Ja nie biorę!

„Bierz kasę i morda w kubeł!” – powiedział do młodego policjanta jego kolega z patrolu, stary wyga z wieloletnim stażem służby, podając mu 200 złotych.

W ciągu godziny wziął 400 złotych od kontrolowanego kierowcy mercedesa, 100 złotych od kierowcy tira i bezpłatne talony na siłownię od kobiety kierującej peugeotem.

– Ciarki chodziły mi po plecach. Na moich oczach łamane były zasady, w jakich mnie wychowano w domu i które wpajano mi w szkole policyjnej – wspomina młody funkcjonariusz.

W 2013 roku prokuratorzy postawili policjantom łącznie 630 zarzutów o przestępstwa o charakterze korupcyjnym, co stanowi 67 proc. wszystkich przestępstw zarzucanych funkcjonariuszom. 577 zarzutów miało związek ze służbą na drodze.

NAGRADZAĆ, CZY NIE NAGRADZAĆ?

Próby „wykupienia się” od kary mandatu i punktów karnych, a zwłaszcza od kary za jazdę po pijanemu zdarzają się na drogach każdego dnia. Niektórzy policjanci ulegają pokusie, przyjmując łapówki, a liczba ujawnionych przypadków z pewnością nie odzwierciedla skali problemu, istnieje bowiem ciemna liczba.

Policja próbuje przeciwdziałać temu zjawisku różnymi metodami. Biuro Spraw Wewnętrznych KGP prowadzi działania mające na celu zarówno ujawnianie przestępstw, jak i, wspólnie z kierownikami jednostek, działania prewencyjne. O korupcji mówi się policjantom podczas szkoleń i na odprawach, przypomina zasady etyki, pokazuje się bolesne następstwa w postaci utraty pracy i prawa do emerytury.

Ostatnio coraz częściej zdarza się, że policjanci zgłaszają próby przekupstwa i zatrzymują kierowców, którzy usiłowali to zrobić. Bardzo często przełożeni sięgają wówczas po nagrody dla tych, którzy nie ulegli pokusie.

Niedawno w Wielkopolsce nietrzeźwy kierowca proponował policjantom 800 złotych łapówki w zamian za odstąpienie od czynności. Policjanci zrobili jednak swoje, sprawa trafiła do prokuratury, funkcjonariusze dostali po kilkaset złotych nagrody. Podobne sytuacje zdarzają się w całej Polsce. W niektórych jednostkach przełożeni nie wręczają nagród po takim zdarzeniu, lecz przyznają policjantom punkty na poczet nagrody, tzw. promesę nagrodową.

Przez media przetoczyła się na ten temat dyskusja za sprawą zdarzenia w Ciechanowie. Policjanci zatrzymali kierowcę za próbę przekupstwa, za co otrzymali nagrody od przełożonego. Proponowana łapówka wynosiła 100 złotych, nagroda 700 zł. Dziennikarz lokalnego programu telewizyjnego przeprowadził sondę wśród mieszkańców, pytając, co o tym sądzą. Większość uznała, że nagradzanie za coś, co powinno należeć do podstawowych zasad i obowiązków, jest niewłaściwe, nieliczni twierdzili jednak, że wszystkie sposoby walki z korupcją są dobre.

Krytycznie wypowiedział się na ten temat w mediach prof. Jan Widacki. „Jeżeli nagradza się za zachowania zgodne z prawem, to znaczy, że policja jest zdemoralizowana” – mówił.

Jednak wielu przełożonych uważa, że nagradzanie policjantów za przeciwstawienie się korupcji jest jednym ze sposobów walki z tym zjawiskiem i propagowaniem właściwych postaw.

Dyrektor Biura Spraw Wewnętrznych KGP insp. Ryszard Walczuk jest bardziej powściągliwy.

– Zalecałbym tu dużą ostrożność. Zdarzało się, że policjanci, którzy zgłaszali próbę przekupstwa, byli jakiś czas później zatrzymywani przez BSW. Niedawno mieliśmy przypadek, gdy policjant dostał 250 złotych nagrody za to, że nie uległ korupcji, a dosłownie dwa dni później zatrzymaliśmy go po tym, jak wziął 100 złotych w zamian za odstąpienie od ukarania mandatem. Robił takie rzeczy od dawna, a zgłoszenie próby przekupstwa miało na celu stworzenie sobie parawanu ochronnego – przestrzega insp. Walczuk.

BOHATER CZY DONOSICIEL?

O ile można dyskutować, czy odmowa przyjęcia łapówki jest szczególną zasługą, to przeciwstawienie się koledze policjantowi, który korupcji ulega, wymaga prawdziwej odwagi. Czasem ten odważny płaci za to wysoką cenę, jak policjant, od którego historii zaczyna się ten tekst. Ze względu na charakter sprawy nie podajemy nazwiska rozmówcy ani jednostki, w której pełni służbę.

– Przyszedłem do Policji z głębokim przekonaniem, że tu pracują najbardziej praworządni ludzie, bo przecież mają pilnować przestrzegania prawa – mówi policjant, który odmówił uczestniczenia w korupcyjnym procederze. – A tu na moich oczach wszystkie zasady były złamane. Przypomniałem sobie przykłady korupcyjnych zachowań i ich konsekwencje, o których nam mówili na kursie w szkole Policji. Odmówiłem, powiedziałem, że to mnie nie interesuje.

„Weźmiesz, czy nie weźmiesz i tak jesteś już w ciemnej d…., bo ci zarzucą, że nie zareagowałeś. Nie masz wyjścia” – naciskał kolega.

– Przez chwilę poczułem się jak w matni, przed oczami miałem wizję utraty pracy. Ale nie miałem wątpliwości, co powinienem zrobić. Tak zostałem wychowany – wspomina młody.

Poinformował o wszystkim swojego przełożonego, a ten natychmiast Biuro Spraw Wewnętrznych. Starego policjanta zatrzymano. Miał przy sobie pieniądze i wspomniane talony. Wkrótce ustalono, kim byli kierowcy. Przyznali się do wręczenia łapówek. Potwierdzają to również zabezpieczone nagrania z ulicznego monitoringu. Policjant łapówkarz został aresztowany.

Mimo że komendant wojewódzki pogratulował młodemu funkcjonariuszowi wzorowej postawy, to jednak całe zdarzenie było dla niego ogromną traumą.

– Choć wiedziałem, że postąpiłem słusznie, to z nerwów nie spałem całą noc – opowiada. – Potem był prokurator, przesłuchanie i cała procedura. Żyłem w ogromnym stresie. Nie wiem, jak bym to przetrzymał bez pomocy przełożonych. Zapewnili mi wsparcie psychologa i wysłali na tygodniowy urlop.

Jeszcze większy stres zaczął się później, okazało się bowiem, że większość kolegów odwróciła się od niego. Nie chcieli pełnić z nim służby, nazywali go kapusiem i sprzedawczykiem. Policjant poprosił o przeniesienie do innej jednostki. Kiedy rozkaz o przeniesieniu był już gotowy, policjanci z tej nowej jednostki przekazali mu przez znajomego: „Lepiej niech tu do nas nie przychodzi, bo go zaje…”.

Wtedy młody policjant postanowił, że nie będzie uciekał. Poprosił o wycofanie rozkazu o przeniesieniu i został w swojej jednostce.

– Nie zrobiłem nic złego, żebym musiał się chować. Zostanę tu i będę robił swoje – powiedział.

Po jakimś czasie zauważył, że atmosfera wokół niego zaczęła się zmieniać. Zaczęli go popierać zwłaszcza młodzi policjanci, kilku gratulowało mu odwagi, a pewnego dnia jeden ze starszych stażem kolegów powiedział mu: „Ja nie biorę. Jak chcesz, to możemy jeździć w patrolu razem”.

OCHRANIAĆ, CZY MIEĆ ŚWIĘTY SPOKÓJ?

W 2012 roku Fundacja im. Stefana Batorego opublikowała raport pt. „Bohaterowie czy donosiciele? Co Polacy myślą o osobach ujawniających nieprawidłowości w miejscu pracy?”.

Z raportu wynika, że około 70 proc. badanych uznałoby taką osobę za odpowiedzialną, uczciwą, myślącą w kategoriach społecznych, lojalną wobec firmy, ale około 9 proc. określiłoby ją: „kapuś”, „gumowe ucho”, 8 proc. – „idealista, naiwniak”, a 7 proc. – „głupiec, który niepotrzebnie się naraża”.

Jedno z pytań ankiety omawianej we wspomnianym raporcie dotyczyło Policji. Na pytanie: „Jak powinien zareagować policjant, który wie, że inny policjant przyjmuje łapówki?” (patrz wykres), 80 proc. badanych uważało, że nie należy przymykać oczu na korupcję. Jednak wcale niemało respondentów, bo w sumie około 70 proc., wskazywało przy odpowiedziach na inne pytania, że osoby, które reagują na nieprawidłowości, sporo ryzykują. Powszechne było odczucie, że osoby sygnalizujące nieprawidłowości nie spotykają się z odpowiednią ochroną.

WSPARCIE PRZEŁOŻONYCH

– Bardzo wiele zależy tu od przełożonych – mówi mł. insp. Mirosław Łuczkiewicz, naczelnik BSW w Katowicach. – Powinno być tak jak w przedstawionej historii młodego policjanta, gdzie przełożeni zrobili wszystko co trzeba: otoczyli go dyskretną opieką, łącznie z pomocą psychologa, a w jednostce prowadzili szkolenia i rozmowy na temat korupcji, a zwłaszcza jej konsekwencji.

Nie wszędzie jednak przełożeni policjantów potrafili w takiej sprawie stanąć na wysokości zadania. Funkcjonariusz drogówki w jednym z miast, który ujawnił zachowania korupcyjne swojego kolegi, został poddany takiemu ostracyzmowi środowiska, że przełożony „dla świętego spokoju” przeniósł go do patrolu pieszego. Środowisko potraktowało to jako karę, a koledzy z drogówki przy każdej okazji powtarzali mu z satysfakcją: „No i co koleś? Doigrałeś się!”.

W podobnie trudnej sytuacji znalazła się młoda policjantka, która poinformowała przełożonych, że jej kolega z patrolu bierze łapówki. Prokuratura uznała, że zgromadzone przez BSW materiały nie dostarczyły wystarczających dowodów i sprawę umorzyła. Domniemany łapówkarz triumfuje, policjantka była tak szykanowana, że musiała przenieść się do innej komendy.

– Ujawnienie, że kolega bierze łapówki, to jest bardzo trudna decyzja, wciąż jeszcze przez część środowiska traktowana jak donoszenie – mówi dyrektor Biura Spraw Wewnętrznych KGP insp. Ryszard Walczuk. – Policjant, który się na to decyduje, musi czuć się bezpiecznie, musi mieć pewność, że jego przełożony będzie stał za nim murem i nie pozwoli zrobić mu krzywdy. Dopiero wtedy, gdy taka postawa przełożonych będzie powszechna i czytelna, to łapówkarze, a nie ci, którzy im się przeciwstawiają, będą poddani ostracyzmowi środowiska. A to jest najważniejszy warunek zwalczania tego przestępstwa w naszych szeregach.

ELŻBIETA SITEK
zdj. Przemysław Kacak


 


Transparency International opublikowała Indeks Percepcji Korupcji za rok 2013. Wynika z niego, że najmniejsza jest skala korupcji w Danii, Nowej Zelandii, Finlandii, Szwecji i Norwegii (od 91 do 86 punktów w skali od 0 do 100, gdzie 100 jest oceną najlepszą).

Polska znalazła się na 38. miejscu, uzyskując 60 punktów, w 2012 r. – była na miejscu 41. z 58 punktami. Za Polską znalazły się m.in. Hiszpania – 40. miejsce, Litwa – 43., Węgry – 47., Łotwa – 49. i Czechy – 57. Dla porównania Estonia z 68 punktami jest na 28. miejscu. Ostatnie miejsca spośród poddanych badaniom 177 krajów zajęły Somalia, Korea Północna i Afganistan, uzyskując od 8 do 5 punktów).

Przygotowywany przez Transparency International rokrocznie od 1995 roku Indeks Percepcji Korupcji (CPI) jest czołowym wyznacznikiem percepcji korupcji w sektorze publicznym.


Komisja Europejska opublikowała w marcu 2014 roku pierwszy raport antykorupcyjny ukazujący skalę tego problemu w 28 państwach członkowskich UE. W raporcie wskazano m.in., że 82 proc. Polaków zgadza się ze stwierdzeniem, iż korupcja jest powszechnym zjawiskiem w ich kraju, a 15 proc. spotkało się z sugestią wręczenia łapówki lub też w inny sposób było świadkami korupcji w minionym roku, głównie w kontekście opieki zdrowotnej. 32 proc. przedsiębiorców podaje korupcję jako przeszkodę w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce, a jednocześnie 92 proc. uważa łapówki za jeden z najłatwiejszych sposobów uzyskania usług w sektorze publicznym.

Komisja Europejska uważa, że Polska powinna mieć bardziej spójną strategię walki z korupcją, a także powinna wzmocnić mechanizmy chroniące CBA przed ewentualnym upolitycznieniem. Jako pozytywne przykłady walki z korupcją w Polsce KE podała działalność NIK i RPO.


Według badań CBOS przeprowadzonych w lipcu 2013 roku korupcja najczęściej występuje:

– wśród polityków – tak uważa 62 proc. badanych,

– w służbie zdrowia – 53 proc. badanych,

– w wymiarze sprawiedliwości i prokuraturze – 31 proc.,

– w sektorze urzędników szczebla lokalnego – 27 proc.,

– w policji – 21 proc.,

– w urzędach centralnych i ministerstwach – 18 proc.,

– w firmach państwowych – 13 proc.,

– w firmach prywatnych – 9 proc.

Zdaniem ankietowanych obszarami najmniej skażonymi korupcją są:

– szkolnictwo – tak uważa 3 proc. respondentów,

– bankowość – 2 proc.,

– wojsko – 1 proc.


Fundacja im. Stefana Batorego przygotowała w 2012 roku raport pt. „Bohaterowie czy donosiciele? Co Polacy myślą o osobach ujawniających nieprawidłowości w miejscu pracy?”. Prezentuje on wyniki badania opinii publicznej na temat stosunku Polaków do tzw. sygnalistów, czyli osób, które nie pozostają obojętne na nieprawidłowe zachowania w miejscu pracy, w tym na zachowania o charakterze korupcyjnym.

Wynika z niego, że Polacy nie są obojętni na nieprawidłowości, gdyż tylko marginalna liczba ankietowanych stwierdza, że zawiadamianie o nieprawidłowościach w firmie nie leży w kompetencjach pracownika. Większość opowiada się za rozwiązywaniem problemów firmy we własnym zakresie, bez szukania interwencji u organów zewnętrznych. Wyjątek od tej reguły stanowią sytuacje zagrożenia zdrowia i życia (np. prowadzenie pojazdu po pijanemu), kiedy to wyrażane jest jednoznaczne poparcie dla działań demaskatorskich.

Ochrona prawna osób sygnalizujących nieprawidłowości oceniana jest jako niewystarczająca. Wzmocnienie tej ochrony mogłoby skutkować zwiększeniem zasięgu zjawiska sygnalizowania nieprawidłowości, gdyż, jak wynika z badania, dominuje obawa przed działaniami odwetowymi ze strony pracodawcy, zwłaszcza przed zwolnieniem z pracy oraz szykanami ze strony współpracowników.

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 3.5/5 (4)