Porównuj do siebie

Polskie Badanie Przestępczości zostało przeprowadzone po raz trzeci. Oceny pracy Policji wciąż rosną. Nie publikujemy jednak wyników poszczególnych województw. O tym, dlaczego, i o tym, jak kryzys może wpłynąć na wizerunek Policji, z gen. insp. Andrzejem Matejukiem, komendantem głównym Policji, rozmawia Irena Fedorowicz.

Dlaczego, Pana zdaniem, nie powinno się publikować wyników wszystkich województw?

– Nie chcemy rankingować województw –odpowiada szef Policji. – Wszystkie KWP dostały swoje wyniki badań i mają je porównać do tych z poprzednich lat. Każde województwo ma swoją specyfikę. Dlatego mierniki, które służą do oceny pracy policjantów, są określane dla danego województwa. I oceniamy trendy, jakie rysują się w tym konkretnym województwie.

Badania społeczne wykorzystaliśmy do stworzenia trzech mierników: poczucia bezpieczeństwa, skuteczności pracy Policji i oceny pracy policjantów. Według tych kryteriów oceniamy każde województwo z osobna, nie porównując ich. Są bowiem takie garnizony, które zrealizowały wszystkie trzy mierniki, i takie, które nie osiągnęły żadnego. To wcale nie musi znaczyć, że Policja pracuje źle.

To po co Policji badania opinii społecznej?

– Ocena społeczna jest nam potrzebna po to, by dokonując oceny pracy Policji, wiedzieć, czy idziemy w dobrym kierunku. A właściwy kierunek to jest realizacja oczekiwań społecznych. Powtarzam od lat, że mnie nie interesuje wynik statystyczny, ale droga do tego wyniku: czy przeanalizowano sytuację, czy podjęto właściwe przedsięwzięcia. Do tego jest potrzebna szczegółowa analiza badań społecznych. Powinien się z nimi zapoznać nie tylko komendant, ale każdy przełożony w jednostce. Z tych badań wynika, czego ludzie od nas oczekują, z czego są niezadowoleni. Trzeba się nad tym zastanowić, a nie porównywać z innymi województwami.

Chciałbym też, żebyśmy – niezależnie od badań społecznych – sami zbierali informacje niezbędne do diagnozy oczekiwań mieszkańców. Przygotowani zostali do tego dzielnicowi. Niestety, zdarza się czasem, że dzielnicowy, który i tak ma ogromnie dużo pracy, zostaje sam z tymi oczekiwaniami. A to komendant ma się o nich wszystkich dowiedzieć. I wspólnie z podwładnymi zastanowić, jak tym oczekiwaniom sprostać.

Samo analizowanie potrzeb społecznych nie wystarcza. Limit czasowy na obsłużenie klienta w jednostce musiał Pan nakazać…

– Jestem przeciwnikiem odgórnych nakazów. Ale z badań wynika, że ludzie nie zgłaszają przestępstw, bo czekają w jednostkach godzinami albo są odsyłani. To nie może być tylko problem dyżurnego. On zarządza siłami, które posiada, a kto inny te siły planuje. Dlatego wydałem polecenie, żeby w poczekalniach jednostek pojawiły się informacje, że każdy, kto nie zostanie obsłużony w ciągu 10 minut, może o tym zawiadomić komendanta. To nie ma być środek dyscyplinujący dyżurnych, ale mobilizujący komendantów do dobrego zorganizowania służby.

Dlatego zarządził Pan drugą zmianę dla komendantów?

– Niektórzy mówią, że dyżurny to komendant po godzinach pracy. Nie. Dyżurny to dyżurny. A komendant i jego zastępcy tak powinni zorganizować pracę, żeby po południu i wieczorem któryś z nich był w jednostce. A jak wezmą czasem nockę, też nic im się nie stanie. Łatwo rano rozliczać dyżurnego: „to źle zrobiłeś czy tamto”. A z kim dyżurny miał się skonsultować, kiedy coś się działo? Obecność komendanta podnosi komfort pracy wszystkich policjantów. Jeśli popełnimy błąd, to jest to nasz wspólny błąd. Bo wszystkiego nie da się ubrać w algorytmy.

W styczniowych badaniach wskaźniki ocen Policji rosną. Ale teraz, w czasie głębokiego kryzysu, czy nie obawia się Pan, że policjanci będą pracowali gorzej?

– Mam nadzieję, że zrobimy wszystko, żeby nie pracować gorzej. To nie znaczy, że będzie łatwo. Średnia kadra kierownicza musi dbać o to, by wykonywać zadania jak najlepiej, ograniczając przy tym koszty. Wydatki trzeba monitorować. Mamy zapewnienie, że nie zabraknie pieniędzy na paliwo, ale musimy kontrolować jego zużycie. Wcześniej już robiono to w wielu jednostkach.

Trudno to nazwać monitorowaniem. Z jednostek w całym kraju donoszą o limitach kilometrów.

– To jest skandal! To przerzucenie odpowiedzialności na dyżurnego i na policjanta. Jeżeli wprowadzamy limity, czy to będzie 20 czy 100 km, a sytuacja będzie wymagała przekroczenia tego limitu, to co dyżurny ma zrobić? Bezpośredni przełożony ma monitorować zasadność wyjazdu, a nie uniemożliwiać służbę.

Ktoś jednak te limity wyznacza…

– Ktoś, kto idzie na łatwiznę. Monitorowanie wielu spraw naraz jest bardzo trudne, pracochłonne. Łatwiej zakazać, nakazać, ograniczyć. Analizowanie wydatków to nie jest sprawa dyżurnego, tylko przełożonego. To on powinien naradzić się z policjantami, jak wykonać zadania i jak minimalizować koszty.

Zakłada Pan optymistycznie, że przełożeni z podwładnymi rozmawiają. Praktyka chyba jednak wygląda dużo gorzej: „rozkaz, wykonać!”.

– Tak często jest, niestety. Dlatego zamierzamy przeprowadzić szkolenia przełożonych wszystkich szczebli z zakresu komunikacji wewnętrznej i przepływu informacji. Wielu komendantów wciąż nie rozumie, jak wielką kopalnią wiedzy są podlegli im policjanci. Naprawdę warto z nimi rozmawiać. Tytuł programu szkolenia brzmi „Rozmawiajmy”.

Dziękuję za rozmowę.
zdj. Andrzej Mitura

Nadchodzące Święta Wielkiej Nocy to czas, w którym spotykamy się w rodzinnym gronie,
by odnaleźć więzi osłabione przez codzienny pośpiech, problemy zawodowe i osobiste.
Życzę Państwu, aby Wielkanoc umocniła Was wiarą i napełniła serca radością.

Dobrych Świąt!


gen. insp. Andrzej Matejuk
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)