanii wrześniowej dostał się do niewoli sowieckiej. Był jeńcem obozu w Kozielsku. Większość tam więzionych, zamordowana strzałem w tył głowy, spoczywa dziś w Lasku Katyńskim. On, z grupą ponad dwustu jeńców, został 12 maja 1940 r., w Dzień Zesłania Ducha Świętego, wywieziony do obozu w Griazowcu. Wszyscy ocaleli. Jak sam mówi, został ocalony mocą opatrzności Bożej, aby być strażnikiem pamięci.

Był oficerem w I Pułku Ułanów Krechowieckich w II Korpusie Polskim. Szlak wojenny zaczęty na "Nieludzkiej Ziemi" przez Iran, Palestynę, Irak, Egipt, Indie, Syrię, Liban i Włochy zawiódł go do Anglii.

Po wojnie studiował w Oksfordzie, a następnie w Polskim Seminarium w Orchard Lake, na Uniwersytecie w Wisconsin, University of Detroit i Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie w Londynie. Został doktorem filozofii i magistrem teologii.

Święcenia kapłańskie otrzymał w 1954 r. - Roku Maryjnym. Wykładał teologię i literaturę polską na uczelniach zagranicznych, jest członkiem wielu międzynarodowych stowarzyszeń naukowych i teologicznych. W 1966 r. został prezesem Polish American Historical Association. Podczas pierwszej podróży do Polski w 1957 r. spotkał się z kardynałem Stefanem Wyszyńskim - i tak zaczęła się wielka przyjaźń dwóch kapłanów.

Wśród wielu publikacji ks. Peszkowskiego na temat historii i literatury polskiej, teologii znalazła się także wydana w USA pierwsza biografia kardynała Wyszyńskiego, zakazana przez władze PRL. Jego staraniem w większości świątyń w Polsce umieszczono kopie Milenijnego Aktu Oddania Polski w niewolę Maryi za wolność Kościoła w ojczyźnie i w świecie.

W latach 90. wrócił na stałe do Polski. Jest naczelnym kapelanem Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami kraju, kapelanem Rodzin Katyńskich i Pomordowanych na Wschodzie, Kapelanem Chorych Polonii oraz prezesem Fundacji "Golgota Wschodu".

Mimo 89 lat ciągle z pasją strzeże pamięci i czci pomordowanych współbraci z Kozielska. Gdy zaczęły się ekshumacje w Charkowie i Miednoje, pojechał tam natychmiast, mówi, że "nie mógł być w tym czasie gdzie indziej".

Jest kandydatem do Pokojowej Nagrody Nobla.

 

Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach.

Archiwalne wydania POLICJA 997 w postaci plików PDF, można pobrać z archiwum strony.
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)