Informacje

Na wodzie i pod wodą

Na środku Zalewu Zegrzyńskiego dwie osoby wypadły z żaglówki. Z pomocą natychmiast ruszył policjant. Dzięki niemu żyją mężczyzna i ciężarna kobieta.

Starszy aspirant Łukasz Wiatr, kierownik Sekcji ds. Wsparcia Technicznego Wydziału Transportu KSP, to zapalony motorowodniak. Każdą wolną chwilę spędza na swojej, jak mówi, łódce. Tamtej niedzieli, 21 maja 2017 roku, pływał po Zalewie Zegrzyńskim.

LUDZIE ZA BURTĄ

Sobotnią noc i niedzielę spędził z kolegami na łodzi, łowili ryby. Po południu odstawił ich na brzeg. Sam jeszcze trochę powędkował i około siedemnastej postanowił dobić do portu, by zacumować łódź. Był na środku akwenu, gdy zobaczył, w odległości około 100 metrów od swojej motorówki, wywróconą żaglówkę. W wodzie znajdowały się dwie osoby, każda trzymała się jedną ręką żaglówki, a drugą wymachiwała w jego kierunku.

– Potrzebowali pomocy – opowiada Łukasz Wiatr. – Żeby jej udzielić, musiałem tyłem swojej łodzi podpłynąć do żaglówki. Nie było to łatwe, wiał silny zachodni wiatr, który powodował duże fale. Udało mi się dopiero po kilku podejściach. Rzuciłem bojkę, używałem jej po raz pierwszy, od kiedy mam motorówkę, a dostałem ją od pracownika WOPR. Za pomocą bojki mężczyzna i kobieta podpłynęli do pomostu mojej łodzi. Najpierw wyciągnąłem kobietę, a następnie mężczyznę. Kobieta powiedziała mi, że jest w ciąży i nie umie pływać. Ulokowałem ją w kabinie. Była przemarznięta (tego dnia temperatura wody wynosiła 14 stopni Celsjusza), miała na sobie kurtkę, która była przesiąknięta wodą. Zrobiłem herbatę, okryłem kocem. Mężczyzna czuł się dobrze, został na pokładzie.

Łukasz Wiatr zawiadomił policjantów z Komisariatu Rzecznego Policji, którzy wezwali WOPR. Ratownicy zbadali kobietę, była trochę wyziębiona, poza tym nic jej nie było. Kobieta i mężczyzna nie mieli na sobie kamizelek ratunkowych. Zalew Zegrzyński w miejscu, gdzie wywróciła się żaglówka, ma od 3,5 do 4,25 m głębokości.

ILE DASZ, TYLE WEŹMIESZ

Gdy Łukasz Wiatr prowadził akcję ratunkową, po Zalewie Zegrzyńskim pływało wiele łodzi. Niektóre przepływały wręcz obok zdarzenia. Tylko jeden mężczyzna zapytał, czy potrzebna jest pomoc, poza tym nikt nie zareagował, nie odezwał się słowem. Całkowita obojętność.

– Nie wyobrażam sobie, żeby nie pomóc drugiemu człowiekowi, gdy dzieje mu się krzywda – mówi st. asp. Łukasz Wiatr. – Przecież zarówno ja, jak i moi bliscy w każdej chwili możemy znaleźć się w sytuacji zagrożenia. Pamiętajmy, że ile innym damy z siebie, tyle od nich dostaniemy.

To, że trzeba ludziom pomagać, wyniósł z domu. Pochodzi z Ciężkowic. W rodzinnej miejscowości należał do Ochotniczej Straży Pożarnej, koledzy do dziś go pamiętają, cenią i traktują z szacunkiem.

– W OSP poznałem wspaniałych ludzi – wspomina policjant. – Odważnych i bezinteresownych. Wielokrotnie narażają swoje życie i zdrowie, by ratować innych. Ich postawa na pewno miała wpływ na wybory, jakie w życiu podejmowałem.

Łukasz Wiatr w Policji służy piętnaście lat. W KPP w Wołominie najpierw był dzielnicowym, później przeszedł do sekcji kryminalnej. Następnie pracował w KSP, w sekcji zarządzania kryzysowego.

Od siedmiu lat kieruje Sekcją ds. Wsparcia Technicznego Wydziału Transportu KSP.

UMIEĆ SIĘ WYCISZYĆ

– Pasją wodniactwa zaraził mnie kolega, zabrał na swoją motorówkę, a ja… przepadłem – mówi pan Łukasz. – Kupiłem łódź, a właściwie jej szkielet, bo tylko na taką było mnie stać. Prawie trzy lata ją remontowałem, wszystko robiłem sam.

„Łódka” waży trzy tony. Wyposażona jest m.in. w łóżko, toaletę, umywalkę.

Łukasz Wiatr na motorówce spędza każdą wolną chwilę. Najczęściej w towarzystwie synka, 7-letniego Antoniego, i jego mamy, Beaty. Najdłużej na wodzie byli pięć dni.

– W Warszawie cały czas galopujemy – mówi policjant. – A tutaj, na wodzie, mamy ciszę, spokój, maksymalny relaks.

Lubi łowić ryby. To działa na niego uspokajająco. Często towarzyszy mu Antoni, który mówi, że lubi jeździć z tatą „na rybowanie”.

Pan Łukasz jest też zapalonym nurkiem. Tą pasją kilka lat temu zaraził go kolega, st. asp. Edmund Szyniec z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Sanoku. Obaj cały czas doskonalą swoje umiejętności zarówno jeśli chodzi o nurkowanie, jak i ratownictwo wodne. 

GRAŻYNA BARTUSZEK
zdj. Andrzej Mitura

 
A
A+
A++
Wstecz
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Ocena: 5/5 (1)

Data publikacji 20.07.2017

Nasze galerie

Ekipa miała tylko 40 min na nakręcenie sceny finałowej filmu

?

?

?

?

?

Wiadomości z policja.pl