Sztuka dla sztuki?

Czy kampanie drogowe są skuteczne? Czy ktoś mierzy ich siłę rażenia i w jaki sposób? Czy rozpoznawalność tych kampanii jest równoznaczna z ich sukcesem? Która z nich ma większą siłę oddziaływania i bardziej zapada w pamięć? Czy ta brutalna i kontrowersyjna, czy ta w opcji light?

Trudno na te pytania odpowiedzieć jednoznacznie, bo – niestety – nikt nie monitoruje ich skuteczności. Ilu jednak kierowców zdjęło nogę z gazu na widok billboardu z roztrzaskanym na drzewie samochodem? Ilu motocyklistów, oglądając telewizyjny spot ze zmasakrowanym kolegą po zderzeniu z ciężarówką, solennie przysięgło sobie, że od tej pory będzie już przestrzegać obowiązujących reguł na drodze? Ilu wystraszyło zdjęcie zmiażdżonego na przejeździe kolejowym auta? Nie wiadomo, i z sondaży raczej się tego nie dowiemy.

Najbardziej wiarygodnym miernikiem w kampaniach drogowych wydają się twarde dane statystyczne: liczba wypadków i poszkodowanych. Wymowa liczb jest bowiem prosta: im większa skuteczność podjętych działań prewencyjnych tym mniej zdarzeń komunikacyjnych i ich ofiar. I odwrotnie. Gdyby oprzeć się tylko na statystykach Biura Ruchu Drogowego KGP, ukazujących od kilku lat systematyczny spadek liczby wypadków (rocznie o około 16–17 proc.), nietrudno byłoby o wniosek, że kampanie drogowe spełniają swoją rolę, przyczyniając się do poprawy stanu bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

– Tylko że nie byłaby to cała prawda – oponuje mł. insp. Marek Konkolewski, radca, koordynator zespołu profilaktyki i analiz w BRD KGP – stan ten bowiem nie zależy wyłącznie od nasilenia działań medialnych. Wpływa nań wiele innych, znacznie ważniejszych czynników, jak chociażby cała infrastruktura drogowa, praca policjantów, unormowania prawne, wychowanie komunikacyjne w szkołach. Kampanie drogowe są tylko dodatkiem. Ważnym, potrzebnym, ale kosztownym, i trochę jakby sztuką dla sztuki. Same jednak nie poprawiłyby statystyk drogowych.

SZOKOWAĆ CZY EDUKOWAĆ?

W ostatnich pięciu latach – jak udało mi się ustalić – przeprowadzono 54 kampanie drogowe (nie wiadomo, czy jest to lista kompletna, bo okazuje się, że brakuje u nas instytucji, która koordynowałaby te przedsięwzięcia).

Statystycznie rzecz ujmując, co miesiąc pojawiała się w Polsce nowa kampania drogowa. W różnych odsłonach, adresowana do różnych grup społecznych i zawodowych. Każda z tych akcji miała swojego organizatora (albo i kilku), patronów merytorycznych i medialnych, sponsorów. Niektórym kampaniom użyczali swoich twarzy i głosu znani aktorzy lub ludzie z pierwszych stron gazet. A wszystko po to, aby zwrócić uwagę jak największej liczbie rodaków na nagłaśniany problem.

(…)

Funkcjonariusze drogówki bowiem od zawsze uczestniczą w imprezach towarzyszących kampaniom drogowym, występują w spotach reklamowych itp. To jest ten nasz wkład, oczywiście non profit. Dowodem na to, że robią to na najwyższym światowym poziomie jest prestiżowa nagroda „Effie Awards 2010”, przyznana w kategorii „kampanie dotyczące edukacji społecznej” za ubiegłoroczną akcję medialną „Użyj wyobraźni”. Jej inicjatorem było właśnie Biuro Ruchu Drogowego, a partnerami PZU SA i Krajowa Rada BRD. Warto podkreślić, że „Effie” to taki „Oscar” wśród konkursów marketingowych.

(…)

Jerzy Paciorkowski
j.paciorkowski@policja.gov.pl

Cały tekst oraz sonda na temat skuteczności kampanii i rozmowa z Radosławem Stępniem – podsekretarzem stanu w Ministerstwie Infrastruktury, wiceprzewodniczącym Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego – w drukowanym wydaniu „Policji 997”

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)