Oni już tu są

Raport o sposobie działania Państwa Islamskiego

 

Zmiany w sposobie działania Państwa Islamskiego – taki tytuł nosi opublikowany 2 grudnia 2016 r. raport Europolu podsumowujący doświadczenia zebrane w ciągu ostatnich lat walki z samozwańczym kalifatem. I choć trudno odnaleźć w nim elementy zupełnie nowe, to jednak należy potraktować go jako kolejny ważny głos ostrzegający przed rosnącym zagrożeniem ze strony islamskiego terroryzmu.

Główna konkluzja raportu to ostrzeżenie przed atakami przeprowadzanymi przez dżihadystów z terrorystycznej organizacji Państwo Islamskie, której kilkudziesięciu bojowników zdolnych do przeprowadzenia zamachów miało przedostać się do Europy. Następnych Europol spodziewa się wraz z kolejnymi porażkami ponoszonymi przez kalifat w walkach w Syrii i Iraku.

WSZCZYSCY SĄ ZAGROŻENI

W ciągu ostatnich  kilkunastu miesięcy najbardziej dotknięta zamachami została Francja. Do grona mocno zagrożonych państw zaliczono także Belgię, Niemcy, Danię i Wielką Brytanię. Ale, co podkreślają autorzy raportu, zagrożone są wszystkie państwa uczestniczące w koalicji walczącej z Państwem Islamskim pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych.

Dlaczego Francja? Eksperci Europolu wskazują na kilka powodów. Pierwszy to fakt, że przez wielu jest ona uważana za symbol i centrum zachodniej kultury, której fundamentem są takie pojęcia, jak wolność, demokracja, prawa człowieka i rozdział religii od państwa. Historycznie, politycznie i gospodarczo jest też bardzo mocno zaangażowana w świecie muzułmańskim, głównie w Algierii, Iraku, Libanie i Syrii. Obecność Francji w tych krajach, często związana z obroną własnych interesów, doprowadziła do konfliktów z różnymi grupami dżihadystów. Kolejny powód to silna we Francji tradycja laickości, przejawiająca się m.in. w stanowionym prawie. W 2004 r. przyjęto tam ustawę zakazującą noszenia widocznych oznak religijnych w szkołach, a w 2010 roku zabraniającą zasłaniania twarzy w miejscach publicznych. Przez wiele środowisk ustawy te zostały uznane za wymierzone w środowiska muzułmańskie. Ale ataki są przeprowadzane we Francji także dlatego, że pojawiają się tam sprzyjające warunki do ich planowania i organizowania. Zdaniem autorów raportu, taką okolicznością jest wysoki poziom społecznej i gospodarczej izolacji muzułmanów na obrzeżach niektórych francuskich miast. Tworzy ona sprzyjające warunki, w których liczna populacja młodych ludzi, szczególnie tych, którzy mieli już wcześniej konflikt z prawem, staje się podatna na rekrutację prowadzoną przez dżihadystyczne organizacje. Konsekwencją tego jest m.in. wyjazd licznej grupy obywateli francuskich, muzułmanów, którzy wyjechali, by walczyć w szeregach Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku. Według danych z września 2016 r. wciąż było ich tam około 700.

SCENARIUSZE I STRATEGIE

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem przyszłego ataku terrorystycznego jest powtórka, być może z niewielkimi modyfikacjami, z ataków przeprowadzonych w Paryżu (13 listopada 2015 r.), Brukseli (22 marca 2016 r.) i Nicei (14 lipca 2016 r.). Wynika to z faktu, że wspomniane zamachy z punktu widzenia dżihadystów zakończyły się sukcesem.

Eksperci Europolu przypominają, że te scenariusze zostały wypracowywane, doskonalone i testowane na przestrzeni kilku ostatnich lat. Początkowo na Bliskim Wschodzie, gdzie koncentrowała się w pierwszych latach istnienia kalifatu działalność dzihadystów spod czarnego sztandaru. W tym okresie terroryści z Państwa Islamskiego organizowali zamachy głównie w krajach muzułmańskich, a na swoje ofiary wybierali najczęściej turystów z państw Zachodu. Najtragiczniejszymi atakami były te na Muzeum Bardo w Tunisie z 18 marca 2015 r., w którym zginęły 24 osoby, a ponad 50 zostało rannych, i przeprowadzony pięć tygodni później atak na hotel w Tunezyjskim kurorcie Susa. Tragiczny bilans tego zamachu to 39 ofiar śmiertelnych i 36 rannych. Zmianę strategii, polegającą na wyjściu z atakami poza obszar Bliskiego Wschodu, sygnalizował, zdaniem autorów raportu, zamach bombowy przeprowadzony 31 października 2015 r. na samolot Airbus A321 rosyjskiej linii lotniczej Metrojet, lecący z Egiptu do Rosji, w którym zginęły 224 osoby, a potwierdziły przeprowadzone kilkanaście dni później ataki w Paryżu i Saint Denis oraz zamach z marca 2016 r. w Brukseli. Potem liczba prób i samych ataków zaczęła lawinowo rosnąć. Do lipca 2016 r. służby różnych państw powiązały Państwo Islamskie z ponad setką prób i ataków przeprowadzonych w Europie, Ameryce Północnej i Australii.

Wspomniane ataki w Europie pokazały, że organizacyjnie terroryści są w stanie szybko i efektywnie zaplanować i przeprowadzić stosunkowo skomplikowany atak. I nic nie wskazuje na to, żeby się to miało zmienić. Mimo porażek, jakie Państwo Islamskie ponosi na Bliskim Wschodzie, i związanym z tym znacznym spadkiem dochodów nie powinno mieć ono kłopotów z finansowaniem kolejnych ataków. Po pierwsze dlatego, że nie wymagają one dużych nakładów, najlepszym przykładem takich „tanich” zamachów były te przeprowadzone w Nicei czy ostatnio w Berlinie, w których wykorzystano ciężarówki, a po drugie dżihadyści utratę jednych źródeł finansowania zastępują innymi. W najbliższych miesiącach należy się spodziewać przenoszenia źródeł finansowania z Syrii i Iraku do bardziej bezpiecznych z punktu widzenia dżihadystów miejsc, w tym do Europy i Afryki Północnej.

W raporcie podkreślono jednak, że strategie i taktyka działania dżihadystów będą ewoluować. Zdaniem ekspertów Europolu kolejnym krokiem po wykorzystaniu zamachowców samobójców, będą samochody pułapki, tak często ostatnio stosowane np. w Stambule. Europa musi być także przygotowana na porwania, których celem będzie, oprócz wzbudzenia strachu, próba wymiany porwanego na uwięzionego dżihadystę lub żądanie okupu. O intensyfikację tego typu działań, jak przypominają autorzy raportu, zaapelował w lipcu 2016 r. następca Osamy bin Ladena Ajman az-Zawahiri. Jeśli udałoby się dżihadystom dokonać porwań na terenie Europy, byłoby to również ważne przesłanie dla islamistycznego świata: jesteśmy silni, możemy skutecznie działać na terytorium wroga. Do listy spodziewanych działań wymienionych w raporcie należy też dodać wykorzystywanie do zamachów samobójczych dzieci oraz dronów. Te ostatnie były intensywnie testowane w ostatnich tygodniach w czasie walk w Iraku. Bojownicy Państwa Islamskiego wykorzystują niewielkie cywilne maszyny dostępne w supermarketach do przeprowadzania ataków bombowych, misji zwiadowczych, szczególnie w czasie walk w miastach i do filmowania swoich akcji do celów propagandowych. Rozmiar i charakterystyka takiej maszyny sprawia, że jest ona niezwykle trudna do wykrycia i unieszkodliwienia. Nie trzeba szczególnie dużej wyobraźni, by zdać sobie sprawę, jak niebezpieczny może być taki dron wykorzystany np. w ataku chemicznym w jednym z gęsto zaludnionych europejskich miast.

CELE I PROPAGANDA

Nowa strategia przejawiła się także intensyfikacją działalności propagandowej, której autorem i głównym aktorem był zabity 30 sierpnia 2016 r. w amerykańskim nalocie rzecznik prasowy Państwa Islamskiego Abu Muhammed al-Adnani. To on w publikowanych odezwach i nagraniach wzywał muzułmanów do dżihadu, który „miał rozpalić przerażenie w sercach niewiernych”, a którego celem miało być doprowadzenie do sytuacji, w której „sąsiad będzie się bał swojego sąsiada”. Dżihadystyczna propaganda składa się z dwóch przeplatających się nurtów. Ideologicznego, mającego skłonić do działania i dać mu moralne uzasadnienie, oraz instruktażowego, który zdecydowanym działać przekazuje konkretne wskazówki dotyczące sposobów realizacji zamachu. O sile pierwszego nurtu świadczy fakt, że upowszechnia się w Europie sposób przeprowadzania zamachów powszechnie znany i stosowany na Bliskim Wschodzie, czyli zamachy samobójcze. Ten drugi umożliwia lub ułatwia działalność przede wszystkim tzw. samotnym wilkom, dla których internet to jedyny sposób na kontakt z dzihadystami. Przekazywane wskazówki ułatwiają wybór narzędzia, cel i sposób jego realizacji. Jeśli chodzi o cele, wskazówki są dość ogólne. Ma to być tłumnie odwiedzany cel cywilny, co gwarantuje dużą liczbę ofiar, taki jak: stadiony, teatry, stacje metra, lotniska czy kawiarniane ogródki. Dobrym celem są także te kojarzone z instytucjami atakowanego państwa, np. żołnierze i policjanci. Przykładem realizacji tej pierwszej wskazówki był atak przeprowadzony 22 marca na międzynarodowe lotnisko Zaventem i stacje metra w Brukseli. Wybór miejsca i duża liczba ofiar przyciągnęła uwagę mediów na całym świecie, a więc cel dżihadystów został osiągnięty. Jeśli chodzi o narzędzia, to z  publikowanych instrukcji wynika, że o jego wyborze powinna decydować dostępność i skuteczność w zadawaniu śmierci. Zamach w Nicei udowodnił, jak łatwo o narzędzie spełniające te dwa warunki.    

O tym, jak wielką wagę przywiązuje Państwo Islamskie do propagandy, świadczy rozmach, z jakim zbudowano medialną maszynę. Już w maju 2014 r. powstała Al-Hayat Media Center, komórka odpowiedzialna w tzw. Państwie Islamskim za produkcję i kolportaż propagandowych materiałów. To ona w ramach swojej działalności wydaje w kilku językach internetowy magazyn „Dabiq” poświęcony „jedności muzułmanów, poszukiwaniu prawdy, migracji, świętej wojnie oraz sprawom wspólnoty”. Produkuje też program telewizyjny Al-Hayat, który nadawany jest po angielsku, niemiecku i francusku. Materiały propagandowe publikowane są w 23 językach. Najwięcej w arabskim, potem w angielskim i rosyjskim. Utworzona została także agencja prasowa Al-Amak, wydająca oficjalne komunikaty dotyczące działalności dżihadystów.

W historii terroryzmu nie było organizacji tak skutecznej w produkowaniu i wykorzystywaniu propagandy, jak Państwo Islamskie. Dlaczego tak się dzieje? Częściowej odpowiedzi udzielili dezerterzy z Państwa Islamskiego na łamach amerykańskiego Newsweeka. Twierdzą oni, że za tym sukcesem stoją byli pracownicy organizacji dziennikarskich oraz firm technologicznych. 

KLAUDIUSZ KRYCZKA
rys. Piotr Maciejczak

A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 0/5 (0)