Zawzięłam się

Jest pierwszą i jak dotąd jedyną cudzoziemką w islandzkiej policji. W lipcu br. gościła na centralnych uroczystościach Święta Policji w Warszawie.

Aleksandra Wójtowicz o mundurze marzyła od dziecka. Chciała służyć w Policji w Polsce, sytuacja zmusiła ja jednak do weryfikacji planów.

TRAGEDIA

Urodziła się w Gdańsku. W Polsce spędziła całe dzieciństwo i okres młodzieńczy. Tu, jak sama wspomina, biegała po lasach z plastikową bronią.

– To mi zostało – uśmiecha się. - Teraz też biegam po lasach z bronią, tyle że myśliwską. 

Do wyjazdu rodzinę Wójtowiczów zmusiła tragedia. W jednym tygodniu na początku lat 90. zginął ojciec i spłonął ich dom rodzinny. Mama, pracując nawet na dwóch etatach, nie była w stanie utrzymać rodziny. W 1996 r. zapadła decyzja o wyjeździe za granicę. Aleksandra, zaraz po maturze z trzema siostrami wyjechała do dalekiej Islandii, gdzie dziewczęta dołączyły do mamy.

ZA MUNDUREM…

Marzenie, którego nie zdążyła spełnić w Polsce, postanowiła zrealizować w Islandii.

– Najpierw musiałam nauczyć się języka islandzkiego, a nie jest to łatwe – mówi Aleksandra Wójtowicz. – Zawzięłam się jednak i udało się. Początkowo pracowałam, jako opiekunka do dzieci, także przedszkolanka. Szukałam takiego zatrudnienia, aby szlifować język. Gdy na Islandii budowano hutę aluminium, pracowałam w biurze przedsiębiorstwa. Na tę budowę przyjechało wielu robotników z Polski. Moja znajomość obu języków bardzo się przydała.

Cały czas celem była jednak policja. W 2001 r. otrzymała obywatelstwo islandzkie. Zaczęła staż w policji. Służyła, jako pomocnik etatowego funkcjonariusza. Skończyła Akademię Policyjną, jednak z powodu kryzysu stanowisko, na którym miała pracować, zostało zredukowane. Polka znowu stanęła na rozdrożu. Musiała się przekwalifikować. Skończyła kursy medyczne i jeździła w ambulansie, jako sanitariuszka. W końcu postanowiła spróbować swoich sił w straży pożarnej, uważanej na wyspie za zawód typowo męski. Aby sprostać wymaganiom, codziennie ćwiczyła sprawność fizyczną. Wkrótce była najlepsza wśród tych niewielu kobiet, które pracują w straży. Zajmowała też jedno z czołowych miejsc wśród mężczyzn wśród wszystkich strażaków. Nie marnowała czasu. Postanowiła nauczyć się obsługi całego sprzętu, jaki był w jednostce. Brała dodatkowe zmiany i zdobywała kolejne kwalifikacje. Wkrótce miała uprawnienia do prowadzenia pojazdów ciężarowych i operowania wszystkimi specjalistycznymi maszynami.

WRESZCIE POLICJA

Pracując w straży… odbywała równolegle staż w policji. Zapoznawała się z pracą w drogówce, prewencji i policji granicznej.

- W rejonie, gdzie mieszkałam, nie zanosiło się na przywrócenie wcześniej zredukowanych stanowisk, a ja bardzo chciałam pracować w policji na pełnym etacie – wspomina Aleksandra Wójtowicz. – Postanowiłam ubiegać się o etat w stolicy, w dziale międzynarodowym.

Udało się. Wśród wszystkich 683 funkcjonariuszy islandzkiej Policji (cała republika liczy ok. 300 tys. mieszkańców)  Polka jest jedyną cudzoziemką. Początkowo, jako podoficer, obecnie na stanowisku oficerskim w stopniu, „Detective Chief Inspector” pracuje w Reykjaviku, zajmując się kontaktami policji islandzkiej z policjami całego świata. Na co dzień współpracuje z Europolem, Interpolem, biurami Sirene.

Pani Aleksandra ma męża Islandczyka i trzech synów w wieku: 17, 15 i 12 lat.

- Chłopaki mówią po polsku, mama jest twarda, więc nie ma innej opcji – dodaje śmiejąc się policjantka z Islandii.

PAWEŁ OSTASZEWSKI
pawel.ostaszewski@policja.gov.pl
zdj. autor i z archiwum A. Wójtowicz

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)