Załatwić gliniarzy

Dwaj policjanci z Kędzierzyna Koźla skazani prawomocnym wyrokiem za przekroczenie uprawnień podczas interwencji zwrócili się do prezydenta RP z prośbą o ułaskawienie. Ich prośbę poparło ponad 30 tys. policjantów z całego kraju, mieszkańcy i władze miasta.

POLICJANT: „ŻEBY RATOWAĆ LUDZI”

3 sierpnia 2006 roku. Dyżurny KPP w Kędzierzynie Koźlu powiadamia patrol policji, że w Kanale Kłodzkim tonie mężczyzna. St. sierż. Sebastian Zając w ciągu kilku minut dojeżdża na miejsce. Wyciąga niedoszłego topielca z wody. Mężczyzna jest pod silnym wpływem alkoholu, nie oddycha, sinieje. Policjant nie waha się ani chwili, stosuje sztuczne oddychanie usta usta. Fachowo, bo ukończył szkołę ratownictwa medycznego.

– Między innymi po to, żeby ratować ludzi, żeby umiejętnie udzielać pomocy w różnych sytuacjach, jakie zdarzają się podczas służby – mówi Zając.

Te umiejętności wiele razy mu się przydały. Tak było i w tym przypadku. Zanim przyjechało pogotowie, mężczyzna odzyskał przytomność.
Policjant odebrał podziękowania i gratulacje od przełożonych. Był szczęśliwy, że udało mu się uratować człowieka. Tego dnia był bohaterem. Następnego zaczęła się sprawa, która wyeliminowała go z Policji.

LEGITYMOWANY: „ODP… SIĘ!”

Noc z 4 na 5 sierpnia 2006 roku. Ten sam rejon, dzielnica Koźle Port. Najbardziej zagrożona przestępczością w całym mieście. Kradzieże złomu, bójki, rozboje zdarzają się tu bardzo często. Starszy sierżant Sebastian Zając pełni służbę tym razem z sierż. Jakubem Dziubą. Znają ten rejon, wiedzą, że policja jest tu wyjątkowo nielubiana. Patrolując ulice, podjeżdżają w pobliże tutejszej knajpy. Dwaj podpici mężczyźni na ich widok zaczynają kląć i rzucać obelgami pod ich adresem. Policjanci przystępują do legitymowania ich. Jeden mężczyzna okazuje dokumenty, drugi odmawia. Na ponowne pytanie policjanta, jak się nazywa, krzyczy: „Przecież ci k… mówiłem!”

– Zaczął ubliżać mojemu koledze, szarpać go. Padły słowa na ch… i podobne. Wspólnie wsadziliśmy go więc do radiowozu, aby zawieźć go do komisariatu. W radiowozie facet nagle złagodniał. Okazał dokumenty i prosił, wręcz błagał, żeby nie zatrzymywać go na dołku – opowiada Sebastian Zając. – Tłumaczył, że pracuje na barce, następnego dnia ma wypłynąć w rejs, a jak go zatrzymamy, to straci pracę.

Obaj policjanci twierdzą, że ulegli prośbom, postanowili jedynie ukarać zatrzymanego mandatem. Ale ponieważ od strony knajpy nadchodziła grupa podpitych osób, żeby nie spowodować zbiegowiska, odjechali dalej, na pętlę autobusową.

– Tam wypisaliśmy Dariuszowi M. mandat 100-złotowy – tłumaczy Zając. – I wypuściliśmy go.

PROKURATOR: „PRZEKROCZENIE UPRAWNIEŃ”

10 minut później dyżurny komendy poinformował ich przez radiostację, że odebrał telefon od Dariusza M., który złożył na nich skargę. Twierdził, że został wywieziony do lasu, gdzie jeden z policjantów puszczał mu gaz łzawiący w oczy tak długo, aż wypryskał cały pojemnik, że ubliżali mu i zmuszali do podpisania na klęczkach mandatu.

Po skończonej służbie policjanci napisali notatkę, w której opisali przebieg interwencji. Dwa dni później prokurator rejonowy w Kędzierzynie Koźlu przedstawił obydwu funkcjonariuszom zarzuty o czyn z art. 231 k.k. – przekroczenie uprawnień, a Jakubowi Dziubie dodatkowo o czyn z art. 271 k.k. – fałszowanie dokumentów (napisanie nieprawdy w notatce służbowej). Zostali zawieszeni w obowiązkach służbowych.

– Wszyscy w komendzie byliśmy zszokowani, że prokurator tak łatwo dał wiarę słowom karanego człowieka przeciwko słowom policjantów – mówi Krzysztof Ptak, przewodniczący zarządu terenowego NSZZ Policjantów w Kędzierzynie Koźlu. – Nie wierzyliśmy w winę naszych kolegów i postanowiliśmy im pomóc. Ze specjalnego funduszu związkowego opłaciliśmy adwokata, żeby prowadził ich sprawę.

KOMENDANT: „TO DOBRZY POLICJANCI”

– Zając i Dziuba to dobrzy policjanci, wielokrotnie nagradzani. Nie wierzyliśmy w ich winę, zwłaszcza że pomówił ich człowiek dobrze znany policji, wielokrotnie karany – mówi przełożony obydwu policjantów, komendant powiatowy w Kędzierzynie Koźlu mł. insp. Tomasz Kawarski. – Cieszyliśmy się, kiedy decyzją sądu zostali odwieszeni i mogli wrócić do służby.

Kilka dni po tym „odwieszeniu” Sebastian Zając uratował kolejnego człowieka. Dzięki szybkiej interwencji udało mu się w porę dotrzeć do niedoszłego samobójcy, odciąć go ze sznura i skutecznie reanimować.

Tymczasem postępowanie przeciwko obydwu policjantom trwało. Przed sądem zeznawali kolejni świadkowie. Wśród nich kolega rzekomo pokrzywdzonego Dariusza M.

– Ten świadek zeznał, że obserwując z pewnej odległości interwencję, dziwił się naszej cierpliwości, słysząc jak M. nam ubliżał. Powiedział też sądowi, że M. następnego dnia po zdarzeniu chwalił się kumplom, że załatwił dwóch gliniarzy, składając na nich skargę. Zapytany przez sąd, czy widział wtedy na twarzy pokrzywdzonego ślady poparzenia gazem, świadek odpowiedział, że nie. Ale tych zeznań, świadczących na naszą korzyść, sąd nie wziął pod uwagę – mówi Sebastian Zając.

Sąd rejonowy odmówił wiarygodności zeznaniom świadka Tomasza G. albowiem po pierwsze świadek ten mógł nie widzieć dokładnie przebiegu zdarzeń, bowiem rozgrywające się zdarzenia zasłaniał mu radiowóz, a nadto świadek ten nie składał zeznań w postępowaniu przygotowawczym a w postępowaniu sądowym przesłuchiwany był dwa i pół roku po zdarzeniu (…) (z uzasadnienia wyroku – pisownia i interpunkcja oryg.).

SĄD: „WINNI”

16 stycznia 2009 roku w sądzie rejonowym zapadły wyroki skazujące Sebastiana Zająca na karę jednego roku i 2 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata i Jakuba Dziubę na karę jednego roku i 4 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata. Po apelacji sąd okręgowy zwrócił sprawę do ponownego rozpatrzenia. W czerwcu 2011 roku wyrokiem sądu okręgowego kary te zostały zmniejszone do 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.

Sąd uznał, że obydwaj policjanci dopuścili się bezpodstawnego zatrzymania Dariusza M. i wywiezienia go za miasto: Wyjaśnienia oskarżonych, że Dariusz M. stawiał czynny opór wobec funkcjonariuszy policji są odosobnione i nie mają potwierdzenia w pozostałym zgromadzonym materiale dowodowym a świadczą jedynie o chęci uniknięcia przez oskarżonych odpowiedzialności karnej (z uzasadnienia wyroku – pisownia i interpunkcja oryg.).

Jakub Dziuba zdaniem sądu dopuścił się także przestępstwa z art. 271 k.k., czyli sfałszowania notatki służbowej, ponieważ nie opisał w niej okoliczności bezpodstawnego wywiezienia pokrzywdzonego do lasu. Utrzymywanie przez oskarżonego Jakuba Dziubę, że zapomniał ująć tę okoliczność w notatce, gdyż posiadał mało czasu do jej sporządzenia, absolutnie nie zasługuje na aprobatę, tym bardziej, że po nawiązaniu łączności z dyżurnym, o tym fakcie mówił (z uzasadnienia wyroku – pisownia i interpunkcja oryg.).
Wyrok jest prawomocny.

ZWIĄZKOWCY: „POPARCIE PRZESZŁO NASZE OCZEKIWANIA”

– Informację o tym, że zapadł prawomocny wyrok skazujący naszych kolegów, dostałem SMS em, kiedy uczestniczyłem w posiedzeniu Krajowego Zarządu NSZZ Policjantów – mówi asp. sztab. Ignacy Krasicki, przewodniczący opolskich związków policyjnych. – Wspólnie z kolegami z „krajówki” zaczęliśmy się zastanawiać, co w tej sytuacji możemy jeszcze zrobić. Wtedy zrodził się pomysł, żeby wystąpić do prezydenta z prośbą o ułaskawienie naszych kolegów. O ułaskawienie może się zwrócić sam zainteresowany, jego pełnomocnik lub rodzina. My mogliśmy jedynie poprzeć taką prośbę.

Jeszcze tego samego dnia Krasicki rozesłał pisma do wszystkich związkowych zarządów wojewódzkich z prośbą o podpisy pod petycją do prezydenta. Opolscy związkowcy umieścili prośbę także na internetowym forum policyjnym. Odzew przeszedł ich oczekiwania. W ciągu miesiąca zebrali prawie 30 tysięcy podpisów.

Poparcia skazanym policjantom udzielili nie tylko ich koledzy po fachu. Na nadzwyczajnej sesji rady miasta w Kędzierzynie Koźlu radni podjęli uchwałę popierającą petycję o ułaskawienie. Co ciekawe, bez względu na to, jakie reprezentowali opcje polityczne, podjęli ją jednomyślnie.

– Nie chodzi tu o podważanie wyroku sądu, a jedynie o gest poparcia dla obu panów. Podejmując uchwałę, chcieliśmy włączyć się w szeroki nurt działań na rzecz ułaskawienia policjantów – oświadczył na łamach lokalnej gazety burmistrz miasta Tomasz Wantuła. Podpisy pod poparciem inicjatywy zebrał również miejscowy proboszcz, poparcia udzielili także opolscy posłowie. Sprawą zainteresował się wybitny karnista prof. Piotr Kruszyński. W imieniu obydwu policjantów napisał i uzasadnił prośbę o ułaskawienie i 18 sierpnia br. złożył ją w Kancelarii Prezydenta RP.

Do prośby dołączone zostały wszystkie listy z poparciem i podpisami.

SKAZANY: „ZOSTAWIŁEM W POLICJI MOJĄ DUSZĘ”

Sebastian Zając i Jakub Dziuba odeszli ze służby, zanim wyrok się uprawomocnił.

– Czuję się tak, jakby mi wydarto te 11 lat służby, jakby te lata nie były nic warte – mówi Sebastian Zając.

Z Jakubem Dziubą nie udało nam się porozmawiać. Wyjechał do pracy za granicę. Sebastian Zając mówi, że żal i rozgoryczenie czuje do wymiaru sprawiedliwości, nie do Policji. Gdyby to było możliwe, wróciłby do służby. Zapewnia, że jego kolega też.

– Zostawiłem tam kawał mojej duszy – mówi Zając.

Komendant Kawarski, tak jak wszyscy policjanci z Kędzierzyna Koźla, podpisał się pod petycją do prezydenta. Mówi, że jeśli Zając i Dziuba zostaną ułaskawieni, chętnie przyjmie ich znowu do służby.

– Dla takich dobrych gliniarzy zawsze jest miejsce – zapewnia.

DARIUSZ M.: „ZAŁATWIŁEM GLINIARZY”

Dariusz M. stał się w swoim środowisku bohaterem. Szczyci się, że załatwił gliniarzy. W sierpniu lokalne media donosiły, że Dariusz M. po pijanemu wszczął awanturę w knajpie, pobił człowieka, a gdy ktoś chciał wezwać policję, krzyczał, że policji się nie boi, bo dwóch gliniarzy już załatwił.

Elżbieta Sitek
elzbieta.wasiak@policja.gov.pl
 

To lumpy muszą się bać policji, a nie odwrotnie

Rozmowa z profesorem Piotrem Kruszyńskim, specjalistą prawa karnego, wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego

Panie profesorze, jest Pan autorem prośby do prezydenta RP Bronisława Komorowskiego o ułaskawienie dwóch policjantów z Kędzierzyna Koźla, Sebastiana Zająca i Jakuba Dziuby. Co Pana skłoniło, żeby zająć się tą sprawą?

– Kiedy usłyszałem o wyroku, jaki zapadł w tej sprawie, od razu miałem poczucie, że policjantów skrzywdzono. Uważam bowiem, że policjant powinien być zdecydowany, a wobec chuliganów – nawet w jakimś sensie brutalny. To łobuz ma się bać policjanta, a nie odwrotnie. Kiedy więc dowiedziałem się, że dwaj stróże prawa zostali skazani na podstawie zeznań człowieka karanego, o złej opinii, postanowiłem poznać sprawę dokładnie.

Kiedy wyraził Pan wolę zajęcia się tą sprawą, przedstawiciele policyjnych związków zawodowych zaprosili Pana na spotkanie w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Opolu. Czego się Pan tam dowiedział?

– Rozmawiałem z obydwoma skazanymi, z ich przełożonymi i kolegami. Utwierdziłem się w przekonaniu, że to bardzo dobrzy policjanci, że wszyscy przełożeni stoją za nimi murem. Zobaczyłem też, jak wielkie negatywne znaczenie ma ten wyrok sądu dla całego środowiska policyjnego. I ja się z tymi odczuciami zgadzam. W Stanach Zjednoczonych mężczyzna, który zachowywałby się tak, jak rzekomo pokrzywdzony Dariusz M., byłby brutalnie rzucony na maskę samochodu, nawet oberwałby pałką, a już z całą pewnością zrobiono by mu sprawę o stawianie oporu przedstawicielom władzy. U nas ktoś, kto lży policjanta, atakuje go, wystarczy, że się poskarży, że źle go traktowano, a już role się odwracają: on staje się pokrzywdzonym, a stróże prawa oskarżonymi. To jakaś paranoja. To złe stosowanie prawa. Tak nie może być. Jeśli chcemy bezpiecznie chodzić po ulicach, to lumpy muszą się bać policji, a nie odwrotnie.

Jakimi argumentami chce Pan Profesor przekonać prezydenta, aby zastosował akt łaski?

– Po pierwsze – wyrok, choć prawomocny, jest moim zdaniem błędny, ponieważ zeznania pokrzywdzonego nie są potwierdzone żadnymi dowodami w postaci np. obdukcji lekarskiej czy zeznań wiarygodnych świadków. Wyrok opiera się na zeznaniach osoby trzykrotnie karanej. Był natomiast świadek, który potwierdzał wersję policjantów, ale sąd nie wziął tego pod uwagę.

Po drugie – kara, chociaż wydaje się łagodna, jest dla tych policjantów drastycznie surowa, ponieważ musieli odejść ze służby. W dodatku wyrok w zawieszeniu nie pozwala na wywiedzenie kasacji.

I po trzecie – bardzo istotne jest społeczne oddziaływanie tego wyroku. Przestępcy będą się utwierdzać w przekonaniu, że wystarczy policjanta pomówić, żeby go wyeliminować, a policjanci odwrotnie – będą bali się podejmować interwencje.

Jakie warunki musi spełniać sprawa, żeby wystąpić do prezydenta o ułaskawienie?

– K.p.k. nie stawia tu jakichś szczególnych warunków. Z prośbą o ułaskawienie może się zwrócić do prezydenta każdy obywatel skazany prawomocnym wyrokiem.

Czy prezydent wszczyna jakąś specjalną procedurę dotyczącą badania sprawy?

– To jest zakres dyskrecjonalnej władzy prezydenta. Z reguły jest tak, że prezydent zwraca się o opinię w danej sprawie do prokuratora generalnego. Prokurator generalny sporządza opinię w trybie szczególnym, a prezydent może wziąć tę opinię pod uwagę, lecz nie musi. K.p.k. nie stawia tu żadnych warunków. Powtarzam, to jest zakres dyskrecjonalnej władzy prezydenta.

Poparcie dla skazanych policjantów wyraziły różne środowiska. 30 tys. podpisów pod petycją do prezydenta zebrali policjanci…

– I nie tylko oni. Petycje płynęły od policjantów, od rady miasta, parafii, od różnych organizacji. Wszystkie je, a także opinie służbowe o tych policjantach, dołączyłem do umotywowanej prośby o ułaskawienie. 18 sierpnia złożyłem wszystko w Kancelarii Prezydenta.

Ile czasu trwa rozpatrywanie sprawy przez prezydenta?

– Nie jest to określone. To zależy wyłącznie od prezydenta. Mam nadzieję, że w tej sprawie decyzja zapadnie szybko…

W redakcji „Policji 997” też mamy taką nadzieję. Dziękuję za rozmowę.

Elżbieta Sitek
zdj. Andrzej Mitura


Akt łaski

Ułaskawienie to skierowany do przestępcy indywidualny akt łaski, który zgodnie z art. 139 Konstytucji RP przysługuje Prezydentowi RP. Akt łaski może być zastosowany w stosunku do osób skazanych prawomocnym wyrokiem, z wyjątkiem osób skazanych wyrokami Trybunału Stanu (ze względu na polityczny charakter urzędu Prezydenta RP i również polityczny rodzaj spraw, które rozpoznawane są przez Trybunał Stanu).
Akt łaski powinien być stosowany tylko wtedy, gdy wymagają tego względy humanizmu i sprawiedliwości, a nie można im zadośćuczynić w drodze postępowania sądowego.

Art. 139 Konstytucji RP nie określa sposobu korzystania z tego prawa, jak i jego granic.

Ułaskawienie może dotyczyć wszystkich prawomocnie orzeczonych kar. Jego zakres pozostawiony jest uznaniu Prezydenta RP, który stosując je, nie jest związany żadnymi przepisami określającymi przesłanki ułaskawienia. Ułaskawienie może przybrać postać pełnej łaski, która polega na darowaniu skazanemu całej kary, oraz łaski częściowej, która polega na złagodzeniu orzeczonej kary. Łaska częściowa (niepełna) może przybrać postać: darowania tylko niektórych spośród wymierzonych skazanemu i niewykonanych jeszcze kar; złagodzenia poszczególnych kar poprzez obniżenie ich wysokości; złagodzenie kary poprzez jej zamianę na karę łagodniejszą (np. z kary pozbawienia wolności na grzywnę). Prezydent RP ma pełną swobodę decyzji w zakresie wyboru tych spośród wymierzonych skazanemu kar oraz środków karnych, które całkowicie lub w części daruje.

Akt łaski polegać może również na zawieszeniu wykonania orzeczonej kary lub pozostałej do odbycia kary czy też na wcześniejszym zatarciu skazania. Akt łaski łagodząc, a tym bardziej całkowicie darowując, karę może również znieść obowiązek naprawienia przez skazanego szkody wyrządzonej przestępstwem nałożony na niego przy warunkowym zawieszeniu wykonania kary.


Casus Jana G.

Wśród ułaskawionych przez prezydentów RP znalazł się skazany policjant. Akt ułaskawienia miał miejsce w 2002 roku. Sprawa dotyczyła stołecznego funkcjonariusza sierż. sztab. Jana G., który został skazany za przekroczenie granic obrony koniecznej.

9 marca 1997 roku 46-letni wówczas sierż. sztab. Jan G., jadąc wieczorem na służbę, czekał na przystanku tramwajowym na warszawskim Bródnie. Był po cywilnemu. Zobaczył, jak trzej mężczyźni zaatakowali stojące na przystanku dwie kobiety. Zmusili je do oddania pieniędzy, siłą ściągali im pierścionki, zrywali łańcuszki. Jan G. stanął w obronie napadniętych kobiet. Ostrzegł, że jest policjantem i że ma broń. Gdy to nie poskutkowało, strzelił w powietrze.

Napastnicy uciekli. Tymczasem na odgłos strzałów z pobliskiego pubu wybiegło kilku mężczyzn. Z kijami bilardowymi ruszyli w kierunku policjanta. Obawiając się, że chcą go zaatakować, Jan G. zaczął strzelać. Dwóch mężczyzn zginęło, jeden został ciężko ranny.

Śledztwo trwało dwa lata. Jan G. został zwolniony ze służby. Wyjechał z Warszawy, bardzo podupadł na zdrowiu. W 1999 roku skazany został prawomocnym wyrokiem na karę 5 lat pozbawienia wolności. Wykonanie kary było odroczone. Jan G. wystąpił o kasację, ale Sąd Najwyższy nie przychylił się do wniosku.

W marcu 2002 roku ówczesny minister spraw wewnętrznych i administracji Krzysztof Janik wystąpił do prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z wnioskiem o ułaskawienie Jana G. Podkreślał, że Jan G. był bardzo dobrym policjantem, doświadczonym (15 lat służby), bez nałogów, o nieposzlakowanej opinii. Będąc świadkiem przestępstwa, zareagował jak na policjanta przystało – argumentował minister – ale niestety sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Prośbę o ułaskawienie Jana G. poparł premier Leszek Miller. Akcje zbierania podpisów pod petycją o ułaskawienie prowadzili związkowcy Komendy Stołecznej Policji, zbierając kilkanaście tysięcy podpisów policjantów z całego kraju.

Petycja o ułaskawienie zbiegła się w czasie z tragicznym wydarzeniem w Parolach pod Warszawą, gdzie w trakcie policyjnej akcji bandyci zastrzelili policjanta Mirosła-wa Żaka. Zdarzenie to wywołało falę dyskusji na temat zaostrzenia kar za atak na policjanta.

W kwietniu 2002 roku prezydent Aleksander Kwaśniewski ułaskawił Jana G.

E.S.
 

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 3.7/5 (9)