Policję mają w genach

Posterunek w Hrebennem w latach 1935–1939

Ze wspomnień Bronisława Mazurskiego, syna Jana – przedwojennego komendanta posterunku PP w Hrebennem

W Hrebennem, wiosce zamieszkanej przeważnie przez Rusinów (Ukraińców), posterunek policji był placówką szerzenia polskości, mającą duży wpływ na eliminowanie języka ruskiego z codziennego życia. Tam wszystkie kontakty mieszkańców z policjantami odbywały się po polsku.

W grudniu 1934 roku ojciec mój, starszy posterunkowy Policji Państwowej Jan Mazurski otrzymał z Komendy Wojewódzkiej Policji Państwowej we Lwowie pismo – nominację następującej treści: „Na podstawie art. 92 rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej o P. P. z dnia 6 marca 1928 r. w brzmieniu obwieszczenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z dnia 31 marca 1930 r. przenoszę Pana na koszt Skarbu Państwa z dniem l stycznia 1935 r. do Policji Państwowej w powiecie Rawa Ruska w charakterze komendanta posterunku Policji Państwowej w Hrebennem”. Nominację tę podpisał komendant wojewódzki PP we Lwowie inspektor Goździewski. Zgodnie z tym rozkazem ojciec objął stanowisko komendanta posterunku Policji Państwowej w Hrebennem.

ZAŁOGA

Przez pół roku mieszkaliśmy w Rawie Ruskiej, skąd do Hrebennego jest nieco więcej niż sześć kilometrów. Na ówczesne czasy było to dosyć daleko. Pociągi nie pasowały na codzienne dojeżdżanie, a szosą nie kursowały na tej trasie żadne publiczne środki lokomocji. Z Rawy Ruskiej do Hrebennego przeprowadziliśmy się w końcu lipca 1935 roku i zamieszkaliśmy w budynku, w którym mieścił się posterunek policji. Obiekt ten to duży murowany budynek z przybudówkami gospodarczymi, niewielkim sadem i sporym ogrodem warzywnym. Cała ta posiadłość ogrodzona była płotem, za którym była spora łąka w zakolu przepływającej rzeki.

Załoga posterunku do grudnia 1938 roku liczyła cztery osoby, a potem pięć. Byli to: ojciec – komendant, oraz jego podwładni policjanci:

– Starszy posterunkowy PP Jurysta Jan, urodzony w 1896 roku w Pacławiu. Od sierpnia 1916 roku do 30 X 1918 roku służył w armii austriackiej, w policji od 1919 roku.

– Posterunkowy PP Hajnosz Stanisław. Posterunkowy Hajnosz był zapalonym wędkarzem. Każdą wolną chwilę spędzał nad wodą. Rzeka przepływająca przez Hrebenne nie była rybna. Na większą rybę pan Hajnosz wybierał się na Sołokiję. Przywoził wtedy sporo dużych karpi.

– Posterunkowy PP Komorowski Lucjan – urodzony w 1908 roku w Warszawie. Był kawalerem, nie zdążył założyć rodziny. Lubił sport, jego pasją było kolarstwo. Każdego roku brał udział w zawodach kolarskich organizowanych przez Komendę Powiatową Policji Państwowej w Rawie Ruskiej. Mieszkanką Hrebennego była też jego siostra z dwojgiem dzieci Zbyszkiem i Wandą. U nich się on stołował.

– Posterunkowy PP Krawczyński Kazimierz, urodzony w 1913 roku w Kobylinie, w styczniu 1939 roku ukończył Normalną Szkołę Fachową dla Szeregowych PP w Mostach Wielkich i został przydzielony do pełnienia służby w policji na posterunku PP w Hrebennem.

SŁUŻBA

Rejon posterunku Hrebenne obejmował następujące miejscowości: Hrebenne, Siedliska, Prusie, Werchratę i za torami kolejowymi Kornie oraz Mosty Małe. Miejscowości te były bieżąco nadzorowane i wizytowane przez policjantów z posterunku Hrebenne. Służba policjantów nie była łatwa. Trwała często dwanaście godzin i dłużej w czasie doby. Podstawowe funkcje to zwalczanie przestępczości kryminalnej, a także utrzymanie porządku na obszarze należącym do posterunku Hrebenne. Teren posterunku policji w Hrebennem nie był zbyt spokojny. Zdarzały się wykroczenia i przestępstwa, które należało wykrywać i ścigać oraz im zapobiegać. Drobne kradzieże to przeważnie kradzieże drewna z lasów państwowych i prywatnych oraz płodów rolnych z pól uprawnych. W okresie pełnienia przez ojca funkcji komendanta posterunku policji popełnione zostały dwa morderstwa oraz okradzenie samochodu ciężarowego wiozącego alkohole z wytwórni win i wódek Baczewskiego ze Lwowa do Warszawy. Sprawcy tych przestępstw zostali wykryci, złapani i ukarani.

Niespokojnie też było w sprawach politycznych. Każdego roku w dniu pierwszego maja wywieszana była czerwona flaga na wieży cerkwi, co świadczyło, że we wiosce byli sympatycy, a może nawet członkowie partii komunistycznej. W Polsce międzywojennej partia komunistyczna była zdelegalizowana. Jakiekolwiek jej działanie było zabronione.

ŁĄCZNOŚĆ ZE ŚWIATEM

Posterunek policji w Hrebennem nie posiadał połączenia telefonicznego. Nie było też w Hrebennem urzędu pocztowego. Był to duży mankament w zakresie łączności ze światem. Aby wysłać list lub inną przesyłkę, chodziło się na stację kolejową. Tam w czasie postoju pociągu osobowego do skrzynki wagonu pocztowego wrzucało się wysyłaną pocztę. Czasami chodziło się do Siedlisk, bo tam była agencja urzędu pocztowego. Bywało też tak, że ojciec wyręczał się mną lub bratem Tadeuszem. Jadąc do szkoły dawano nam listy urzędowe, które doręczaliśmy do Komendy Powiatowej Policji Państwowej w Rawie Ruskiej.

Prasa do posterunku w Hrebennem docierała z pewnym opóźnieniem. Poczytną gazetą był „Ilustrowany Kurier Codzienny”. W zdecydowany sposób poprawiła się łączność ze światem, kiedy posterunkowy Jurysta kupił i zainstalował na posterunku radio głośnikowe, zasilane bateriami z dużą anteną i uziemieniem. Słuchano bieżących wiadomości z kraju i ze świata. Dużym powodzeniem cieszyła się cykliczna audycja „Lwowska Wesoła Fala”. Wtedy przed odbiornikiem gromadziła się duża grupa słuchaczy, których bawili i rozweselali Szczepcio i Tońcio. Nie pomylę się, jeżeli stwierdzę, że było to pierwsze w Hrebennem radio z głośnikiem. To historyczne wydarzenie w Hrebennem miało miejsce w 1937 roku.

ŻYCIE

Handel w Hrebennem był ubogi. Największą placówką handlową był sklep z towarami mieszanymi. Można było w nim kupić towary pierwszej potrzeby, takie jak sól, cukier i temu podobne artykuły. Ważnym towarem była nafta, bo Hrebenne nie było zelektryfikowane. Do oświetlenia mieszkań pozostała tylko lampa naftowa. Sklep ten był filią jakiejś spółdzielni, bo nazywano go kooperatywą.

Był też w Hrebennem prywatny mały sklepik z artykułami pierwszej potrzeby, który konkurował z kooperatywą. Oprócz tego w wiosce mieszkała rodzina żydowska, która zajmowała się handlem artykułami monopolowymi. Do nich ojciec posyłał mnie po papierosy. Za jedną złotówkę kupowałem paczkę rarytasów śląskich.

Z kolei w jednym z ostatnich zabudowań w małym gospodarstwie rolnym prowadzonym przez dwie siostry zaopatrywaliśmy się w artykuły nabiałowe – mleko, śmietanę, masło i jaja. Byliśmy zadowoleni, bo te produkty były zawsze świeże i smaczne. Po większe zakupy jeździło się do Rawy Ruskiej, przeważnie furmanką.

WOJNA

Nasz pięcioletni pobyt w Hrebennem przerywa napad Niemiec hitlerowskich na Polskę 1 września 1939 roku i rozpętanie drugiej wojny światowej. Groźne były komunikaty głoszone przez radio „Uwaga, uwaga, nadchodzi...”. Już w pierwszym dniu wojny bombardowana była Rawa Ruska. Samoloty z czarnymi krzyżami na skrzydłach nad Hrebennem zawracały, by zrzucać bomby na dworzec kolejowy w Rawie Ruskiej.

Kiedy wojska hitlerowskie zbliżały się pod Lwów i Rawę Ruską, ojciec otrzymał rozkaz likwidacji posterunku policji i udanie się wraz z załogą pod Tarnopol, w rejon koncentracji. Hrebenne opuszczaliśmy w nocy z 11 na 12 września 1939 roku. Ojciec ewakuował nas do Siedlisk i pożegnał się z nami.

Dalsze losy załogi posterunku policji w Hrebennem były tragiczne. 17 września 1939 roku Armia Czerwina wkroczyła na wschodnie tereny Polski, realizując postanowienia Paktu Ribbentrop – Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. Do niewoli sowieckiej dostała się ogromna ilość wojska polskiego i funkcjonariuszy Policji Państwowej. Nie udało się uniknąć sowieckiej niewoli ojcu, Juryście, Komorowskiemu i Krawczyńskiemu – policjantom z posterunku policji w Hrebennem. Osadzeni zostali w obozie jenieckim w Ostaszkowie. W kwietniu 1940 roku w ramach stalinowskiej zbrodni katyńskiej zostali pozbawieni życia strzałem w tył głowy w kazamatach NKWD w Kalininie (Twer) i pochowani w zbiorowej mogile na Polskim Cmentarzu Wojennym w Miednoje.

Najstarszy wiekiem był posterunkowy Hajnosz. Był bardziej świadomy i doświadczony jeszcze z pierwszej wojny światowej i wojny sowiecko‑polskiej w 1920 roku. Nie chcąc popaść w niewolę sowiecką, dołączył do oddziału wojska polskiego zdążającego ku południowej granicy Polski i dostał się na Węgry. Tam przebywał przez cały okres wojny.

wspominał BRONISŁAW MAZURSKI, syn Jana Mazurskiego

Kielce, maj 20l3 r.

oprac. ANNA KRAWCZYŃSKA

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)