Gdzie komornik nie może...

Wielu czynnościom eksmisyjnym towarzyszy Policja. O pomoc prosi komornik. Na piśmie. Zwykle towarzyszy mu dwóch, trzech funkcjonariuszy. Tym razem komornika i jego sześciu asystentów ubezpieczało około 150 policjantów. W odwodzie czekało drugie tyle. Na wypadek, gdyby coś się stało.

 

 
 
Byłe betanki nie dopuszczały policjantów do Jadwigi L. (pierwsza z lewej). Teraz ma ona odpowiedzieć za naruszenie miru domowego

Eksmisja byłych zakonnic z klasztoru w Kazimierzu Dolnym to chyba pierwsza sytuacja, by komornicy mieli do czynienia z tak dużą liczbą eksmitowanych. Ponad 60 osób. Do tego nie wiadomo było zupełnie, czego można się po nich spodziewać. Pod uwagę brano najgorsze scenariusze.

- Byliśmy przygotowani na wszystko. Rozważaliśmy warianty od pokojowych do zaistnienia sytuacji kryzysowej - mówi podinsp. Mirosław Aftyka, szef sztabu dowódcy operacji.

 
Roman K., były franciszkanin, również ma zarzut naruszenia miru domowego
 
- Mogło przecież dojść do najgorszego. Gdyby byłe zakonnice chciały utrudniać nam działanie, mogły przygotować wiele przykrych niespodzianek - dodaje mł. insp. Mirosław Sokal, dowódca akcji.

(...)

BIERNY OPÓR

Wejście do budynku nie było łatwe. Zgodnie z przewidywaniami byłe zakonnice nie zareagowały na pukanie i nie wyszły z klasztoru dobrowolnie. Komornikowi nie pozostało nic innego niż zarządzenie przymusowego otwarcia drzwi. Najpierw po drabinie na drugą stronę muru przeszedł ślusarz. Asystował mu policjant. Chwilę później na teren klasztoru razem z komornikiem weszło kilkudziesięciu funkcjonariuszy w kaskach, z tarczami. I znów ślusarz. Tym razem musiał rozpruć zamek drzwi wejściowych. Od tej pory liczyła się każda sekunda. Kilkudziesięciu policjantów podzielonych na grupy miało do przeszukania 120 pomieszczeń. Rozproszyli się. Piwnica, piętro, prawe skrzydło, lewe, strych... (...)

 
 
Byłe siostry, już spokojne, pakowały swoje rzeczy pod okiem policjantek
ŚRODKI PRZYMUSU

Wśród policjantów są tacy, którzy przyznają, że w czasie eksmisji zbuntowanych sióstr mieli kryzysy. Habit tak mocno kojarzył im się z Kościołem katolickim, że nie mogli opanować emocji.

- Bo to wcale nie było łatwe - mówią. -Nawet jeśli wiedzieliśmy, że nieposłuszne siostry Watykan usunął ze zgromadzenia.

(...)

Pytanie: "Czy Policja na polecenie komornika może wyprowadzić siłą eksmitowanego?" pojawiło następnego dnia na Internetowym Forum Policyjnym. I zaraz posypały się następne: Co policjant może? Jakie ma zadania? Czy rola Policji nie powinna ograniczać się tylko do czuwania nad prawidłowym przebiegiem eksmisji? A co, jeśli eksmitowany stawia bierny opór? Na jakiej podstawie policjant ma go usunąć siłą?

 
Bierny opór trzeba było przezwyciężyć przy użyciu środków dopuszczonych przez prawo
 

Insp. Mariusz Róg, dyrektor Biura Prawnego KGP, nie ma wątpliwości.

- Tutaj mieliśmy do czynienia z klasyczną pomocą komornikowi przy wykonywaniu czynności egzekucyjnych. Zgodnie z rozporządzeniem ministra spraw wewnętrznych i administracji (Dz.U. nr 10 z 2002 r., poz. 106 - red.) komornik ma prawo poprosić Policję o udzielenie pomocy, jeżeli istnieje zagrożenie bezpieczeństwa w miejscu prowadzenia czynności, albo istnieje potencjalne niebezpieczeństwo oporu osób, wobec których toczy się postępowanie. W przypadku eksmisji byłych betanek Policja udzieliła pomocy w zakresie przezwyciężenia biernego oporu. Nie ma nad czym dyskutować. Bo jak udzielić pomocy, gdy się natrafi na opór? Przy użyciu tych środków, które są przewidziane w ustawie o Policji, czyli środków przymusu bezpośredniego - tłumaczy.

ANNA KRAWCZYŃSKA
zdj. Andrzej Mitura

Policja obliczyła koszty eksmisji i wystawiła komornikowi rachunek na kwotę 36 255,24 zł.


...tam Policję pośle

Potocznie mówi się, że Policja udziela asysty, ale tak naprawdę chodzi o pomaganie. Policja udziela pomocy komornikowi i udziela pomocy kuratorowi. Pomaga też, gdy sprawdza grubość śniegu na dachu - bo to przecież zadanie dla nadzoru budowlanego, albo jak zbiera corhydron w aptekach i domach. A jak po mieście błąka się bezdomna świnia, też pomoże. Chociaż w tym wypadku nie musi.

CZASEM BYWA GROŹNIE

Tak na przykład było podczas eksmisji biznesmena pod Poznaniem w lipcu tego roku. Już początek był mało przyjemny, bo komornika w asyście Policji na teren zakładu nie chcieli wpuścić pracownicy.

- My tu pracujemy! - oburzali się.

Potem drogę zablokował właściciel. Przez kilka godzin próbował z komornikiem negocjować. Bezskutecznie.

- Proszę mnie nie dotykać! - upominał komornik, a policjanci czuwali, żeby nie doszło do szarpaniny i przepychanek.

- Takie było nasze zadanie. Zapewnić bezpieczeństwo i pilnować porządku. Było nas tam ponad 20 - mówi kom. Robert Radajewski z KPP w Śremie, który dowodził na miejscu.

Ale tego, że biznesmen może wyjąć broń, nikt się nie spodziewał. Stało się to nagle. W biurze firmy. Mężczyzna na oczach wszystkich wyjął z teczki pistolet i, pokrzykując, że nie da się z firmy wyrzucić, przyłożył go sobie do głowy. Na ratunek ojcu rzucił się syn. W tym samym momencie broń wyciągnęli policjanci. Chwila zamieszania, krzyki. Na szczęście do tragedii nie doszło. Policjantom szybko udało się obezwładnić biznesmena.

(...)

ANNA KRAWCZYŃSKA

 

Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach.

Artykuł w pełnej wersji przeczytacie w tradycyjnym - papierowym wydaniu miesięcznika POLICJA 997.

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)