Policyjny pitawa l- Powtórka z wampira

Śląsk i Zagłębie jeszcze nie ochłonęły po zatrzymaniu i osądzeniu najsłynniejszego polskiego "wampira", Zdzisława Marchwickiego, a już pojawił się tam następny. Joachim Knychała - nim go ujęto -zabił sześć kobiet i dziewczynek, a następnych dziewięć usiłował. Tyle przestępstw zdołano mu udowodnić. Był ostatnim skazanym w Polsce, na którym wykonano karę śmierci.

(...)

"SZÓSTKA"

Debiut Knychały (jeśli nie było wcześniejszych napadów, których nie udało się udowodnić) - w jego mniemaniu - nie był udany. W nocy z 3 na 4 listopada 1974 roku w Bytomiu zaatakował Marię Borucką, uderzając ją z tyłu w głowę styliskiem siekiery. Od śmierci uratował ofiarę beret wypchany dla ocieplenia gazetami, które zamortyzowały siłę ciosu. Kobieta zaczęła wzywać pomocy. To spłoszyło napastnika.

Rok później, również w listopadzie, w Piekarach Śląskich Elżbieta Mikułowa nie miała tyle szczęścia, co poprzednia ofiara. Zginęła. Gdy już nie żyła, oprawca "bawił się" jej narządami rodnymi.

Następny napad to znowu Bytom, kwiecień 1976 roku. Helenie Małek udaje się przeżyć. Na razie Milicja Obywatelska nie wiąże ze sobą tych spraw. Dopiero po dwóch kolejnych zabójstwach, w październiku 1976 roku, w bytomskiej komendzie powstaje specjalna grupa do wykrycia seryjnego mordercy.

- W maju 1976 roku zamordowano studentkę Mirosławę Sarnowską, a w październiku Teresę Ryms - mówi komisarz w st. spocz. Henryk Kulawik. - Jedno zabójstwo miało miejsce w Bytomiu, drugie na granicy Bytomia i Chorzowa. Zwłoki obu kobiet znaleziono w pobliżu linii tramwajowej numer "6" z Katowic przez Chorzów do Bytomia. Ustaliliśmy, że obie jechały tą linią. Stąd wzięła się nazwa grupy powołanej wtedy w bytomskiej komendzie: "Szóstka".

(...)

Dewiant nie ograniczał się tylko do terenu Bytomia. Wcześniej, w styczniu 1977 roku, usiłował w Siemianowicach zabić Barbarę Rzepkę. Niedoszła ofiara, jako jedna z nielicznych, zdołała na tyle dobrze przyjrzeć się napastnikowi, że na podstawie jej zeznania sporządzono później portret pamięciowy i... manekina sprawcy.

Inny napad poza Bytomiem miał miejsce w Piekarach Śląskich 23 czerwca 1979 roku. Knychała zaatakował dwie dziewczynki: 11-letnią Halinkę Sydę i 10-letnią Kasię Sosnę. Starsza zginęła na miejscu; młodsza - mimo 27 tłuczonych ran głowy - cudem przeżyła.

- Wtedy w Piekarach powstała grupa "Frankenstein" - mówi Hula. - Nazwę przyjęto ze względu na bestialstwo sprawcy. Na podstawie słów Kasi sporządzono portret pamięciowy starszego, siwego człowieka. Przyjęliśmy założenie, że mógł to być działkowicz, bo dziewczynki chadzały do ogródków. Sprawdziliśmy pod tym kątem wiele osób, ale później życie zweryfikowało nasze przypuszczenia. Kasia opisała twarz zupełnie innego człowieka, jak można się domyślać, jednej z pierwszych osób, które zobaczyła, gdy odzyskała przytomność.

(...)

We wrześniu 1979 roku Knychała zostaje zatrzymany po raz pierwszy. Nie na długo jednak.

- Zadzwoniła ta praktykantka i powiedziała, że facet, który ją napadł, siedzi w lokalu "Fiśla" - mówi Hula. - Tam go zgarnęliśmy. W tym czasie mieliśmy już krąg potencjalnych podejrzanych, w którym był między innymi Joachim. Badaliśmy jego alibi na dni napadu. Miał na każdy, zawsze był w pracy w kopalni "Andaluzja". Żadnych rezultatów nie przyniosło też przeszukanie jego mieszkania. Choć nie wiązano ze sobą różnych spraw, sprawdzaliśmy go też pod kątem innych zdarzeń o podłożu seksualnym. Został okazany wielu kobietom, ale rozpoznała go tylko ta, którą napadł, kiedy szła z dzieckiem. Praktykantka nie chciała zeznawać, a Rzepka, na podstawie opisu której powstał manekin i portret, wyjechała do Niemiec, była nieosiągalna. Sąd potraktował napaść jako wybryk chuligański, skazując Knychałę jedynie na karę grzywny.

(...)

Po wyroku Knychała, choć i tak cieszący się dobrą opinią w pracy i miejscu zamieszkania (dobry pracownik, stateczny ojciec dwojga dzieci, głowa niekonfliktowej rodziny), starał się wyrobić sobie jeszcze lepszy image. Podjął naukę w technikum wieczorowym, zapisał się do PZPR (wcześniej był w ZSMP). Przestał napadać.

Śledczy jednak nie zaniechali pracy. Grupa "Frankenstein" sprawdziła około 7 tys. mężczyzn z całej Polski. Podobnie "Szóstka". Bez efektu.

- Podczas poszukiwań wyszło na jaw wiele innych zdarzeń, nawet morderstw, jak zabójstwo w Lublińcu 12-latki Natalii Rychter, której sprawca wyciął środkowy płat wątroby - mówi Hula. - Początkowo braliśmy pod uwagę, że to też była sprawka "wampira". Na Joachima nie mieliśmy jednak nic. Był zatrzymywany na 48 godzin, ale nigdy niczym się nie zdradził. Żeby móc nad nim dłużej popracować, chwytaliśmy się sposobu. Bardzo lubił piwo i wiedzieliśmy, że zaraz po opuszczeniu komendy skieruje się do "Ludowej" na parę kufelków. Tam już czekało dwóch tajniaków, którzy prowokowali awanturkę i mieliśmy Joachima znowu u nas na kolejne 48 godzin. Wszystko na darmo.

(...)

Oficjalnie zatem prawie przez trzy lata od pierwszego zatrzymania Knychała żył niemal przykładnie. Niemal, gdyż w tym czasie zdradzał żonę z... jej młodszą siostrą Bogusławą Ludygą. Trwało to parę lat. 17-letnia dziewczyna nie wytrzymywała już presji. Zapowiedziała, że ujawni wszystko. To oznaczało dla niej wyrok śmierci.

- 8 maja 1982 roku wyszli z domu i poszli na ogródki działkowe koło kopalni "Andaluzja", niby po to, żeby nakarmić króliki - mówi Kulawik. - Szedł za nią i od tyłu uderzył obuchem kilofa. Niemal rozpłatał jej głowę, nie miała szans na przeżycie. Knychała wezwał pogotowie oraz żonę, która szybko przybiegła, bo wszystko działo się 200 metrów od ich domu. Później tłumaczył, że potknął się tak nieszczęśliwe, iż kilof wypadł mu z rąk. Na pogrzebie zalewał się łzami. Zatrzymaliśmy go zaraz potem.

(...)

- Zamykałem się dzień po dniu z Joachimem w celi i próbowałem go zmiękczyć - mówi Hula. - Gdy dopuścił się pierwszego mordu, pracował w kopalni "Radzionków", w której ja byłem wówczas ratownikiem górniczym. To na pewno pomogło w nawiązaniu nici porozumienia. Nie oznaczało jednak, że Joachim się przyzna. Na którymś z kolejnych przesłuchań siedzę naprzeciw niego i zaczynam rysować na karteczce pętlę szubienicy. Mówię: "Joachim, możesz wszystkich oszukiwać, ale tego urządzenia nie oszukasz". I wtedy pęka. Przyznaje się do zabójstwa szwagierki i napadu na dziewczynki. Na tym koniec tego dnia.

(...)

Przemysław Kacak
zdj. autor


 
Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach.

Artykuł w pełnej wersji przeczytacie w tradycyjnym - papierowym wydaniu miesięcznika POLICJA 997.
  • Manekin zrobiony przez Wiesława Tomaszka z KW MO w Katowicach
    Manekin zrobiony przez Wiesława Tomaszka z KW MO w Katowicach
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)