Pół wieku z wykrywaczem (Nr 97 / 04.2013)

W 1963 r. przeprowadzono w Polsce pierwsze badania poligraficzne w procesie karnym – i chociaż od tego czasu minęło już pół wieku, to nadal pokutują stereotypy na temat poligrafu.

W przygotowywanym właśnie do druku artykule dr Piotr Herbowski, adiunkt w Instytucie Prawa SWPS, Wydział Zamiejscowy w Poznaniu, pisze, że badania poligraficzne to podręcznikowy przykład nagromadzenia wszystkich problemów, na które napotykają nowe metody kryminalistyczne na swojej drodze na sale sądowe. Autor podkreśla też, że wciąż są uznawane za jedną z najbardziej kontrowersyjnych metod kryminalistycznych. Jego zdaniem wynikać to może z niewiedzy policjantów, prokuratorów i sędziów, którzy nie umieją wykorzystać ekspertyzy z badań poligraficznych i nie znają podstaw prawnych ich wykonywania. Historię poligrafu i zasady jego działania opisała już na naszych łamach Anna Krawczyńska w 2009 r. w artykułach Badacze kłamstw i Wykres emocji. Przypomnijmy jednak pochodzenie nazwy: w latach 60. prof. Paweł Horoszowski zaproponował nazwę „wariograf”, bo uznał, że „poligraf” kojarzy się z poligrafią, czyli wytwarzaniem druków.

DOWÓD ODCIĄŻAJĄCY

To właśnie prof. Horoszowski, m.in. kierownik Zakładu Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego, a w latach 1945–1949 szef Sekcji Naukowo Technicznej Ekspertyzy Komendy Głównej MO, przeprowadził w 1963 r. w sprawie o zabójstwo pierwsze badania poligraficzne.

– Horoszowski niewiele wiedział o tych badaniach, wcześniej był ich krytykiem, ale zmienił zdanie po stypendium naukowym w USA, gdzie poznał tamtejszą praktykę wykorzystania poligrafu – wyjaśnia dr Piotr Herbowski. – Chociaż był zwolennikiem ich wykonywania na etapie czynności wykrywczych, to sam przeprowadzał je w zaawansowanych etapach procesu karnego, a nawet w trakcie trwającego postępowania sądowego, a więc w celach dowodowych, a nie eliminacyjnych.

Nowe spojrzenie na badania poligraficzne zaproponował prof. Ryszard Jaworski z Uniwersytetu Wrocławskiego: w 1999 r. udowodnił naukowo, że badania mają znaczenie odciążające dla osób badanych już na etapie postępowania przygotowawczego. Tymczasem, jak podkreśla dr Herbowski, polskie sądy formułują wobec tych badań nierealistyczny wymóg bezwzględnej trafności.

– Podobnie jak i inne ekspertyzy, ta też jest przedmiotem swobodnej oceny dowodów dokonywanej przez organy procesowe i nie ma żadnego ustawowego większego lub mniejszego znaczenia w porównaniu z innymi dowodami – mówi.

Potwierdza to historia opisywanego w 2010 r. na naszych łamach sierż. sztab. Andrzeja Rosoła z KMP w Toruniu, oskarżonego o wzięcie 100 zł łapówki.

– O badaniu na wariografie myślałem od jakiegoś czasu i kiedy prokurator zapytał, czy chcę się poddać badaniu, zgodziłem się. Sam jego przebieg znałem wyłącznie z książek i filmów, nie miałem pojęcia, jak to wygląda naprawdę – opowiada Andrzej Rosół. – Przed badaniem byłem bardzo zdenerwowany, nie wierzyłem w tę maszynę, ale po pierwszych pytaniach zadanych przez eksperta uspokoiłem się. Po wszystkim poczułem ulgę, ale musiałem poczekać jeszcze dwa tygodnie na pisemną ekspertyzę. Potem zapadła decyzja o umorzeniu sprawy przeciwko mnie.

Toruński policjant podkreśla, że dzięki badaniu szybciej oczyścił się z zarzutu, skrócił się czas niepewności i cierpienia. Mówi, że uwierzył w wariograf, a prowadzący jego sprawę prokurator był zdziwiony, że trafił mu się pierwszy „przestępca”, który poddał się takiemu badaniu.

JĘZYK BADANEGO

Policyjni poligraferzy podkreślają, że główne zadanie badań to eliminacja osób niewinnych już na etapie postępowania przygotowawczego. I zaprzeczają, że wariograf można wykorzystywać tylko w poważnych sprawach, chociaż faktycznie najczęściej stosuje się go przy zabójstwach lub sprawach przeciwko życiu lub zdrowiu.

– Na etapie przygotowawczym to prokuratura lub policja zlecają badanie, aby zawęzić krąg podejrzanych, natomiast podczas rozprawy to m.in. oskarżony może złożyć wniosek o badanie, a sąd się do niego przychyla lub nie – mówi nadkom. Katarzyna Wójcicka z Pracowni Badań Wariograficznych LK KWP w Białymstoku, od 2008 r. ekspert badań wariograficznych. Do tej pory przeprowadziła ich około 650, a w ciągu ostatnich dwóch lat prawie 80 proc. spraw, które do niej trafiały, dotyczyło kradzieży z włamaniem.

W sprawie zabójstwa taksówkarza ze Zduńskiej Woli w 2009 r. w typowaniu sprawców też pomogły badania wariograficzne, bo materiał z oględzin miejsca zdarzenia, mówiąc delikatnie, był do niczego.

– Kiedy sprawa trafiła do sądu, zostałam wezwana przez adwokatów oskarżonych do składania zeznań. Spędziłam tam długie godziny, bo pytano mnie o wszystko i starano się podważyć ekspertyzy – wspomina asp. Violetta Antczak Szlosarek z Pracowni Badań Wariograficznych LK KWP w Łodzi. Jest z wykształcenia psychologiem, specjalistą z zakresu problematyki przestępczości. W Policji służy od 1999 r. (wcześniej pracowała jako cywil). Służbę rozpoczęła w dochodzeniówce, od 2004 r. w LK KWP w Łodzi zajmuje się badaniami wariograficznymi, wcześniej badała też dokumenty. Od sześciu lat jest samodzielnym ekspertem z uprawnieniami wydanymi przez CLKP. Mówi, że chociaż nadal krąży mnóstwo mitów wśród sędziów, prokuratorów i adwokatów na temat badań, to coraz częściej właśnie sędziowie sugerują ich przeprowadzenie, zwłaszcza gdy w sprawie jest mało dowodów pośrednich.

Do osoby badanej powinno się mówić jej językiem. Dlatego najpierw prowadzi się wywiad przedtestowy, aby wychwycić ten język i używać potem określonych sformułowań, bo bywa, że badany swoich działań nie uważa za przestępstwo.

– Trzeba być gotowym do zmiany pytań w trakcie badania, jeśli tego wymaga sytuacja – mówi podkom. Dominika Słapczyńska z Zespołu Badań Wariograficznych Zakładu Badań Dokumentów i Technik Audiowizualnych CLKP, od 2008 r. ekspert badań wariograficznych. – Czasem policjanci prowadzący sprawę sugerują, by zapytać o coś konkretnego, np. o miejsce ukrycia fantów czy liczbę osób biorących udział w zdarzeniu. To oni najlepiej znają akta sprawy, ale zdarza się, że ekspertowi po zapoznaniu się z dokumentacją przyjdzie do głowy pytanie, którego oni do tej pory podejrzanemu nie zadali. Przy układaniu pytań trzeba pamiętać o zachowaniu powszechnie przyjętych zasad: nie pyta się o poglądy i przekonania, o sprawy intymne. Materia badań jest nienamacalna, bo są nią ślad pamięciowy i emocje. Mówi się, że ludziom nie dokuczają poszczególne sprawy, ale to, co na ich temat myślą.

PSYCHOLOGICZNY STRASZAK

Jednak nie zawsze trzeba wykonać badanie, żeby poznać prawdę, poligraf bywa wykorzystywany też jako psychologiczny straszak.

– Mężczyzna, którego przyprowadzono do mnie, przyznał się do popełnienia przestępstwa jeszcze przed rozpoczęciem badania – opowiada podinsp. Jacek Bukowski z Sekcji Mechanoskopii i Badań Dokumentów LK KWP w Bydgoszczy. W Policji służy od 1994 r., od siedmiu lat jest ekspertem badań poligraficznych, a wcześniej zajmował się badaniami dokumentów (największa opinia z badań dokumentów, którą napisał, miała 850 stron). W jego pracowni szkoli się właśnie na poligrafera ekspertka badań dokumentów. Jest cywilem i po egzaminie w CLKP będzie mogła samodzielnie wykonywać badania.

W garnizonie kujawsko pomorskim trwa właśnie drugi cykl spotkań z policjantami: poligrafer razem z sekcją psychologów wyjaśniają, na czym polega badanie i kiedy warto je wykonać.

– Do każdej sprawy podchodzić trzeba indywidualnie, nie ma jednego wzorca postępowania z badanym. Na pewno na początku trzeba dokładnie przejrzeć akta sprawy, bo na ich podstawie wybiera się rodzaj testu i układa się pytania – mówi podinsp. Bukowski. – Tłumaczymy też policjantom, że nie kaliber sprawy decyduje, bo czasem z ich punktu widzenia sprawy mogą być zbyt błahe do angażowania poligrafera.

Polska Policja ma pięć pracowni poligraficznych: w CLKP oraz w KWP w Łodzi, Białymstoku, Bydgoszczy i Katowicach. W ubiegłym roku każda z nich sporządziła ponad 100 ekspertyz.

ALEKSANDRA WICIK
aleksandra.wicik@policja.gov.pl

Do nich należy przyszłość

Wraz z rozwojem techniki otwierają się nowe możliwości przed poszukiwaczami prawdy: w 1970 r. w USA pojawił się pierwszy komercyjny analizator głosu, który pozwalał na analizę reakcji psychofizjologicznych, ale bez kontaktu z ciałem osoby badanej – a nawet bez jej wiedzy.

– Analizator głosu rejestruje też zewnętrzne objawy emocji jak tradycyjny poligraf, ale robi to na podstawie analizy niesłyszalnych dla człowieka mikrodrgań o częstotliwości od 8 do 12 Hz, a następnie, w zależności od ich poziomu, ocenia się stan emocjonalny badanej osoby – tłumaczy dr Piotr Herbowski. – W Stanach Zjednoczonych z tego urządzenia korzystają m.in. służby policyjne: traktują je jako narzędzie przydatne do weryfikacji związku badanej osoby z konkretnym zdarzeniem w oparciu o reakcje emocjonalne zawarte w głosie. Analizatory te używane są coraz częściej też w Polsce, np. przez banki i towarzystwa ubezpieczeniowe.

A
A+
A++
Powrót
Drukuj
PDF
Powiadom
Ocena: 0/5 (0)