Niewinni

Sąd uniewinnił dwóch policjantów oskarżonych o niedopełnienie obowiązków w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika.

– Na prokuratorze spoczywała odpowiedzialność za dynamikę i kierunek śledztwa, także w tych sprawach, w których prowadzenie śledztwa było powierzone policji – mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Jarosław Przybyliński.

Proces Remigiusza Mindy, szefa grupy śledczej mazowieckiej KWP, i Macieja L., policjanta operacyjnego, rozpoczął się w maju 2013 roku. Obaj w latach 2001–2004 pracowali przy sprawie porwania Krzysztofa Olewnika. Przed sądem odpowiadali z wolnej stopy. W 2008 roku zostali co prawda zatrzymani na polecenie olsztyńskiej Prokuratury Okręgowej pod zarzutem zaniedbań w czynnościach i utrudniania śledztwa, co skutkować miało śmiercią porwanego, ale sądy rejonowy i okręgowy odmówiły wówczas ich aresztowania. Ostatecznie sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, która zmieniła zarzut z nieumyślnego spowodowania śmierci na narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Chodziło o wiele zaniedbań, m.in. niedostateczne wykorzystywanie zdobytych informacji i dowodów, takich jak przesłuchanie świadka czy analiza kontaktów telefonicznych, zlekceważenie anonimu, który wprost mówił, że za uprowadzeniem stoją zatrzymani potem sprawcy, a także nienależyte zabezpieczenie miejsca przekazania okupu.

Oskarżeni nie przyznali się do winy. Remigiusz Minda już wtedy zbulwersowany pytał, dlaczego na ławie oskarżonych jest tylko dwóch policjantów, a nie ma żadnego z 24 prokuratorów, którzy podejmowali decyzje procesowe. W uzasadnieniu wyroku uniewinniającego usłyszał, że to właśnie obowiązkiem prokuratora było czuwanie nad prawidłowym przebiegiem postępowania.

– Ten wyrok zrzuca ze mnie jarzmo przestępcy, ale nie czuję radości. Bardziej spokój – mówi Minda. – Po pięciu latach, które zostały mi odebrane, cieszę się, że sąd zwrócił uwagę na kwestię nadzoru prokuratury. Oczywiście popełniliśmy też błędy, o czym sąd mówił, ale ostatecznie nasze działania przyniosły efekty i ustaliliśmy sprawców porwania.

Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura nie wyklucza apelacji. 

ANNA KRAWCZYŃSKA


Krzysztof Olewnik został uprowadzony ze swego domu w Drobinie w nocy z 26 na 27 października 2001 r. Sprawcy kilkadziesiąt razy kontaktowali się z rodziną, żądając okupu. W lipcu 2003 r. porywaczom przekazano 300 tys. euro, jednak uprowadzony nie został uwolniony. Miesiąc po odebraniu przez przestępców okupu, został zamordowany. Jego ciało zakopano w lesie w pobliżu miejscowości Różan. Odnaleziono je w 2006 r.

W sprawie porwania i zabójstwa Olewnika w październiku 2007 r. na ławie oskarżonych zasiadło 11 osób. W marcu 2008 r. sąd skazał dwóch zabójców Olewnika – Sławomira Kościuka i Roberta Pazika – na kary dożywotniego więzienia. Ośmioro innych oskarżonych otrzymało kary od roku więzienia w zawieszeniu do 15 lat pozbawienia wolności; jednego z oskarżonych sąd uniewinnił. Trzech sprawców porwania i zabójstwa popełniło samobójstwa w zakładach karnych.


Satysfakcja

 – Wyrok jest satysfakcjonujący także dla policji, która przy sprawie porwania Krzysztofa Olewnika pracowała bardzo ciężko – mówi Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, obrońca policjantów uniewinnionych w sprawie błędów w śledztwie dotyczącym uprowadzenia.

Sąd bardzo długo uzasadniał wyrok. Jakie były jego najważniejsze motywy?

 – Trudno streścić w kilku słowach motywy tak poważnego rozstrzygnięcia. Uzasadnienie pisemne zostanie dopiero sporządzone, uzasadnienie ustne trwało kilka godzin i dowodziło wyjątkowej, godnej szacunku znajomości przez sąd akt sprawy.

Na pewno warto podkreślić zakwestionowanie przez sąd kwalifikacji prawnej zarzucanych policjantom czynów, to jest niedopełnienia obowiązków i narażenia życia Krzysztofa Olewnika.

Co to oznacza?

 – Sąd wnikliwie oceniał kwestie odpowiedzialności oraz winy i uznał, że w żaden sposób nie można przypisać policjantom zamiaru popełnienia przestępstwa.

A co z rolą prokuratury w tej sprawie?

 – Z pewnością ważne było dostrzeżenie i zaakcentowanie, że prokuratura nie miała racji, uznając, że jej działania w postępowaniu dotyczącym zaginięcia Krzysztofa Olewnika nie musiały być aktywne i twórcze. Sąd potwierdził, że rola prokuratury w postępowaniu przygotowawczym to rola gospodarza postępowania. To bardzo istotne, bo dotychczas nie zauważano swoistego osamotnienia w pracy policjantów, braku odpowiednich wskazówek prokuratorów, oczekiwań ponad miarę możliwości czasowych, sprzętowych, braku odpowiednich warunków pracy i oczywiście zrzucania odpowiedzialności. Nie znaczy to rzecz jasna, że uwagi te dotyczą wszystkich prokuratorów, bo przecież wielu z nich stanowiło i stanowi rzeczywiste wsparcie w pracy operacyjnej i ma duże sukcesy. Chodzi o pewien mechanizm zrzucania odpowiedzialności na słabsze ogniwo. Za niepowodzenia w śledztwie zawsze najłatwiej obciążać policjantów. To na prokuratorze spoczywała odpowiedzialność za dynamikę i kierunek śledztwa. Obrona podnosiła tę kwestię od samego początku.

Sąd nie znalazł powodów, by uznać policjantów za winnych, ale przyznał, że popełnili błędy.

 – Trzeba unikać uogólnień. To oczywiste, że w tak skomplikowanej sprawie, zwłaszcza w fazie operacyjnej, pojawiają się błędy. Cała praca operacyjna to gra błędów i łamigłówka. Proszę zauważyć, że z dzisiejszej perspektywy, gdy zna się wynik, łatwo powiedzieć, że kilka ścieżek nie prowadziło do celu. Ale gdy rozwiązania się nie zna, trzeba poszukiwać i sprawdzać niemal każdy trop. Sąd zwrócił też uwagę, że w śledztwie to właśnie ci oskarżeni policjanci wykryli sprawców, a jeden z nich przeprowadził wyjątkowe, jak na ówczesne możliwości techniczne, analizy billingów rozmów telefonicznych, które do tych ustaleń doprowadziły.

Co ten wyrok oznacza dla Policji i policjantów?

– Policjantów przy tej sprawie pracowało wielu, podobnie jak prokuratorów. Jednak w publicznym przekazie, gdy mówi się o błędach w sprawie Krzysztofa Olewnika, ocenia się je przez pryzmat oskarżonych funkcjonariuszy. To jest wobec nich w oczywisty sposób nieuprawnione i krzywdzące. Dlatego ich obrona stała się w symbolicznym sensie obroną Policji i jej funkcji w śledztwie. W takim znaczeniu ciężar odpowiedzialności za sprawę był bardzo duży, odczuwaliśmy to mocno w ciągu tych kilku lat postępowania i w związku z tym ogromna jest nasza satysfakcja z wyniku, a ustalenia sądu, jego uwagi i oceny z pewnością służą także całej Policji. 

ANNA KRAWCZYŃSKA
zdj. Andrzej Mitura

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)