Do wytrzeźwienia - tylko w 2007 r. przez 400 pdoz, jakie są w Policji, przewinęło się 80 000 pijanych

Mamy ewidentne upojenie, a lekarz nie chce wziąć człowieka do szpitala. Osoba jest w stanie zagrażającym życiu, a pracownicy służby zdrowia nie kwapią się, żeby ją przyjąć na detoks. Policjant zostaje z problemem sam. I musi coś zrobić. Tak być nie powinno.

Był środek nocy, więc wszystko poszło sprawnie i szybko. Co było spożywane? - spytała pani doktor. Piwo - wybełkotał mężczyzna, a lekarz osłuchała serce, płuca. Na coś pan chorował? - padło kolejne pytanie. Nie. I koniec. Może przebywać w pdoz, żadnych przeciwskazań nie ma - pani doktor wystawiła kwit, a policjanci wzięli nietrzeźwego pod ręce i zawieźli do komendy. Była trzecia nad ranem. Trzy godziny później nie żył.

- No tak... Lepiej sprzedać pijaka policjantom, niż się z nim użerać - mówią funkcjonariusze, którzy w policyjnych pomieszczeniach dla osób zatrzymanych mają na co dzień do czynienia z leżakami, trollami, worami. Tak ich nazywają: pijanych do nieprzytomności, często bezdomnych, którzy zalegli gdzieś na ławce albo ulicy. Tacy są najgorsi. Brudni, zawszeni, zagrzybieni, śmierdzący. Do tego z padaczką alkoholową, astmą, problemami sercowymi. Zdarza się, że w ciągu jednej nocy pogotowie jest do takiego wzywane kilka razy. Bo się źle poczuł, bo dostał drgawek, wali w drzwi, kratę i ściany, chce sobie zrobić krzywdę.

- On normalnie tańczy po celi, a my przecież nie mamy środków przymusu. Kaftan mamy, to wszystko - mówi policjant z KPP w wojewodztwie mazowieckim. - W najlepszym wypadku kończy się tak, że lekarz da zastrzyk i klient śpi. W najgorszym, może dojść do tragedii.

Zgon

Ostatnio do tragedii doszło w Lublinie. Na początku czerwca w pdoz Komendy Miejskiej Policji zmarł 54-letni mężczyzna. Oczywiście wszystkie procedury związane z zatrzymaniem były przeprowadzone prawidłowo, a mężczyznę zbadał wcześniej lekarz, który nie widział przeciwskazań do osadzenia w jednostce Policji. Być może powinien był go zostawić w szpitalu, ale wtedy jeszcze mężczyzna stał o własnych siłach.

(...)

- To, co powie lekarz, jest wiążące. On wie najlepiej, czy trzeba takiego pana hospitalizować, czy nie. My nie jesteśmy lekarzami, my nie decydujemy - mówią zgodnie policjanci.

- To jest patologia systemu. Na ostatnim miejscu jest ten, któremu trzeba pomóc - oburza się nadkom. Tomasz Czaja, p.o. naczelnika Wydziału Prewencji KWP w Gdańsku. - Mamy ewidentne upojenie, a lekarz nie chce wziąć człowieka do szpitala. Osoba jest w stanie zagrażającym życiu, a pracownicy służby zdrowia nie kwapią się, żeby ją przyjąć na detoks. Policjant zostaje z problemem sam. I musi coś zrobić. Tak być nie powinno.

(...)

Generalnie z nietrzeźwymi jest problem. Mówią o tym wszyscy policjanci, począwszy od tych z patrolówki, na komendantach skończywszy.

Po pierwsze: nie jest miło użerać się z pijakami.

Po drugie: każda interwencja w stosunku do osoby nietrzeźwej jest potwornie czasochłonna. Dlatego, jeśli można, policjanci wolą pijanego z ulicy zawieźć do domu. To oczywiście też trwa, ale krócej.

- Jeżeli patrol zabiera człowieka do pdoz, średnio na dwie godziny jest wyłączony ze służby w mieście - mówi naczelnik Cybulski z Tczewa. - Jeśli musi jechać do izby wytrzeźwień, nie ma go pięć, sześć godzin. Poza tym musimy pamiętać o tym, że w pogotowiu ratunkowym nie ma taryfy ulgowej dla policjantów przywożących pijanego, a każdy nietrzeźwy musi zostać przebadany przed wyjazdem do izby czy pdoz. Policjanci wielokrotnie muszą czekać w kolejce do lekarza.

(...)

Anna Krawczyńska
zdj. Andrzej Mitura


Czekamy na listy, artykuły, wypowiedzi (
gazeta.listy@policja.gov.pl). Najciekawsze z nich zamieścimy na naszych łamach.

Artykuł w pełnej wersji przeczytacie w tradycyjnym - papierowym wydaniu miesięcznika POLICJA 997.

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)