Amfa, sole i krokodyl

Jego zażywanie prowadzi do śmierci w strasznych męczarniach, a mimo to od 2010 r. jest hitem rosyjskich narkomanów. Ma działanie prawie dziesięć razy silniejsze niż morfina, a otrzymać go można w domowych warunkach z ogólnie dostępnych środków.

  • Sprzęt własnej konstrukcji pozwalający uzyskać czystość siarczanu amfetaminy powyżej 98 proc.
    Sprzęt własnej konstrukcji pozwalający uzyskać czystość siarczanu amfetaminy powyżej 98 proc.
  • Nielegalne laboratorium w pomieszczeniach mieszkalnych w Kobyłce
    Nielegalne laboratorium w pomieszczeniach mieszkalnych w Kobyłce
  • Obecnie przestępcy coraz częściej wykorzystują w Polsce przerobione beczki po piwie jako reaktory w syntezie. Zabudowania gospodarcze w miejscowości Puchały
    Obecnie przestępcy coraz częściej wykorzystują w Polsce przerobione beczki po piwie jako reaktory w syntezie. Zabudowania gospodarcze w miejscowości Puchały
  • Nowatorska metoda, zastosowana w 2007 r. po raz pierwszy, wykorzystująca do produkcji duże ilości rtęci
    Nowatorska metoda, zastosowana w 2007 r. po raz pierwszy, wykorzystująca do produkcji duże ilości rtęci
  • Dwie linie produkcyjne nielegalnego laboratorium w Augustowie
    Dwie linie produkcyjne nielegalnego laboratorium w Augustowie

„Krokodyl” szarpie ciało, dosłownie. Synteza zanieczyszczonych produktów, prowadzona w warunkach urągających zasadom higieny, powoduje, że skóra zaczyna odchodzić od mięśni, mięśnie od kości, wdaje się gangrena, a ciało rozkłada się i gnije. Ale człowiek żyje dalej. Dopóki nie nastąpi całkowite wyniszczenie organizmu.

HEROINA Z KOMI, CZYLI DEZOMORFINA

Co powoduje, że ludzie chcą go zażywać? Jest wielokrotnie tańszy od tradycyjnych narkotyków. Nie trzeba znać dilera ani kogoś, kto załatwi towar. Można go zrobić samemu, w kuchni…

„Krokodyl” dawniej nazywany był „heroiną z Komi”, gdyż tam po raz pierwszy nielegalnie go zsyntetyzowano i trafił na rynek, choć dezomorfina została wynaleziona w USA w 1932 r. Szacuje się, że w Rosji „krokodyl” uzależnił już 100 tys. ludzi. Biednych ludzi, bo bogatszych stać na narkotyki „z wyższej półki”. Narkotyk dotarł już na Ukrainę. Notowane są pierwsze przypadki w Unii Europejskiej.

– Ostrzegaliśmy przed tym narkotykiem już w lipcu ub.r. – mówi mł. insp. dr Waldemar Krawczyk, naczelnik Wydziału Operacji Międzynarodowych Centralnego Biura Śledczego KGP, który w czasie polskiej prezydencji w Radzie UE przewodniczył Horyzontalnej Grupie Roboczej ds. Narkotyków. – Na międzynarodową konferencję, organizowaną wspólnie z Komisją Europejską, zaprosiliśmy do Polski prof. Olega Zajcewa z Wyższej Szkoły Prawa i Ekonomii w Moskwie. Pokazywał przerażające zdjęcia, których nie zdecydowaliśmy się wtedy umieścić w internecie. Monitorujemy sytuację. Udokumentowana jest obecność dezomorfiny w Niemczech, także we Francji. W Polsce pojawiły się informacje o pierwszej ofierze narkotyku, ale są one niepotwierdzone. Na pewno dezomorfina nie została jeszcze przez nas zabezpieczona w Polsce, na szczęście.

SOLE, KADZIDEŁKA I ODŻYWKI DLA ROŚLIN, CZYLI DOPALACZE

„Kiedy Twoja roślina kwitnie w domu i bardzo często wieczorem brakuje jej światła do pełnego cyklu fotoperiodycznego, idealnym rozwiązaniem profesjonalnego hodowcy jest (...). Nawóz ten oparty na doświadczeniach z produktem (...) charakteryzuje się intensywnym pobudzeniem receptora chlorofilowego przez około 4h, aby nasza roślina mogła wykorzystać 120 procent światła z zachodzącego słońca. Tak jak w przypadku starszego brata mamy 3 wersje kapsułek o różnym stężeniu nawozu. V1 przeznaczone dla mniejszych roślin, V2 do średnich oraz V3 dla dużych i kwitnących sadzonek. Po intensywnym nawożeniu roślinę można spokojnie schować nawet do szafy, wcześniej mocno ją zwilżając”. Pisownia jest oryginalna i pochodzi ze strony internetowej, za pośrednictwem której można kupić nowe syntetyki, sprzedawane jako „imitacje soli do kąpieli”, „kadzidełka” lub właśnie „imitacje odżywek do roślin”. Pominęliśmy nazwy produktów.

Operatorzy strony informują, że sprzedażą produktów z tych działów zajmuje się teraz zaprzyjaźniona firma z Czech, a czas oczekiwania na przesyłkę wynosi 2–5 dni. Uprzejmie też przypominają, że „istnieje możliwość zakupów hurtowych”, po wcześniejszym wypełnieniu formularza kontaktowego…

– Jeszcze kilka lat temu na rynku pojawiały się rocznie jedna lub dwie nowe substancje psychoaktywne – mówi podinsp. Marcin Karnaś, ekspert Wydziału Operacji Międzynarodowych CBŚ KGP. – Gdy weszły tzw. dopalacze, to okazało się, że pod tą przykrywką wprowadzano do obiegu kilkadziesiąt substancji w ciągu roku. W 2010 r. państwa członkowskie poinformowały Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii oraz Europol o odnotowaniu rekordowej liczby 41 nowych substancji psychotropowych. W tym samym czasie Narodowy Instytut Leków ze skonfiskowanych przez nas próbek przy zamykaniu sklepów zidentyfikował ich aż 91!

One były wprowadzane na rynek jako legalne, „kolekcjonerskie” produkty. Często na etykietach umieszczony był napis „nieprzeznaczone do konsumpcji”, albo celowo były błędnie oznaczane jako np. „sól do kąpieli”.

DOPALACZE, CZYLI NARKOTYKI

– Wiele państw członkowskich, a nawet Komisja Europejska na początku była przeciwna zajmowaniu się problemem dopalaczy – dodaje naczelnik Waldemar Krawczyk. – Komisja twierdziła, że to są „materiały designerskie”, które mogą być sprzedawane w sklepach, a ograniczenie obrotu nimi to godzenie w swobodę przepływu towarów. Belgia twierdziła na początku, że u nich nie ma tego problemu, ale oni go po prostu nie zbadali. Później okazało się, że właśnie tam były największe centra dystrybucji dopalaczy.

– Wygląda to tak, że w wynajętej hali stoi betoniarka, do której wrzuca się poszczególne komponenty, które przyszły najczęściej z Chin – opisuje podinsp. Karnaś. – Miesza się to na zasadzie „łopata tego – łopata tego”. Potem suszy na brezencie rozłożonym na betonie. Jedyną profesjonalną maszyną jest pakowarka, która porcjuje towar w ładne, kolorowe torebeczki.

W Polsce z problemem sobie poradziliśmy. O ile w 2010 r., gdy zamykane były sklepy, do szpitali trafiało około 250 osób miesięcznie z powodu zatruć dopalaczami, to teraz są to 2–3 osoby. Problem przeniósł się do Czech i na Słowację. Po zamknięciu sklepów w Polsce niemal od razu stanęły tam przy granicy automaty, w których można było kupić syntetyki.

Dlatego tak ważne jest wspólne podejście do problemu wszystkich państw członkowskich UE (patrz „Antynarkotykowa prezydencja” str. 15).

AMERYKA ŁACIŃSKA – NIE TYLKO KOKAINA

W pierwszej połowie lutego br. na farmie w stanie Jalisco armia meksykańska przeprowadziła dużą akcję, konfiskując 15 ton narkotyków syntetycznych. Głównie zabezpieczono metamfetaminę. Narkotyki warte były ponad 300 mln dolarów. To spektakularna i, jak do tej pory, rekordowa konfiskata, ale nie pierwsza, i nie ostatnia w tym regionie, słynącym do niedawna z produkcji tradycyjnych narkotyków.

– Kartele meksykańskie przebranżawiają się – wyjaśnia podinsp. Karnaś. – Meksyk już dawno wyprzedził kraje Unii Europejskiej, nawet Belgię i Holandię, w produkcji metamfetaminy. Tam odbywa się to na skalę prawie przemysłową. Sprzyja temu ukształtowanie terenu, rozległe farmy, gdzie można taką produkcję ukryć. Większość towaru idzie na rynek amerykański, ale nasycenie jest tak duże, że mamy informacje, iż grupy z Meksyku próbują wprowadzać syntetyki do krajów UE. Jest to bardzo niebezpieczne, biorąc pod uwagę tempo rozwoju tego procederu. Do tej pory to Europa była źródłem syntetyków i stąd wysyłano je w inne rejony świata.
Już w 2010 r. funkcjonariusze CBŚ byli w Meksyku, aby szkolić tamtejszą policję federalną w walce z syntetykami.

– Popularność syntetyków w różnych rejonach świata wzięła się stąd, że grupy przestępcze zaczęły się nimi rozliczać – mówi naczelnik Krawczyk. – Za kokainę dostawali np. amfetaminę. Narkotyki zajmują mniej miejsca niż pieniądze i wbrew pozorom łatwiej je ukryć. Tabletka ecstasy w Polsce kosztuje 20–40 zł, po wprowadzeniu na rynek japoński – 80 euro.

Kartele meksykańskie szukają nowych rynków zbytu, ale także nowych miejsc produkcji narkotyków. Wojsko i policja federalna depczą im po piętach, dlatego przestępcy z Ameryki znaleźli sobie przyczółek w… Afryce Zachodniej. Stamtąd narkotyki trafiają z powrotem do Ameryki, ale część dociera także do Europy.

Problem dostrzeżono na forum międzynarodowym. W maju br. w Międzynarodowym Centrum Szkoleniowym do walki z Nielegalnymi Laboratoriami Narkotykowymi (ITCCCL) w Legionowie eksperci z CBŚ wspólnie ze specjalistami z DEA (amerykańska agencja ds. narkotyków) szkolić będą funkcjonariuszy z państw Afryki Zachodniej, głównie z Gwinei Bissau.

O szkolenie funkcjonariuszy z Panamy prosili nas Amerykanie. CBŚ wchodzi również w skład grupy państw członkowskich UE zaangażowanych w implementację projektu COPOLAD. Jest to największe obecnie przedsięwzięcie finansowane przez Komisję Europejską (z budżetem 6 mln euro) w zakresie walki z narkotykami. Skierowane jest do państw Ameryki Łacińskiej i Karaibów. Pracom przewodzi Hiszpania. Polacy jednak grają pierwsze skrzypce, jeżeli chodzi o rozpoznanie i walkę z syntetykami. W listopadzie ub.r. CBŚ współorganizowało konferencję na ten temat, razem ze specjalistami z Hiszpanii i Francji, w stolicy Kolumbii Bogocie.
CB Ś w ramach COPOLADU, przygotowuje teraz międzynarodową konferencję na temat narkotyków syntetycznych w Argentynie. Państwa tego regionu doskonale wiedzą, jak walczyć z producentami kokainy, marihuany, jak wykrywać plantacje, nie mają jednak zaawansowanej wiedzy, jeśli chodzi o syntetyki i likwidowanie nielegalnych laboratoriów.

PŁYN W PROSZKU, CZYLI KAMUFLAŻ PREKURSORÓW

Działania CBŚ nie skupiają się tylko na narkotykach, ale także – wyprzedzająco – na tropieniu transakcji prekursorami, z których wytwarza się narkotyki. Znane prekursory objęte są już w Europie zakazem obrotu. Problem jest z preprekursorami, substancjami całkowicie legalnymi. Z nich po obróbce otrzymuje się prekursory, z których po dalszych syntezach wyrabia się narkotyki.

Rekordowa ilość – 4600 litrów BMK – przechwycona w Polsce mogła posłużyć do wyprodukowania prawie 4 ton amfetaminy. BMK nie ma już w Europie żadnego legalnego zastosowania. W Rosji natomiast wykorzystywany był do mycia statków, silników okrętowych.

– Rosja pod naciskiem UE zamknęła już jedną z dwóch legalnie działających tam fabryk BMK – mówi naczelnik Krawczyk. – Wyciekało z niej mnóstwo towaru, który zalewał Europę. Źródłem prekursorów jest wciąż Europa Wschodnia, dlatego tak ważne jest szkolenie tamtejszych służb. Grupy przestępcze podczas przemytu stosują nie tylko fizyczne ukrywanie towaru. Wykorzystują także kamuflaż chemiczny, przekształcając prekursory w legalne substancje, z których w prosty sposób mogą potem je odzyskać. Był np. przemyt z Rosji 2600 kg BMK przetworzonego w biały proszek, który przewożony był jako klej do drewna. Po zmieszaniu proszku z ogólnie dostępnym na rynku środkiem otrzymuje się z powrotem BMK. Z 2600 kg proszku powstałoby więc 1300 l BMK, a z tego około 1 tony amfetaminy.

Po uporaniu się z liniami produkcyjnymi BMK w Rosji światowym źródłem prekursorów są obecnie Chiny. Gdyby Chiny zdecydowały się na kontrolę prekursorów i ograniczenie ich produkcji, to odbiłoby się to na całym świecie pozytywnym echem.

Paweł Ostaszewski
zdj. CBŚ KGP

Musimy przekraczać granice

Rozmowa z nadinsp. Adamem Maruszczakiem, dyrektorem Centralnego Biura Śledczego Komendy Głównej Policji

Panie generale, Polska jest potentatem w produkcji amfetaminy i w ogóle narkotyków syntetycznych. Chemicy działający na zlecenie zorganizowanych grup przestępczych potrafią uzyskać amfetaminę 98-procentowej czystości, co jest ewenementem na skalę światową. Czy Policja nadąża za przestępcami?

– Myślę, że tak. CBŚ na bieżąco śledzi ten rynek, wychwytuje także pojawianie się nowych narkotyków. Działamy dwupłaszczyznowo: rozpracowujemy grupy zajmujące się tym procederem, likwidujemy laboratoria, a w przypadku pojawiania się nowych substancji, nieznanych dotąd jako narkotyki, inicjujemy zmiany w prawie. Współpracując z Ministerstwem Zdrowia i Krajowym Biurem ds. Przeciwdziałania Narkomanii doprowadzamy do tego, aby obrót takimi środkami nie był legalnie możliwy. Przykładem może być mefedron, który od 2010 r. wpisany jest na listę substancji kontrolowanych i handel nim obwarowany jest sankcjami wynikającymi z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Poradziliśmy sobie z dopalaczami, które dostępne były w sklepach. Inne państwa przyglądały się naszym działaniom z powątpiewaniem.

Nie ma już sklepów z dopalaczami, ale sprzedaż przeniosła się do internetu…

– Uregulowania przyniosły pożądany skutek: ograniczona została podaż. Te substancje nie są już tak powszechnie dostępne. Ich obecność w sklepach mogła przecież wywoływać u niektórych wrażenie, że są nieszkodliwe. Ale ma pan rację, można je kupić w internecie. Dlatego tak ważna jest współpraca międzynarodowa, nie tylko z uwagi na możliwości, jakie daje globalna sieć, ale także ze względu na otwarcie granic. Państwa mają różne ustawodawstwa, co wykorzystują przestępcy. Serwery, za pośrednictwem których można kupić dopalacze, często umieszczone są na innych kontynentach. Przestępcy przekraczają granice, my musimy robić to samo.

O syntetykach, w tym i dopalaczach, głośno było w Europie właśnie za sprawą fachowców z CBŚ.

– To pod naciskiem ekspertów z CBŚ, którzy wykorzystali krajowe doświadczenia, Unia Europejska zajęła się problemem dopalaczy. Produkcja narkotyków syntetycznych jest jednym z najbardziej dochodowych procederów zorganizowanych grup przestępczych. Pozwala osiągać większe zyski niż produkcja i dystrybucja tradycyjnych narkotyków, do których wytwarzania potrzebna jest baza roślinna. Odpada proces wegetacji czy doglądania plantacji. Laboratorium można zorganizować niemal wszędzie, pod warunkiem, że dostępne są odpowiednie prekursory, z których wytwarza się syntetyki.

Walka z narkotykami była priorytetem nr 1 resortu spraw wewnętrznych podczas polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Rada ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych UE już wcześniej określiła kierunki zaangażowania unii związane z zagrożeniami stwarzanymi przez heroinę i kokainę. Polska postanowiła zwrócić uwagę państw członkowskich na narkotyki syntetyczne. Pochodne amfetaminy, po marihuanie, są przecież najczęściej używanymi narkotykami w UE.

Na naszych łamach pisaliśmy o konferencjach i sympozjach przygotowywanych w okresie prezydencji Polski, które zwracały uwagę państw członkowskich na problem narkotyków syntetycznych. Czy takie zaangażowanie przynosi efekty i czy nie odciąga sił od głównego celu CBŚ, jakim jest tropienie zorganizowanych grup przestępczych?

– Przyznam, że udział w tych gremiach roboczych był bardzo absorbujący, ale wyniki są doskonałe. To sukcesy w kraju zrobiły z nas ekspertów na skalę światową. Działalność na arenie międzynarodowej odbywała się równolegle z codzienną walką z przestępczością, a przecież formalnie nikt nas do tego nie zmuszał i nikt nas z tego nie rozliczał. To były dodatkowo wykrzesane przez nas siły i możliwości. Musimy angażować się w taką działalność. To, że jedziemy do Meksyku i szkolimy tamtejszych policjantów, że w Legionowie działa Międzynarodowe Centrum Szkoleniowe do walki z Nielegalnymi Laboratoriami Narkotykowymi, że współorganizujemy tematyczne konferencje w Kolumbii czy przygotowujemy, na prośbę USA, treningi dla funkcjonariuszy z Panamy, świadczy tylko o naszej sile i profesjonalizmie, które dostrzeżono na świecie.

Narkotyki były, są i będą. Z roku na rok sytuacja będzie się pogarszać. Nawet jeżeli podaż narkotyków utrzyma się na tym samym poziomie, to z biegiem lat skutki społeczne zażywania substancji psychoaktywnych będą coraz większe. Przecież po te środki sięgają coraz młodsi. Być może, mając dwa razy więcej funkcjonariuszy, moglibyśmy zlikwidować dwa razy więcej grup zajmujących się narkotykami, ale jest nas tylu, ilu jest, więc nasi policjanci muszą być bardzo kreatywni i wychodzić naprzeciw wyzwaniom, iść trop w trop za przestępcami. Szkoląc funkcjonariuszy z Ameryki Łacińskiej, jak szukać prekursorów, jak odkrywać nielegalne laboratoria, zmniejszamy zagrożenie u nas. Narkotyki lepiej likwidować u ich źródeł, daleko od Polski, niż walczyć z nimi, kiedy pojawią się na naszym rynku. Kierunki przemytu i centra dystrybucji zmieniają się zaskakująco, ale trzymamy rękę na pulsie.

Dziękuję za rozmowę.

Paweł Ostaszewski
zdj. autor

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 3/5 (2)