Informacje

Ta praca ma sens (nr 123/06.2015)

Wałbrzyscy policjanci jednej nocy, w odstępie kilku godzin uratowali życie dwóm mężczyznom. – Od tego jesteśmy – mówią zgodnie, ale przyznają, że emocji było mnóstwo.

  • Sierż. Sebastian Wójcik i sierż. Kamil Bartczak z podinsp. Sławomirem Gromniakiem, naczelnikiem Wydziału Prewencji KMP w Wałbrzychu
    Sierż. Sebastian Wójcik i sierż. Kamil Bartczak z podinsp. Sławomirem Gromniakiem, naczelnikiem Wydziału Prewencji KMP w Wałbrzychu

Był 16 marca, po północy, gdy dyżurny Komisariatu II Policji w Wałbrzychu odebrał zgłoszenie o awanturującym się mężczyźnie. Miał wrzeszczeć pod oknami kamienicy. Na miejsce pojechali sierż. Kamil Bartczak i sierż. Sebastian Wójcik.

– Przyjechaliśmy, a tu cisza – opowiada sierż. Bartczak. – Nikogo nie ma.

– Ani w budynku, ani na zewnątrz – dodaje jego kolega.

Policjanci sprawdzili klatkę schodową – pusto, obeszli budynek i postanowili jeszcze zajrzeć do piwnicy. W jednej z nich zauważyli mężczyznę. Wisiał na rurze gazowej. Na szyi miał zaciągniętą pętlę z paska od spodni.

– Nie było czasu na myślenie. Trzeba było działać błyskawicznie – opowiadają policjanci.

Jeden z nich uniósł ciało, drugi odciął pasek. Ponieważ  mężczyzna nie dawał oznak życia, natychmiast przystąpili do reanimacji.

– Po pięciu minutach zaczęły mu wracać kolory, puls, oddech – opowiada sierż. Bartczak. – My też odetchnęliśmy.

– Udało się. To najważniejsze – dodaje sierż. Wójcik. – Bo zazwyczaj jest za późno…

Chwilę potem przyjechało pogotowie, które zabrało mężczyznę do szpitala. Okazało się, że to on był tym, który się awanturował.

– Sprzeczka z mamą – tłumaczy Bartczak. A Wójcik dodaje:

– Przyjechaliśmy na interwencję z powodu zakłócenia porządku, a skończyło się uratowaniem życia.

W STRESIE

Kilka godzin później, o trzeciej nad ranem jechali na kolejne zgłoszenie. Tym razem dostali od dyżurnego informację, że w bloku na trzecim piętrze w oknie stoi mężczyzna i grozi odebraniem sobie życia. Pojechali.

– Na początku nikogo nie zauważyliśmy – relacjonuje Bartczak. – Sprawdziliśmy wszystkie bloki. Być może wtedy schował się do środka.

Dopiero gdy po raz drugi przejechali ulicę, zauważyli go. Stał za parapetem, na zewnątrz,  opierał się na uchwycie, który łączył kable elektryczne. „Czy to będzie bolało?”, zapytał policjantów. „Mam dosyć życia”, mówił.

– Stres był ogromny – mówi Bartczak. – Musieliśmy uważać na każdy ruch, każde słowo. Pan był też trochę agresywny.

Zaczęli rozmawiać. Na spokojnie. I wtedy mężczyzna zapytał, czy nie mają papierosów.

– Miałem, bo palę – mówi Bartczak. – Poprosił, żebym mu przyniósł. Poszedłem.

JAK Z KOLEGĄ

Zgodnie z instrukcją wiszącego za oknem mężczyzny podszedł dokładnie na taką odległość, na jaką tamten sobie zażyczył. Nie za blisko. Spokojnie, bez gwałtownych ruchów podał papierosa.

– Tak, żeby nie pomyślał, że chcę go ściągnąć – opowiada policjant. – A potem zacząłem z nim rozmawiać. O wszystkim. O życiu, dzieciach, rodzinie. On mi mówił, że ja to jestem policjant i dlatego tak gadam. A ja mu na to, że jestem też człowiekiem i nie mam złych zamiarów.

40 minut, tyle rozmawiali. Zdążyli wypalić po trzy papierosy. Bartczak dowiedział się, że mężczyzna ma syna, że 10 lat siedział w więzieniu, że od 15 lat jest na wolności i że mu ciężko. Bo nie ma pracy, bo ośrodek pomocy społecznej chce mu zabrać pieniądze, bo nie może nic zrobić dla swojego dziecka.

– To nie była łatwa rozmowa. Bo trudno rozmawiać z kimś, kto jest nastawiony na to, że skoczy – mówi policjant. – Mówiłem do niego tak, jakby był moim kolegą. Tłumaczyłem, że każdy popełnia błędy, przekonywałem, że kto się poddaje, ten przegrywa, mówiłem, że ma dla kogo żyć.

Gdy w pewnym momencie mężczyzna poprosił policjanta, żeby ten puścił mu muzykę z telefonu, ten się zgodził. A potem powiedział, że jeśli policjant obieca mu, że nie trafi do izby wytrzeźwień, wejdzie do środka.

– Powiedziałem, że zrobię wszystko co w mojej mocy. Wtedy poprosił o dłoń i wyciągnąłem go z tego okna – mówi Bartczak.

Za budynkiem czekało pogotowie. Mężczyzna został zabrany do szpitala. Na koniec powiedział do policjanta: „Jest pan dobrym człowiekiem”.

MISJA

– Po to poszliśmy do Policji, żeby pomagać – mówią zgodnie policjanci. Obydwaj służą już prawie 4 lata. Obaj chcieli mieć pracę, która miałaby sens.

– Chciałem robić coś dobrego, łapać złych ludzi i izolować ich od społeczeństwa – tłumaczy sierż. Wójcik.

Sierż. Bartczak dodaje: – Ale też wyciągać pomocną dłoń do tych, którzy jej potrzebują.

Największą nagrodą jest dla nich zaufanie, którym obdarzają ich ludzie. Cieszą się, gdy słyszą, że pomogli, że można z nimi normalnie porozmawiać i że są w porządku ludźmi.

– Staramy się traktować wszystkich tak,  jakbyśmy sami chcieli być traktowani – mówią. – I to się sprawdza.

ANNA KRAWCZYŃSKA
zdj. KMP w Wałbrzychu

 
A
A+
A++
Powrót
Drukuj
PDF
Powiadom
Ocena: 4/5 (1)

Data publikacji 12.06.2015

Nasze galerie

    100. rocznica Cudu nad Wisłą

    ?

    Regaty 100-lecia Policji Wodnej

    ?

    ... do wodowania

    ?

    OD POMYSŁU…

    ?

    Warszawa z Policyjnego Mi-8

    ?

    Wiadomości z policja.pl