Warsztaty z emocji (Nr 70 / 01.2011)

Aktywność sportowa, przegadanie problemu z bliskimi, nadużywanie alkoholu i innych używek albo zamykanie się w sobie – Jolancie Jasińskiej w ankiecie tuż przed warsztatami wyszło, że to najczęstsze sposoby radzenia sobie ze stresem zawodowym w grupie białostockich policjantów. I że żaden z uczestników jej szkolenia, który miał problemy w swojej jednostce, nie szukał pomocy u przełożonego.

Nie korzystał też z pomocy specjalistów: psychologa (nawet policyjnego), psychiatry czy terapeuty. Za to bywa, że z problemem dzwoni lub przychodzi do Jolanty Jasińskiej – mimo że jest ona cywilem i pracuje w Wydziale Kontroli KWP w Białymstoku. Jej jednoosobowe stanowisko ma m.in. za zadanie monitorować zagrożenia w służbie i zapobiegać patologiom wśród policjantów z garnizonu podlaskiego. Z długich obserwacji zrodził się więc pomysł warsztatów, które zatytułowała Sposoby radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych związanych z wykonywaniem czynności służbowych. Policjanci uczestniczący w nich nazwali je krótko: „antystresowe” – i gdy się już skończyły ci, którzy nie byli, a chcieliby (bo słyszeli, że przydatne), i ci, co byli i chcą jeszcze, stworzyli listę kolejkową na kolejne. Jeśli tylko powstaną, bo wiadomo, że oprócz ciekawego programu potrzebne są najpierw pieniądze.

DOCIERANIE SIĘ

– Służba w Policji w szczególny sposób niesie ryzyko wielu sytuacji kryzysowych, które wiążą się m.in. z kontaktem z ofiarami katastrof, przemocy, samobójstw, zgwałceń i okaleczeń czy z osobami chorymi psychicznie. Dlatego funkcjonariusze podlegają silnym, czasem wręcz ekstremalnym emocjom – wyjaśnia Jolanta Jasińska. – Przeżywanie takich doświadczeń wymusza ciągłą rewizję własnych przekonań o sensie życia i postaw wobec ludzi i świata. Stykanie się z niezrozumiałym i niezawinionym cierpieniem, okrucieństwem, dowodami kruchości życia stawia często pod znakiem zapytania własną wiarę w uporządkowany i bezpieczny świat. Doświadczanie tak silnych przeżyć prowadzić może do depresji, wypalenia zawodowego, PTSD (Post Traumatic Stress Disorder – stres pourazowy na skutek traumatycznego wydarzenia – red.), powoduje też patologizację relacji rodzinnych, a także uzależnienia.

Dlatego białostockim policjantom zaproponowała szkolenia: cykl składał się z sześciu ponaddwugodzinnych spotkań co tydzień, pierwsza grupa zaczęła w marcu, a ostatnia skończyła w październiku. Funkcjonariuszy podzielono na dziesięć grup w zależności od rodzaju służby: patrolowców, dzielnicowych, policjantów z OPP, kryminalnych – w sumie w warsztatach wzięło udział 150 osób. Każdy zespół był inny, więc elastycznie dostosowywano program do uczestników. Schemat jednak był podobny, trzecie zajęcia okazywały się przełomowe i w grupie pojawiały się porozumienie, więź i zaufanie do prowadzących.

Spotkania odbywały się w godzinach służby i na terenie OPP, co było dość trudne logistycznie: ustawiano grafiki tak, by przed warsztatami zrobić odprawę, a po nich od razu ruszyć do zajęć. Nie udałoby się to bez wsparcia ze strony przełożonych – musieli uwierzyć, że takie warsztaty są potrzebne ich ludziom i wyrazić zgodę na zwalnianie ich w czasie służby.

– Szefowie byli przychylni, bardzo nam pomagali w zorganizowaniu zajęć. Starali się też nie wysyłać na nie policjantów na siłę, szukali chętnych i naprawdę zainteresowanych tematyką – mówi Jasińska.

Wsparcia udzieliła też obecna p.o. komendanta miejskiego mł. insp. Irena Doroszkiewicz – gdy program powstawał, była naczelnikiem Wydziału Kontroli (czyli szefową pani Jolanty).

– Również prywatnie uważam, że powinno się mieć jakieś inne zainteresowania poza pracą, by móc na chwilę o niej zapomnieć. Często policjanci żyją tylko tym, co robią zawodowo, a to prędzej czy później odbije się na efektach ich pracy i życiu rodzinnym – zaznacza pani komendant, która śpiewa w policyjnym chórze (niedawno koncertowali w warszawskiej Filharmonii Narodowej).

Szkolenia prowadzili autorka projektu i Jerzy Troc – psychoterapeuta, specjalista od przeciwdziałania przemocy w rodzinie, który na co dzień pracuje w Ośrodku Interwencji Kryzysowej w Białymstoku.

Superwizorem dla warsztatów został Luis Alarcon Arias, współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia „Niebieska Linia”. Na spotkaniu kończącym cały program, na które zaproszono przełożonych uczestników, wygłosił wykład o przemocy w rodzinie: podkreślił, że do tego zagadnienia nie wolno podchodzić rutynowo, gdyż coraz częściej sprawcami są kobiety.

JAK ROZMAWIAĆ I JAK SŁUCHAĆ

Sierż. sztab. Artur Gil z OPP przyznaje, że dzięki warsztatom nie tylko mógł się wygadać (a ma za sobą 17 lat służby, więc było o czym mówić), ale inaczej teraz patrzy na interwencje domowe.

– Wcześniej jakoś trudno mi było uwierzyć, że słaba i drobna kobieta może pobić silnego faceta – wyznaje. – Zwykle to mężczyzna jest postrzegany jako agresor, ale coraz częściej podczas interwencji zauważam sygnały, że mogło być inaczej. Oczywiście mąż nie przyzna się policjantowi, że to żona go uderzyła, najczęściej to ona wygląda na zaatakowaną, ale gdy facet milczy, a kobieta cały czas mówi, to teraz zaczynam się zastanawiać nad prawdziwym przebiegiem wydarzeń.

Sierżant Gil chodził do pierwszej grupy i żartuje, że był królikiem doświadczalnym. Zwykle wiadomo, jak wyglądają takie szkolenia: ktoś przyjdzie, pogada o czymkolwiek, kursanci coś tam zanotują i koniec zajęć, odbębnione. Tutaj było całkiem inaczej: to uczestnicy mieli mówić, a Jola i Jerzy (bo zwracano się do siebie po imieniu) słuchali – ale najpierw policjanci musieli uwierzyć, że to, co powiedzą, nie wyjdzie poza salę i nie zostanie kiedyś użyte przeciwko nim. Gdy pojawiało się zaufanie, ci, którzy początkowo w ogóle nie chcieli mówić, potem nie potrafili przestać – nagromadzone przez lata służby emocje znajdowały wreszcie ujście.

Warsztaty nie były jednak terapią i nie miały jej zastępować.

– Po zajęciach wielu policjantów podchodziło do nas, by poruszyć osobiste sprawy, których nie chcieli omawiać w grupie – wspomina Jerzy Troc. – Kilku z nich zdecydowało się potem iść na prawdziwą terapię, bo nasze zajęcia pomogły im dojrzeć do tej decyzji. Staraliśmy się jasno i prosto formułować myśli i pokazywaliśmy, że z każdej sytuacji jest wyjście. Wielu z nich mówiło o złych relacjach z przełożonymi, więc poświęciliśmy część zajęć na to, jak rozmawiać z szefem – wszyscy umiemy mówić, lecz nie każdy potrafi rozmawiać, podobnie jak wszyscy słyszymy, ale nie każdy umie słuchać. I o tym też były te warsztaty.

DOWÓDCA JAK OJCIEC

Wiadomo, dobry przełożony to skarb: od lipca 2009 r. dowódcą w białostockim OPP jest insp. Zbigniew Kamieński, który przyjął zasadę, że w jego gabinecie poniedziałki są dla jego ludzi.

– Siedzę do późna w pokoju i czekam na nich, mogą wpaść i pogadać o wszystkim. Przez pierwsze trzy miesiące siedziałem sam, potem stopniowo zaczęli przychodzić i rozmawiać, bo upewnili się, że nic poza te cztery ściany nie wyjdzie – zdradza dowódca. Jego gabinet faktycznie kojarzyć się może z „pokojem zwierzeń”: jasne, kolorowe ściany, dużo kwiatów, niedługo zimnoniebieskie wertikale zostaną zastąpione przez firanki – atmosfera prawie jak w domu. I są tego efekty. – Kiedy jeden z młodszych policjantów miał problem, przyszedł go przegadać. Po jakimś czasie spotkaliśmy się na korytarzu, on podszedł do mnie, uściskał serdecznie i podziękował za tamtą rozmowę. Zdębiałem po prostu, ale odwzajemniłem uścisk, by go nie urazić, i ucieszyłem się, że mogłem mu pomóc.

– Warsztaty zrobiliśmy też po to, by policjanci mogli wentylować emocje ze służby i by potem w domu byli sobą – podkreśla Jolanta Jasińska. – Bardzo nas zaskoczył sposób, w jaki funkcjonariusze z długim stażem mówili o rodzinach: to dla nich najważniejsze miejsce na świecie i bardzo żałują, że tak mało mają czasu dla bliskich, a gdy już go znajdą, nie potrafią rozmawiać z żonami i dziećmi. Z drugiej strony, nie chcą przynosić emocji związanych z pracą do domu, więc tłumią je w sobie. Dlatego staraliśmy się nauczyć ich, jak obniżać poziom napięcia emocjonalnego i radzić sobie z sytuacjami kryzysowymi związanymi z wykonywaniem czynności służbowych.

Dowódca Zbigniew Kamieński chciałby, żeby takie warsztaty na stałe wprowadzić do programu szkoleń – podobny postulat zgłosili uczestnicy zajęć. Z białostockiego OPP na 160 policjantów wzięło w nich udział 26, teraz dowódcy marzą się takie szkolenia dla jego kadry średniego szczebla, bo, jak mówi, każdemu przydałyby się umiejętności dobrego komunikowania się z otoczeniem.

KORZYŚCI DLA WSZYSTKICH

Szkolenia przyniosły też bardziej wymierne efekty: sporo osób awansowało, bo potrafiło konstruktywnie przegadać ten temat z przełożonym. Z grupy zajęciowej w jednej z jednostek powstał zespół, który świetnie ze sobą współpracuje, oczyściła się atmosfera w parach patrolowych (zwłaszcza mieszanych). Adam Kisielewski, aspirant sztabowy z OPP z 20-letnim stażem, mówi, że na tych zajęciach każdy uczestnik musiał siebie obnażyć, pokazać, jaki jest naprawdę – dopiero wtedy w grupie tworzyła się prawdziwa więź, która potem wpływała na polepszenie stosunków koleżeńskich w jednostce.

– Zwykle nie mówimy w pracy o prywatnych sprawach, to nie miejsce na takie tematy. Kiedy na zajęciach dowiedzieliśmy się, że jeden z kolegów ma niepełnosprawne dziecko i właśnie ukradziono mu wózek, bez którego nie jest w stanie funkcjonować, znaleźli się chętni do pomocy, a jemu ulżyło, że nie jest sam ze swoimi problemami – mówi. Mimo że w grupie były osoby ze znacznie krótszym niż on stażem, to problemy miały podobne. – Po wymianie spostrzeżeń wypracowywaliśmy rozwiązania dla sytuacji, z którą ktoś bezskutecznie się borykał.

We wrześniu w warsztatach wzięła udział st. asp. Agnieszka Kuczyńska z Wydziału Patrolowo‑Interwencyjnego białostockiej KMP – przyznaje, że została wytypowana, bo ktoś musiał iść i padło akurat na nią. Po skończeniu zajęć zastanawiała się, czy kiedykolwiek skorzysta z tych umiejętności, ale im dalej od szkolenia, tym częściej łapie się na tym, że niemal bezwiednie używa technik, których się tam nauczyła.

– Dowiedziałam się, jak istotne jest znalezienie czasu dla siebie – i tylko dla siebie. Praca i rodzina są ważne, ale nagromadzony stres musi znaleźć ujście i najlepiej, gdy odbywa się to z dala od bliskich i kolegów z pracy – podkreśla. W lutym minie jej 11 lat służby i pamięta kilka takich sytuacji, gdzie pomocne by były sposoby rozwiązywania konfliktów, które poznała dzięki Jolancie Jasińskiej i Jerzemu Trocowi. – Przydałyby się ponownie takie spotkania i dobrze by było za jakiś czas przypomnieć sobie to, o czym tam mówiliśmy, bo ta wiedza jednak ucieka.
Na razie warsztatami Joli i Jerzego zainteresowani są pracownicy białostockiego sądu rejonowego. Jednak trzeba najpierw dostosować program do ich potrzeb, gdyż są narażeni na inne rodzaje zagrożeń związanych z wykonywanym zawodem niż policjanci.

Aleksandra Wicik

Zainteresowanych warsztatami prosimy o kontakt z ich autorką: Jolanta Jasińska, Wydział Kontroli KWP w Białymstoku, tel. (85) 670 34 48

A
A+
A++
Powrót
Drukuj
PDF
Powiadom
Ocena: 0/5 (0)