Forrest Gump w mundurze

Drobna, delikatna, szczupła blondynka. Patrząc na nią, trudno uwierzyć, że nie tylko startuje, ale i wygrywa mordercze biegi. Niestraszne jej błoto, robactwo, chaszcze ani bagna. Brudna, wycieńczona, ale szczęśliwa znów staje na podium w jednym z najbardziej ekstremalnych biegów w Polsce. W tym roku kolejny raz na jej szyi zawisła symboliczna podkowa, bo na metę Katorżnika dobiegła pierwsza, szósty raz z rzędu.

Sierż. Anna Ficner

Wołają na nią Forrest Gump – i nie dlatego, że żyje w swoim świecie. Główny bohater kultowego filmu, biegnąc, przemierzył Stany Zjednoczone, Anna co prawda Polski wzdłuż jeszcze nie przebiegła, ale dorobkiem sportowym od niego nie odstaje. Na koncie ma setki medali. Półki uginają się pod ciężarem pucharów. Czasami zdobywane łatwiej, niekiedy nadludzkim wysiłkiem, ale nagroda to pamiątka. Trenuje niezmiennie odkąd skończyła 16 lat. Sportową pasją zaraziła ją nauczycielka, która w swojej młodości na ogólnopolskich mistrzostwach zajmowała wysokie miejsca.

– W technikum WF prowadziła z nami kobieta, która kiedyś biegała wyczynowo i to ona zaszczepiła we mnie tę pasję. Trwa to nieprzerwanie od 14 lat – mówi sierż. Anna Ficner.

BYLE W MUNDURZE

Za przykładem nauczycielki ukończyła Akademię Wychowania Fizycznego, ale uczyć w szkole nie chciała, bo, jak twierdzi, od zawsze pociągały ją służby mundurowe.

– Pracę zaczynałam od stażu w straży pożarnej, potem złożyłam dokumenty do Policji. Musiałam czekać 1,5 roku, aby się udało, choć wcale nie było łatwo – wspomina.

W 2012 roku trafiła do Zespołu Patrolowo-Interwencyjnego Wydziału Prewencji Komendy Powiatowej Policji w Złotoryi na Dolnym Śląsku, gdzie pracuje do dziś. Przyznaje, że nie odnalazłaby się w pracy biurowej. Woli patrolować miejskie ulice, wyjeżdżać na interwencje, a kiedy trzeba, pomagać w usprawnianiu ruchu drogowego. Energii ma aż za dużo, trudno jej usiedzieć w miejscu. Dlatego, gdzieś musi ją wykorzystać. Najczęściej biegając. Biega też wtedy, gdy praca przynosi chwilowe rozterki. Będąc policjantką Anna widziała niejedno.

– Czasami, gdy nic nie układa się po mojej myśli, kiedy jestem świadkiem jakichś konfliktów, muszę odreagować. Nakładam wtedy dres i idę pobiegać. Przechodzi mi. To jest jak lekarstwo. Zapominam o tym co złe, rozmyślam o kolejnym starcie – mówi sierż. Anna Ficner.

W POSZUKIWANIU PRZYGÓD

A startuje często. Tylko w 2014 roku do mety dobiegała 35 razy, a do sierpnia br. ma za sobą 21 wyścigów. Jednym z nich był Orlen Warsaw Marathon, pierwszy maraton w sportowej karierze Anny. Wystartowała z 20 tys. biegaczy, a do mety dobiegła jako 11 kobieta, w tym druga Polka. Pokonując ponad 42 km (z czasem 2:57:25), wyprzedziła rywalki z różnych stron świata, często zawodowe biegaczki, a Anna nadal uważa się za amatorkę. Do maratonu przygotowywała się trzy miesiące, ale o tym, gdzie wystartuje, często decyduje przypadek.

– Otwieram jakąś przeglądarkę internetową i szukam wyścigów. Bywa, że zapisuję się w ostatniej chwili, nierzadko biorę udział w biegu tuż po albo nawet przed służbą – wyznaje Anna.

Choć lubi spontaniczność, w terminarzu od lat ma kilka stałych pozycji. Co roku w Złotoryi bierze udział w Biegu Szlakiem Wygasłych Wulkanów. Mimo że nie należy on do łatwych, wygrywa za każdym razem, czyli od sześciu lat. To tutaj zaprawiła się w biegach przez piachy, krzaki i bagna. O Katorżniku usłyszała w radiu. Zaintrygował ją. Postanowiła spróbować.

– To była chęć sprawdzenia siebie i pokonania własnych słabości. Kiedy usłyszałam o tym wykańczającym biegu, musiałam zobaczyć, jak to jest – mówi sierż. Anna Ficner.

SPORTOWE SUKCESY

Siebie przekonywać nie musiała, ojca już tak, gdyż początkowo był przeciwny. Bo Katorżnik uchodzi za jeden z najcięższych biegów przełajowych w kraju. Uczestnicy do ostatnich chwil nie wiedzą, jaką trasę będą mieli do przebycia. Z reguły wynosi minimum 10 km. Biegacze pokonują trzęsawiska, rowy melioracyjne, bagna, a także specjalnie skonstruowane przeszkody.

– Gdziekolwiek wystartuję, tato zawsze się martwi. Słyszę wtedy „Po co? Nadwerężysz się! Kolana cię będą bolały! Jeszcze coś ci się stanie?!”. Ale tak naprawdę on się z każdego mojego wyścigu bardzo cieszy i jest ze mnie dumny. Zresztą cała moja rodzina to mój tzw. team. Kiedy biegnę, kibicują mi, podadzą ręcznik, butelkę z wodą. To mobilizuje – podkreśla Anna.

Wygranej się nie spodziewała, bardziej obawiała się, czy dotrwa do końca. Mimo że uważa się za upartą i jej zdarzały się porażki. Kiedy na mistrzostwach biegów przełajowych zeszła z trasy, była sobą zawiedziona. Do dziś nie umie wytłumaczyć, co się wydarzyło. Od tamtej pory nie rezygnuje.

Zdobywając I miejsce w kategorii kobiet w VI Biegu Katorżnika, nie wierzyła. – Szok – tak komentuje swoje zwycięstwo. Ale na jednym nie poprzestała. Od tamtej pory startuje co roku, za każdym razem pozbawiając rywalki złudzeń, kto jest najlepszy.

– Po pierwszej wygranej nie mogłam odpuścić. Zawsze uważam, że mogę być lepsza niż poprzednio. Pomaga mi w tym wytrzymałość i adrenalina – kwituje.

Anny nie dziwi coraz większa popularność Biegu Katorżnika. Kiedyś można było się zapisać niemal w dowolnej chwili, dziś dla chętnych do zmagań już na kilka miesięcy przed startem może zabraknąć miejsca. Dlatego przezornie dzwoni wcześniej, ale choć jest to stała rywalizacja z jej udziałem, jak twierdzi nie najważniejsza. Za swój największy sukces uważa zdobycie srebra w mistrzostwach Polski w biegu górskim, jeszcze za czasów jej nauki w szkole średniej.

– To był mój pierwszy poważny medal. Byłam taka szczęśliwa. Stojąc na podium trudno było uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Dodatkowo dostałam powołanie na mistrzostwa świata na Alaskę. Niestety nie mogłam sobie na to pozwolić. Dla 18-letniej dziewczyny był to wtedy ogromny wydatek. Potrzebnej na taki wyjazd kwoty nie uzyskałam też od sponsorów. Było mi przykro, że nie pojechałam, ale i tak uważam za wielki sukces fakt, że miałam taką szansę – wspomina Anna Ficner.

PRZEDE WSZYSTKIM SŁUŻBA

Sierżant Anna Ficner kiedy tylko może, oddaje się sportowym pasjom, ale nie zapomina, że jest  przede wszystkim policjantką. Przełożeni poszli na kompromis. Pozwalają jej na treningi i udziały w wyścigach, ale nie kosztem pracy. Ona z tych przywilejów korzysta, choć nie nadużywa.

– Pasja Anny nie ma wpływu na jej pracę. Jest osobą zdyscyplinowaną i dyspozycyjną, wie, że priorytetem jest służba. Jeśli to nie koliduje z pracą, nie utrudniamy jej możliwości startowania w zawodach, tym bardziej że sprawność fizyczna przydaje się podczas pełnienia służby. Anna jest zaangażowaną policjantką, sumiennie wykonuje powierzone jej zadania, a przez osiągnięcia sportowe i efektywność w służbie była wielokrotnie nagradzana przez komendantów powiatowego i wojewódzkiego. My naprawdę zauważamy jej niecodzienne osiągnięcia – podkreśla asp. sztab. Henryk Gawron, naczelnik Wydziału Prewencji KPP w Złotoryi, przełożony Anny Ficner.

Podobne zdanie mają jej koledzy z komisariatu. Sierż. sztab. Mateusz Suchecki, kolega Anny z patrolu, podkreśla, że jest pomocna i koleżeńska, profesjonalnie podchodzi do swoich zadań.

Jej sukcesy to powód do dumy dla całej ekipy z Komendy Powiatowej Policji w Złotoryi.

– Na Annie zawsze można polegać, to miła i empatyczna osoba, a jej postawa jest godna naśladowania. Jest tutaj podziwiana za to, co robi, jak pracuje i jak godzi swoją pasję życiową ze służbą – mówi mł. asp. Iwona Król-Szymajda, oficer prasowy KPP w Złotoryi.

Mimo licznych sukcesów Anna nie wybiega myślami daleko w przyszłość. Najważniejsze, by biegać tak długo, na ile pozwoli jej zdrowie. W najbliższym czasie chciałaby wystartować w Karpaczu w ekstremalnym biegu na skocznię Kill the Devil Hill oraz w VI Mistrzostwach Polski Policji w Biegu na 10 km, nie zraża jej nawet to, że obie rywalizacje odbędą się tego samego dnia. Pewnie i z tym sobie poradzi, bo w przeciwieństwie do Forresta Gumpa, dla Anny życie nie jest pudełkiem czekoladek, kiedy nie wiadomo, na którą się trafi, bo choćby była gorzka, zawsze powtarza – Nigdy się nie poddawaj!

HONORATA SZANDECKA
zdj. Piotr Lison i Andrzej Mitura

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)