Jak w „Milczeniu owiec”

Nie wszystkie działania można ujawnić, o wielu wspomnieć można jedynie w sposób ogólny. Zaczęło się w styczniu 1999 roku, kiedy to kierujący tzw. pchaczem barek „Łoś” dokonał w okolicy progu wodnego Dąbie na Wiśle pod Krakowem makabrycznego odkrycia – w elementy silnika wkręcił się wielki płat skóry. Początkowo sądził, że to skóra zwierzęca, ale po wyciągnięciu z wody zobaczył na krawędzi skóry ludzkie ucho...

  • Pchacz barek „Łoś” na Wiśle w Krakowie, w którego silnik w styczniu 1999 roku wkręcił się płat ludzkiej skóry
    Pchacz barek „Łoś” na Wiśle w Krakowie, w którego silnik w styczniu 1999 roku wkręcił się płat ludzkiej skóry
  • Przeszukanie Wisły w październiku 2016 roku z użyciem niestosowanego wcześniej najnowocześniejszego sprzętu, m.in. sonaru o wysokiej częstotliwości, kamer i technologii GPS
    Przeszukanie Wisły w październiku 2016 roku z użyciem niestosowanego wcześniej najnowocześniejszego sprzętu, m.in. sonaru o wysokiej częstotliwości, kamer i technologii GPS

WYPREPAROWANA WPRAWNĄ RĘKĄ

Tydzień później nieco dalej w Wiśle znalezione zostały noga i kawałek pośladka. Badania DNA potwierdziły, że szczątki należały do tej samej osoby, co skóra. Dość szybko ustalono, że ofiarą była zaginiona dwa miesiące wcześniej 23-letnia studentka religioznawstwa na UJ Katarzyna Z. Szukano jej od 12 listopada 1998 r., kiedy to nie przyszła na umówione spotkanie z matką.

Pierwsze ustalenia śledztwa, zwłaszcza informacje o depresji dziewczyny, wskazywały na prawdopodobieństwo samobójstwa. Zakładano, że dziewczyna utopiła się w rzece, a rozkawałkowania ciała dokonały pływające Wisłą barki. Ale sprawdzano też inne hipotezy.

Śledztwo zostało umorzone w 2000 roku. Jak mówią policjanci z krakowskiego Archiwum X, to właśnie ta sprawa dała impuls do utworzenia grupy śledczej nazwanej później Archiwum X. Przez kilka lat policjanci z tej grupy prowadzili czynności w sprawie o kryptonimie „Skóra”, mimo że nie była ona formalnie podjęta z umorzenia. Operacyjnie badali różne wątki i tropy.

I przyznają, że wiele ustaleń przynosiło zaskakujące, nieznane dotychczas okoliczności. Dotyczyły one przede wszystkim samej skóry. Badający ją patolodzy byli w szoku. Cięcia skóry nie były wynikiem poszarpania np. w wyniku dostania się ciała w elementy maszynerii statku, lecz bardzo precyzyjnego i fachowego wypreparowania wprawną ręką. Wskazywało to, że skóra została ściągnięta z ciała kobiety przez osobę obeznaną z podobnymi czynnościami, sprawnie operującą nożem lub skalpelem. Podobieństwo do filmu „Milczenie owiec” narzucało się samo. Wypreparowana skóra najprawdopodobniej miała służyć jako kamizelka, za pomocą której zabójca, podobnie jak ten filmowy, chciał wejść w tożsamość ofiary.

Pierwowzór mordercy z filmu „Milczenie owiec”, prawdziwy amerykański seryjny zabójca Edward Gein, zrobił sobie taki makabryczny strój z pozszywanych pasów kobiecej skóry. Zabójca Katarzyny Z. ściągnął skórę z ofiary w całości, co było ewenementem w historii światowej kryminalistyki.

Zebrano też informacje o trybie życia, zwyczajach, kontaktach towarzyskich ofiary, ale nie znaleziono żadnego śladu, który prowadziłby do sprawcy zbrodni. Katarzyna Z. była osobą cichą i spokojną, nie bywała w miejscach, które mogłyby być niebezpieczne, znajomych miała głównie z kręgu studenckiego. Wszystko wskazywało na to, że była ofiarą całkowicie przypadkową. A to zawsze utrudnia poszukiwanie sprawcy.

Przypuszczając, że mają do czynienia z seryjnym mordercą śledczy spodziewali się, że uderzy po raz kolejny. Dlatego badali każde zaginięcie kobiety zgłoszone w Małopolsce. Analizowali też sprawy zabójstw o niewyjaśnionym charakterze. Wśród nich zbrodnię, gdzie sprawcą był mieszkający pod Krakowem Władimir W., który zabił swojego ojca, a następnie ściągnął skórę z jego głowy. Jednak okazało się ponad wszelką wątpliwość, że ze sprawą Katarzyny Z. nie miał nic wspólnego. Podobnie było z przestępcą o pseudonimie „Szeryf z Berzy”, który zamordował kobietę, a rozkawałkowane zwłoki rozrzucił w jednym z krakowskich parków. Jego również wykluczono z grona podejrzewanych o zabójstwo Katarzyny Z.

PROFILER Z FBI

W 2012 roku śledztwo o kryptonimie „Skóra” zostało podjęte na nowo. Po ponad 12 latach od zdarzenia policjanci z Archiwum X mieli do dyspozycji nowsze techniki śledcze i nowsze metody kryminalistyczne. Ale według szefa krakowskiego Archiwum X wiedza o osobowości sprawcy jest ważniejsza od śladów kryminalistycznych, dlatego z jednakową determinacją śledczy z Archiwum X starali się zgłębić tajniki ludzkiej psychiki. Tworzyli profil psychologiczny mordercy, sięgając do podręczników psychologii i psychiatrii, m.in. profesora Kępińskiego, korzystali z pomocy profilerów policyjnych.

W 2014 roku zwrócili się o pomoc do profilera FBI Thomasa Millera. Śledczy z Archiwum X dwukrotnie odwiedzali go w filii FBI w Wiedniu. Porównując sposób okaleczenia ofiary do działania amerykańskiego seryjnego zabójcy Eda Geina, który ze skór swoich ofiar robił ubrania i abażury do lamp, amerykański profiler wskazywał, że zabójstwa Katarzyny Z. mógł dokonać seryjny morderca. Katarzyna Z. była jego przypadkową ofiarą, a fakt, że nie dokonał zbrodni po raz drugi, wynikał z tego, że efekty tej pierwszej nie spełniły jego oczekiwań. Być może także odstraszyło go nieprzewidziane odnalezienie skóry i szum medialny.

W sprawie „Skóry” śledczy sięgali nawet po tak niekonwencjonalne metody, jak pomoc egzorcysty i jasnowidza. Obydwaj wnieśli do sprawy pewne wskazówki, ale na razie policjanci nie chcą o tym mówić.

PONOWNE PRZESZUKANIE RZEKI

Mimo upływających lat nie znaleziono pozostałych szczątków ciała Katarzyny Z. Prowadzący sprawę prokurator z Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie podjął w 2016 roku decyzję o ponownym przeszukaniu Wisły z użyciem niestosowanego wcześniej najnowocześniejszego sprzętu, m.in. sonaru o wysokiej częstotliwości, kamer i technologii GPS. Liczyli, że mimo upływu czasu uda się znaleźć kości, fragmenty ubrania lub jakieś przedmioty należące do ofiary. Prawdopodobne było, że szczątki zwłok czy przedmioty mogły utknąć w kawałkach sieci, konarach drzew, zatopionych na dnie pojemnikach czy karoseriach samochodowych, a następnie zostać przesłonięte przez naniesiony piasek i muł.

Policjanci z Komisariatu Wodnego Policji w Krakowie wskazali miejsca, z których najczęściej wyławiane są zwłoki, i do poszukiwań wyznaczono fragment rzeki od Wawelu do stopnia wodnego Dąbie.

Poszukiwania prowadzono przez pięć dni w październiku 2016 roku. Na dno rzeki schodzili płetwonurkowie z Grupy Specjalnej Płetwonurków RP mający ogromne doświadczenie w poszukiwaniu zwłok w różnych akwenach, wśród nich najlepszy polski specjalista z tego zakresu Maciej Rakus. Nurkowie zbadali dno rzeki przy użyciu nowoczesnego sonaru. Zeskanowali sprawdzany obszar i na podstawie powstałego obrazu komputerowego zlokalizowano, gdzie znajdują się przedmioty hipotetycznie mogące mieć związek ze śledztwem. Płetwonurkowie wydobyli trzy wskazane przez śledczych, takie, które z całą pewnością należały do kobiety. Dalsze śledztwo potwierdzi, czy tą kobietą była Katarzyna Z.

EKSPERT Z ONZ, EKSPERTYZA 3D

Skórę ponownie poddano badaniom w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie. I okazało się, że znaleziono wiele wcześniej nieujawnionych śladów, między innymi pyłki roślinne, które pomogły ustalić charakter miejsca przetrzymywania Katarzyny Z. i gdzie prawdopodobnie ściągana była skóra. Na skórze, mimo środków konserwujących, jakim była poddana, znaleziono również nieujawnione wcześniej ślady DNA.

Śledczy poprosili o pomoc nawet eksperta ONZ biegłego w zakresie śladów torturowania. Ten portugalski specjalista z zakresu medycyny sądowej, po zbadaniu odnalezionej w rzece nogi, stwierdził, że nosi ona ślady urazów zadanych przez kogoś, kto trenował sztuki walki. Opinię tę potwierdzili wkrótce polscy lekarze, specjaliści od urazów sportowych.

Najbardziej unikalne, pierwsze w Polsce i na świecie, badanie prokurator zlecił Laboratorium Ekspertyz 3D Akademii Medycznej we Wrocławiu. Ekspertyza polegała na stworzeniu przestrzennego modelu obrażeń zadanych Katarzynie Z. przez zabójcę. Na podstawie szczątków biegli odtworzyli komputerowo postać zamordowanej dziewczyny i rodzaj zadawanych jej obrażeń. Wizualizacja prawdopodobnego przebiegu zbrodni pokazała śledczym rodzaj miejsca, w którym się to odbywało, a także, w jaki sposób i w jakiej kolejności zadawane były rany kłute nożem.

Jak powiedział mediom prowadzący śledztwo prokurator Piotr Krupiński: „ich charakter wskazywał, że cięcia zadawano w przemyślany sposób, wymagało to czasu oraz odpowiedniego miejsca”.

ZATRZYMANIE

4 października, około godz. 14.45 na krakowskim Kazimierzu zatrzymano 52-letniego Roberta J., podejrzanego o dokonanie tej makabrycznej zbrodni. Robert J. był znajomym dziewczyny. Wykorzystał jej ufność i namówił ją, żeby pojechała z nim do domku na obrzeżach Krakowa. Tam ją uwięził, torturował, a następnie zamordował i obdarł ze skóry. „Body” uszyte z tej skóry wyłowiono później z Wisły.

Znajomi Roberta J. mówią, że był dziwakiem. Lubił przebierać się w damską bieliznę, utrzymywał stosunki homoseksualne, dręczył zwierzęta. Po zabójstwie Katarzyny Z. stał się nagle bardzo religijny, zaczął często chodzić do kościoła, odwiedzał również grób zamordowanej dziewczyny.

Tworząc portret psychologiczny mordercy, wykorzystano informacje, jakich dostarczyły różne badania wyłowionych z Wisły szczątków, ale także to, co policjanci wiedzieli na temat charakteru, zwyczajów i zachowań jego ofiary. Katarzyna Z. była typem samotnika, ale życzliwa ludziom i skora do pomocy. To spowodowało, że sprawca uznał ją za łatwą ofiarę. Robert J. został aresztowany. Śledczy nie udzielają na razie żadnych informacji.

tekst ELŻBIETA SITEK
zdj. Michał Kondzior (KWP w Krakowie)

A
A+
A++
Powrót
Drukuj
PDF
Powiadom
Ocena: 0/5 (0)