Nie przechodź obojętnie

Jest jedną z najbardziej znanych policjantek na stołecznej Woli. Zarówno wśród dorosłych, nastolatków, jak i dzieci, z przedszkolakami włącznie. Od lat prowadzi z nimi zajęcia profilaktyczne oraz pomaga ofiarom przemocy rodzinnej, a robi to często kosztem swego prywatnego czasu. Dla aspirant Agnieszki Makowskiej, specjalisty ds. prewencji kryminalnej z Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV, ważny jest przede wszystkim człowiek.

  • Rodzina prawie w komplecie (kot Blu towarzyszy właśnie naszemu fotoreporterowi): Dominika z Lili, Agnieszka z Zuzu, Kuba z Julią
    Rodzina prawie w komplecie (kot Blu towarzyszy właśnie naszemu fotoreporterowi): Dominika z Lili, Agnieszka z Zuzu, Kuba z Julią
  • Z maluchami też potrafi się dogadać
    Z maluchami też potrafi się dogadać

Jest laureatką prestiżowego konkursu Policjant, który mi pomógł, organizowanego przez Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia. Trudno byłoby jednak zliczyć osoby, którym pomogła, oraz które dzięki jej działaniom nie zostały ofiarami, m.in. przemocy domowej, wypadków drogowych, oszustów, złodziei, także narkotyków i alkoholu.

– Nigdy takich statystyk nie prowadziłam, nie widzę potrzeby – mówi Agnieszka Makowska. – Przecież zawód policjanta obliguje do działań na rzecz innych ludzi. Swoją pracę wykonuję najlepiej jak mogę i nie uważam, że robię coś wyjątkowego.

Ci, którzy mają lub mieli z nią do czynienia, uważają inaczej.

DZIĘKI NIEJ ŻYJĘ

– Gdyby nie ona, może nie byłoby mnie już na świecie – mówi Monika (imię zmienione – red.). Ma 35 lat i niemal przez dekadę była katowana przez męża, często w obecności dzieci, które zresztą także bił. Synkowi trwale uszkodził słuch. O wszystkim wiedziała jego rodzina, koledzy, znajomi, sąsiedzi, ale nie reagowali. Mężczyzna ma ogromne pieniądze, układy, wiele osób jest od niego zależnych finansowo. Kobieta bała się powiadomić miejscowe organy ścigania. Dzielnicowy poradził jej, żeby wyjechała do innego miasta i tam podjęła odpowiednie kroki. Zabrała dzieci i uciekła do Warszawy.

– Serce omal mi stanęło, gdy po raz pierwszy ją zobaczyłam, miała ciało fioletowe, była wystraszona i przerażona – mówi Agnieszka Makowska. – Jej mąż ustalił adres, pod którym przebywała z dziećmi i nie dawał im spokoju. W pierwszej kolejności musieliśmy więc zapewnić im bezpieczeństwo – co dwa, trzy dni zmieniali miejsce pobytu. Zorganizowaliśmy to tak, aby dzieci mogły realizować obowiązek szkolny. Zapewniliśmy im pomoc psychologiczną. One przeszły gehennę, pamiętam taką sytuację: córeczka Moniki narysowała obrazek przedstawiający dwie postaci – jedna leżała na podłodze, a druga stała nad nią, nogę miała na jej głowie. Dziewczynka wyjaśniła, że to jest jej dom, na podłodze leży mama, leci z niej krew, a tata stoi i kopie ją w głowę.
Wszystkie działania Agnieszki i dzielnicowych, a także wielu innych osób zaangażowanych w sprawę, spowodowały, że Monika i dzieci już nie muszą się ukrywać. Powoli wracają do równowagi, chociaż nadal pozostają pod opieką specjalistów.

– Nikt w życiu nie okazał mi tyle serca, co ona – dodaje Monika. – Była ze mną i z dziećmi w chwilach zagrożenia, poświęcała nam prywatny czas. – Za wszystko, co dla nas zrobiła, jestem jej bezgranicznie wdzięczna. Moje dzieci za nią przepadają.

DAĆ IM SZANSĘ

Agnieszka Makowska uważa, że każdy człowiek ma prawo popełniać błędy, ale trzeba dać mu szansę ich naprawienia. Ona tak właśnie postępuje, szczególnie wobec młodych ludzi.

O 17-letnim Kacprze (imię zmienione – red.) dowiedziała się od jego wychowawcy. Matka chłopca poskarżyła się, że jest wobec niej agresywny, odczuwa przed nim strach.

– Najprostszą rzeczą byłoby skierować sprawę do sądu, chłopak prawdopodobnie trafiłby do poprawczaka – mówi policjantka. – Tylko czy wróciłby lepszy? Długo z nim rozmawiałam. Od niedawna mieszka w Polsce, nie może się tu zaadaptować, nie ma kolegów, znajomych, czuje się samotny. Czas, poza pobytem w szkole, spędza przy komputerze. Tak bardzo jest od niego uzależniony, że gdy matka zakazała jego użytkowania, stał się wobec niej agresywny. Czuł się z tego powodu winny, chciał się zmienić. Wypracowaliśmy razem plan działania: ograniczy używanie komputera, podda się terapii, zacznie uprawiać sport. I Kacper wywiązuje się z tych zobowiązań! Kontaktuję się z jego mamą – cieszy się, że chłopak zmienił się na korzyść.
Niestety, nie wszyscy korzystają z danej im szansy. Tak było w przypadku mamy Kasi.

– Dziewczynka ma epilepsję – mówi policjantka. – Niestety, matka nie podaje jej lekarstw, nie przyjmuje do wiadomości, jakie mogą być tego skutki. O chorobie Kasi powiadomiła nas jej babcia. Chcieliśmy przeprowadzić z matką rozmowę i uświadomić powagę sytuacji, niestety nie mogliśmy w żaden sposób z nią się skontaktować – nie odbierała telefonów i korespondencji, nie otwierała drzwi. Byliśmy już tak zdeterminowani, że postanowiliśmy razem z pracownikiem ośrodka pomocy społecznej czekać na nią na klatce schodowej – przecież kiedyś musi wyjść z mieszkania. Tak też się stało, niestety nasze argumenty do niej nie trafiały, obrzuciła nas stekiem wyzwisk. Nie mieliśmy wyjścia, sprawę skierowaliśmy do sądu.

Piotr Kucharski, pedagog, który towarzyszył Agnieszce Makowskiej (zresztą od kilku lat współpracują, obecnie w ramach zespołu interdyscyplinarnego, a wcześniej w Wolskiej Koalicji na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie), podkreśla niezwykłe zaangażowanie, kompetencje i fachowość policjantki.

– Jest niesamowitym człowiekiem – mówi pan Piotr. – W naszej dzielnicy, szczególnie jej starej części, jest dużo przypadków przemocy domowej. Agnieszka ma niezwykły dar prowadzenia rozmów zarówno z ofiarami, jak i sprawcami. Potrafi ich przekonać, zmobilizować do zmian. Ma wspaniałe pomysły, które konsekwentnie realizuje. Bardzo często działa poza godzinami pracy, nigdy nie słyszałem od niej: jestem po służbie, nie mam czasu. O każdej porze dnia i nocy można na nią liczyć. Do każdej sprawy, do każdego zagadnienia, do każdego człowieka podchodzi indywidualnie. I z sercem.

POJEDZIE PANI Z NAMI NA MECZ?

W swoich działaniach stosuje niekonwencjonalne metody. Opowiadają o tym wszyscy, którzy mieli, bądź mają, z nią do czynienia. Małgorzata Kuna, dyrektor Gimnazjum 51 im. Bolesława Prusa w Warszawie, wspomina jak policjantka rozwiązała problem wulgaryzmów, które na murach szkoły bazgrali pseudokibice. Na nic zdało się ich zamalowywanie, natychmiast pojawiały się nowe. Agnieszka znalazła jednak sposób – poprosiła kibiców Legii, aby wykonali na murze profesjonalne graffiti. Młodzieży malowidła spodobały się, zaakceptowała je i problem zniknął. Pani dyrektor podkreśla, że od czasu, kiedy Agnieszka prowadzi w szkole zajęcia z prewencji kryminalnej, uczniowie są mniej agresywni.

– Ona nie ogranicza się tylko do ustawowych obowiązków, ale wiele rzeczy robi dodatkowo, kosztem swego prywatnego czasu – mówi Małgorzata Kuna. – Poza godzinami lekcyjnymi organizuje różnego rodzaju zajęcia profilaktyczne. I mimo że nie są one obowiązkowe, to przychodzi na nie wielu uczniów. Oni są Agnieszką zachwyceni.

Także wychowankowie placówek edukacyjnych uwielbiają Agnieszkę. Ostatnio np. wychowawcy jednej z wolskich burs poprosili ją o spotkanie z młodzieżą, gdyż podejrzewali, że wśród mieszkańców placówki są pseudokibice. Policjantka przyszła ze zdjęciem i autografami piłkarzy Legii. Rozmawiała z uczniami kilka godzin, w efekcie zaproponowali jej, aby jeździła z nimi na mecze piłkarskie.

MARCIN JUŻ NIE BOI SIĘ ORZEŁKA

Od kilku lat Agnieszka Makowska współpracuje z Katolickim Stowarzyszeniem Niepełnosprawnych Archidiecezji Warszawskiej (w stolicy ma ono dwie placówki, a ogółem siedem), które pomaga osobom upośledzonym umysłowo. Pani aspirant prowadzi z nimi zajęcia na temat bezpieczeństwa, np. jak należy poruszać się po mieście, do kogo powinni zwrócić się, gdy zabłądzą na ulicy, jak rozpoznaje się policjanta.

– Pani Agnieszka potrafi tak przekazać treści, że działają one na naszych podopiecznych terapeutycznie – mówi Izabela Kędzierska, wiceprezes stowarzyszenia. – My, rodzice i opiekunowie niepełnosprawnych, jesteśmy jej ogromnie wdzięczni.
Aby nawiązać kontakt z osobą upośledzoną umysłowo trzeba być bardzo cierpliwym. Funkcjonariuszka opowiada o 50-letnim mężczyźnie, który na widok jej policyjnej czapki zaczynał krzyczeć i uciekać. Bardzo bał się orzełka.

– Przychodziłam codziennie do ośrodka, żeby Marcin dotknął orzełka na mojej czapce i przekonał się, że nic złego go nie spotka. Teraz już nie ucieka. I to jest dla mnie największą radością.

Pani aspirant niesie też pomoc w konkretnych przypadkach. Tak było np., gdy nad 30-letnim Piotrem, bardzo sprawnym intelektualnie – skończył studia – ale niepełnosprawnym fizyczne, zaczęła znęcać się jego matka.

– Naszą pierwszą myślą było zawiadomić Agnieszkę, ona pomoże – mówi Izabela Kędzierska. – Sprawa trafi do sądu, który umieści Piotra w zakładzie opiekuńczym, a matka poniesie odpowiedzialność karną. Agnieszka uznała jednak, że najpierw należy sprawdzić sytuację tej rodziny, dowiedzieć się, z czego wynika agresja matki i czy dom opieki jest najlepszym rozwiązaniem dla jej syna. Uświadomiła, że my, osoby zdrowe, wymyślamy dla niepełnosprawnych różne rozwiązania życiowe, których oni wcale nie chcą. Oni mają swoje odczucia, pragnienia, marzenia, które powinniśmy też brać pod uwagę. Okazało się, że matka (jeszcze pracuje zawodowo) Piotra jest na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego. Jej agresja wynikała z bezradności.

Policjantka zmobilizowała odpowiednie służby – rodzina otrzymuje obiady, wolontariusze pomagają mężczyźnie w przemieszczaniu się. Piotr czuje się pewnie. Kobieta odciążona w opiece nad synem, znów jest tą samą co kiedyś czułą matką.

NA WSCHODZIE I ZA OCEANEM

Agnieszka Makowska kilkakrotnie była zapraszana na Ukrainę, gdzie prezentowała rozwiązania stosowane przez naszą Policję w zakresie prewencji kryminalnej zarówno dzieci, jak i dorosłych. Pokazała, że wiele pożytecznego można zrobić, nie zmieniając prawa – wystarczy tylko chcieć. A ukraińscy milicjanci mają wolę działania – zaczynają już wdrażać działania pod kątem profilaktycznym, m.in. na wzór polski uruchomili patrole szkolne. Pani aspirant cały czas pozostaje z nimi w kontakcie – przesyła im programy prewencyjne, daje wskazówki, udziela rad.

Ważnym doświadczeniem zawodowym dla Agnieszki Makowskiej był pobyt w USA w ramach programu Przemoc domowa wobec kobiet. Zaproszenie otrzymała od rządu amerykańskiego. Poznała zarówno rządowe programy dotyczące tego zjawiska, jak i lokalne rozwiązania – na Florydzie, w Teksasie, w Bostonie i w Minneapolis. Przyznaje, że niektóre rozwiązania warto byłoby wprowadzić w Polsce, ale na razie nie ma na to szans, są bardzo drogie.

Podczas pobytu w USA policjantka uzyskała międzynarodowy certyfikat specjalisty ds. przeciwdziałania przemocy domowej wobec kobiet.

NIE PRZESTANĘ BYĆ PRZYZWOITYM CZŁOWIEKIEM

Niestety, nie zawsze jest tak kolorowo i dobrze. Są także chwile nieprzyjemne i przykre. Zdarzyło się, że do warszawskiego sądu wpłynęła informacja, że u Agnieszki Makowskiej mieszka Ola, która jest jej, ale nie jest jej. I że policjantka nielegalnie przetrzymuje w swoim domu dzieci z interwencji, natomiast własnym potomstwem zupełnie się nie interesuje. Pytano również, jakim prawem urząd miasta przydzielił jej mieszkanie.

Przełożony Agnieszki, komendant rejonowy Policji, wszczął postępowanie wyjaśniające, które w najmniejszym stopniu nie potwierdziło oskarżeń. Owszem, w domu policjantki przez 6 miesięcy mieszkała 16-letnia Ola, koleżanka z klasy jej córki Dominiki. Dziewczyna miała kłopoty rodzinne, była też przemęczona dojazdami do szkoły – mieszkała pod Warszawą i musiała wstawać świtem. Dominika, chcąc pomóc koleżance, rzuciła pomysł, aby zamieszkała razem z nią, jej mamą i bratem. Rodzicom Oli oraz dyrekcji szkoły tak bardzo się on spodobał, że poprosili Agnieszkę, aby przyjęła dziewczynę pod swój dach. Nigdy od władz stolicy nie otrzymała lokalu socjalnego.

– Żadne złośliwości nie spowodują, że przestanę być przyzwoitym człowiekiem – mówi asp. Agnieszka Makowska. – Tata zawsze powtarzał mnie i siostrze: żyjcie tak, żeby dzieci się was nie wstydziły, nie przechodźcie obojętnie obok człowieka, który potrzebuje wsparcia. Jego ojciec zginął podczas II wojny światowej, a on trafił do domu dziecka. Potem zabrała go do siebie macocha, ale go nie kochała. Tata wiedział więc, jak to jest być samemu na świecie. 18-letnia Dominika bardzo angażuje się w sprawy innych, wszystkim wokół chce pomagać, jest w klasie maturalnej, chce zostać policjantką. Trzynastoletni Kuba też jest wrażliwym dzieckiem.

POSZUKIWANY ŚW. MIKOŁAJ

Tuż przed Bożym Narodzeniem wychowankowie wolskich domów dziecka oraz niepełnosprawni z ośrodków opieki społecznej poszukiwać będą św. Mikołaja, który skrył się w gmachu Komendy Rejonowej Policji Warszawa IV. A przy okazji zapoznają się z pracą policjantów, m.in. zobaczą, jak sporządza się portret pamięciowy. Dostaną też prezenty.

Nie będzie to pierwsza wizyta dzieci w wolskiej komendzie. Takie spotkania Agnieszka organizuje od lat – za zgodą szefostwa oraz z pomocą kolegów policjantów, m.in. dzielnicowych (jak zresztą podkreśla to dzięki nim może pomagać ludziom), ze służb kryminalnych, ruchu drogowego oraz dyżurnych. W tym roku po raz pierwszy spotkanie organizować będzie razem z młodzieżą z klasy o profilu Bezpieczeństwo i Profilaktyka z Zespołu Szkół im. Michała Konarskiego w Warszawie, której patronuje KRP na Woli.

Jak co roku Agnieszka przełamie się też opłatkiem z seniorami. Ta grupa jest jej szczególnie bliska, często organizuje dla seniorów spotkania, podczas których przestrzega ich przed zagrożeniami, jakie czyhają na nich, m.in. w banku, na ulicy, w sklepie.

Agnieszka Wigilię przygotuje wcześniej, aby dzieci mogły ją spędzić również u swojego taty, także policjanta. Będzie tam też ich ukochana babcia. Przy wigilijnym stole Agnieszki będą towarzyszyć im zwierzęta – dwa koty i dwa psy. Pojawi się też dodatkowe nakrycie. Chociaż u niej przez cały rok drzwi są otwarte dla potrzebujących.

Grażyna Bartuszek
grazyna.bartuszek@policja.gov.pl
zdj. Andrzej Mitura
 

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 4.4/5 (17)