Katuje, upadla i miesza z błotem

To napis na pamiątkowej koszulce uczestników Biegu Katorżnika, jednego z najcięższych, najbardziej ekstremalnych biegów w Polsce, którego V edycja odbyła się 16 sierpnia 2009 r. przy jeziorze Posmyk koło Lublińca.

W wyścigu po jeziorze, bagnach i bezdrożach, zorganizowanym przez Wojskowy Klub Biegacza „Meta” w Lublińcu, oprócz przedstawicieli wojska wzięli też udział policjanci z wielu jednostek w kraju, w tym m.in. i my, czyli: mł. asp. Sebastian Matuszewski z Oddziału Prewencji Policji w Warszawie i sierż. Marcin Gierek z Komisariatu Wodnego Policji w Krakowie. Na trasie spotkaliśmy także policjantów ze Słowacji.

Pierwszy etap trasy wyznaczono po linii brzegowej jeziora, gdzie najbardziej uciążliwe były ostre trawy, przecinające namoczoną skórę na rękach i nogach. W kość dawała także nierówna głębokość dna, z dołkami przekraczającymi 1,80 m. Upadek groził ugaszeniem pragnienia wodą prosto z jeziora.

Następnym etapem trasy, gdzie wśród kibiców zasiadały jedynie pająki wodne, żaby i pijawki, był długi rów melioracyjny z lodowatą wodą. Głębokość rowu nieduża, około 1,50 m. Wypełniony był – przyprawia mnie to do dziś o dreszcze –korzeniami, konarami i Bóg wie czym jeszcze. Wszystko to niemiłosiernie obijało nam kolana, piszczele i częstokroć powodowało upadek twarzą w toń tego rowu... o specyficznym zapachu.

Żeby nie było za łatwo, brzegi rowu oblepiała błotnista breja, która powodowała, że ruchy wychodzących lub – lepiej ujmując – wyczołgujących się z rowu biegaczy wyglądały tak, jakby tańczyli na lodzie. Gwiazdy tańczą na lodzie? Mmm… cóż, można tak to nazwać, tym bardziej że w imprezie uczestniczyło wiele znanych i szanowanych osób, z gen. Romanem Polko, który pokazał swą siłę charakteru i mimo kontuzji dobiegł do mety.

(…)

I wreszcie ostatni sprint i upragniona meta po około 13 km. Na mecie nagroda – 6-kilogramowa podkowa katorżnika założona na szyję. Czas 2 godz. 8 min, jak na pierwszy raz okay, miejsca 87. i 88., więc też nieźle. Uczestników łącznie tysiąc, po dwustu w każdym biegu. Zmęczeni, umorusani w błocie, poobijani, lecz szczęśliwi… w końcu jesteśmy KATORŻNIKAMI!!!

Sebastian Matuszewski
zdj. archiwum katorżników

Jest to fragment artykułu. Całość w tradycyjnej, drukowanej wersji miesięcznika „Policja 997”.



Biegają, bo chcą. Startują w imprezach. Czasami w resortowych, czasami w ogólnodostępnych, gdzie prowadzone są klasyfikacje branżowe. Nie zawsze jednak podają, gdzie służą. Reguły nie ma. Jedni ujawniają, że są policjantami, inni biegną incognito.

Robią to, co lubią. Dla siebie, własnego zdrowia, ale także... dla służby. Sprawny policjant mniej kosztuje i jest skuteczniejszy. Warto, żeby pamiętali o tym przełożeni. A z tym jest różnie w całej Polsce. Niektórzy szefowie ułatwiają trenowanie, inni nie chcą słyszeć nawet o wymaganym WF raz w tygodniu. A nie ma co ukrywać, że policjanci (ale także pracownicy cywilni) podejmują trening własnym kosztem, poświęcając czas wolny, pieniądze i jakąś część życia rodzinnego. Po co im rzucać jeszcze kłody pod nogi?

Zwycięzcy zawsze mówią, gdzie pracują. Jest wtedy chwała i dla jednostki. Komendanci są wtedy dumni. Nie wszyscy jednak mogą zwyciężać, a warto docenić ich wysiłek. Oni stają się sprawniejszymi, zdrowszymi ludźmi, sprawniejszymi, zdrowszymi policjantami.
W imprezach w Lublińcu biegnie wielu policjantów. Nie dotarliśmy do wszystkich, nie każdy na liście startowej podał, że jest „z firmy”.
Zamieszczamy sylwetki kilku zaledwie policyjnych katorżników. Miejsca od pierwszego do... nieważne. Liczą się wysiłek i dobra zabawa. Wtedy można zapomnieć nawet o szefie utrudniającym wyjazdy na zawody.

Mł. asp. Sebastian Matuszewski (31 lat)

To on przysłał do nas relację z tegorocznego zmagania katorżników. W Policji pracuje od 11 lat, od początku, od służby kandydackiej w OPP komendy stołecznej. Obecnie jest dowódcą plutonu.

(…)

– Pobiegłem katorżnika, żeby się sprawdzić – uśmiecha się. – Warto w życiu podejmować takie wyzwania. Teraz nabawiłem się kontuzji, więc nie wiem, czy pojadę na bieg „O nóż komandosa”, ale za rok na pewno wystartuję w katorżniku. Choćbym na wózku miał go przejechać! Jak ktoś raz spróbuje, to nie ma siły, musi być za rok. Żona Ewa, też policjantka z OPP, na razie tylko robiła zdjęcia, zastrzega się, że nie ma zamiaru, ale kto wie, kto wie…

Podinsp. Maciej Wojciechowski (35 lat)

Wykładowca Zakładu Wyszkolenia Specjalnego WSPol. w Szczytnie. W Policji od 15 lat. W tym roku wygrał m.in. maraton policjantów w Dębnie, półmaraton w Pile, reprezentował polską Policję na mistrzostwach świata policjantów i strażaków w Vancouver (pisaliśmy o tym we wrześniowym numerze, przywiózł stamtąd 3 złote medale i 1 srebrny).

W Biegu Katorżnika wystartował po raz drugi.

(…)

W tym roku zawody trwały dzień. Zorganizowano pięć biegów (start co godzinę) i zwycięzca każdego traktowany jest jak równorzędny triumfator całej imprezy. Maciej Wojciechowski swój bieg wygrał z dużą przewagą. Na mecie dostał Złotą Podkowę Katorżnika. Rywalizował także w zmaganiach zespołowych. Biegnąc w barwach Puma Running Team, zajął wraz z zespołem drugie miejsce.

(…)

Aleksandra Saraceń

Pisaliśmy o niej w czerwcowym numerze „Policji 997”. W katorżniku wystartowała w barwach Puma Running Team, zajmując drużynowo drugie miejsce, indywidualnie ósme.

– Zapisał mnie Maciek Wojciechowski – mówi. – To było tydzień po mistrzostwach w Vancouver (zdobyła tam 1 złoty i 2 brązowe medale). Sam bieg ma niewiele wspólnego z bieganiem. Woda, błoto, przeszkody. Buty obwiązałam taśmą, na golenie założyłam ochraniacze piłkarskie, ale na twarzy do dziś mam otarcia. Kilka razy tak wpadłam w błoto, że mnie zassało, pomogła mi wyjść jakaś dziewczyna.

(…)

Post. Paweł Kuna (26 lat)
W Policji od 5 maja br. Obecnie na kursie podstawowym w Szczytnie. Ma przydział do OPP KSP. Biega regularnie od 2006 r. W Biegu Katorżnika brał udział już po raz trzeci, choć jako policjant pierwszy.

(…)

– Dlaczego to robię? – zamyśla się na chwilę. – Lubię to, jest z tego duża satysfakcja. Ze sportem wyczynowym nigdy nie miałem nic wspólnego. Na pierwszy trening biegowy poszedłem z kolegą i okazało się, że w ogóle nie mam kondycji. Zacząłem niemal od zera i… efekty są. Teraz to dla mnie przyjemność. Niektórzy się dziwią, ale ja im tłumaczę – ty wolisz spędzić wieczór w barze, a ja wolę przebiec 20 km. I wtedy jestem szczęśliwy!

Mł. asp. Michał Dymerski (31 lat)

Instruktor w Zakładzie Wyszkolenia Specjalnego WSPol. w Szczytnie. Na co dzień trenuje judo. Jest aktualnym wicemistrzem Polski w judo w kategorii masters i brązowym medalistą mistrzostw Europy masters.

(…)

– Katorżnik to superimpreza – wyznaje. – Nie jadę tam po laury. Start traktuję w kategoriach przygody. Realizuję się na macie. Za rok na pewno znowu jednak pojadę pobiegać po bagnach.

Drużyna OPP we Wrocławiu

Na starcie katorżnika stanął także zespół reprezentujący wrocławski oddział prewencji, który rywalizował w klasyfikacji drużynowej. Team musiał składać się z pięciu osób, w tym jednej kobiety. Każdy zawodnik startował w biegu o innej godzinie. Dolnośląscy policjanci w konkurencji Galernik Team wywalczyli 25. miejsce wśród 33 sklasyfikowanych drużyn.

(…)

Udział policjantów z OPP w biegach organizowanych przez wojaków z Lublińca stał się już tradycją. Pierwsze zawody wyszukał st. sierż. Marek Świątek, obecnie funkcjonariusz KMP we Wrocławiu. Zaczęło się od „noża komandosa”, a teraz dolnośląscy policjanci biorą udział we wszystkich trzech biegach (Maraton Komandosa, Bieg Przełajowy „O nóż komandosa” i Bieg Katorżnika), zdobywając w ten sposób „Lublinieckiego Szlema Biegowego”. Policjanci z OPP zawsze rywalizowali w tych biegach z wrocławskimi antyterrorystami.

(…)

Paweł Ostaszewski
zdj. autor (3), Beata Włodarczyk‑Dmitruk (1) i z archiwum katorżników
 

Jest to fragment artykułu. Całość w tradycyjnej, drukowanej wersji miesięcznika „Policja 997”.

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)