Poszukiwacze (Nr 109 / 04.2014)

Tropią ukrywających się przestępców, szukają osób zaginionych, są odpowiedzialni za cały system platformy Child Alert i, w ramach SPOC, za międzynarodową wymianę informacji na temat osób unikających odpowiedzialności karnej, szczególnie tych spoza Unii Europejskiej.

W jednym artykule nie sposób opisać wszystkiego, czym zajmuje się Wydział Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Służby Kryminalnej Komendy Głównej Policji. Spektrum spraw ogromne, a realizują je 22 osoby.

O systemie Child Alert pisaliśmy w styczniu. Dziś zajmiemy się ściganiem przestępców.

PRZEDE WSZYSTKIM WSPÓŁPRACA

W całym wydziale szukaniem przestępców zajmuje się siedem osób. Liczba o tyle wystarczająca, że WPiIO BSK KGP zajmuje się tylko sprawami cięższego kalibru, i niekoniecznie chodzi tu o rodzaj popełnionego przestępstwa, ale przede wszystkim o zdolność przestępcy do zacierania śladów.

Wszystko zaczęło się w 2008 r., kiedy w ówczesnym Biurze Kryminalnym powołano wydział „poszukiwaczy”. Wtedy liczył dziesięć osób.

– Przy doborze zwracaliśmy uwagę na specjalizację ludzi – mówi nadkom. Grzegorz Prusak, naczelnik Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób BSK KGP. – W poszukiwaniach wskazane są indywidualności, nie można jednak zapominać, że cały proces to jednak praca zespołowa. W wydziale są specjaliści od informatyki, techniki operacyjnej czy spece od analizy dokumentów. Wszystkich musiała cechować łatwość nawiązywania kontaktów. Niebagatelne znaczenie miał fakt, jak dana osoba współdziała w zespole. Każda specjalizacja pojedynczego człowieka daje grupie ogromną siłę.

W wydziale wszyscy zgodnie podkreślają, że podstawą sukcesów jest współpraca: i ta międzynarodowa, i ta z jednostkami w terenie.

– Właściwie przy każdej sprawie współpracujemy z komendami wojewódzkimi – wyjaśnia policjant z WPiIO, pragnący zachować anonimowość. – W każdej KWP są zespoły poszukiwań celowych, z którymi wymieniamy się informacjami. Sprawy trafiają do nas z terenu albo przez Wydział Koordynacji Poszukiwań Międzynarodowych Biura Międzynarodowej Współpracy Policji KGP. Prośby o pomoc w wytropieniu przestępcy i jego zatrzymaniu przychodzą też przez Interpol i Europol. Współpracujemy ponadto z różnymi ministerstwami, polskimi oficerami łącznikowymi i przedstawicielami obcych policji akredytowanymi w Polsce, z Europolem, FBI oraz innymi służbami polskimi i zagranicznymi.

SZEF „WNUCZKÓW”

Owocem współpracy międzynarodowej była sprawa 44-letniego Roberta G., który poszukiwany był sześcioma europejskimi nakazami aresztowania. Był szefem grupy „wnuczków”, która działała na terenie Niemiec. Mimo że wpadali pojedynczy członkowie gangu, ich przywódca ciągle pozostawał na wolności. Przestępca wiedział, że pali mu się grunt pod nogami, często zmieniał miejsce zamieszkania, kursował między Polską a Niemcami i, jak ustalili „poszukiwacze”, posługiwał się szesnastoma fałszywymi tożsamościami. Miał podrobione dokumenty i skutecznie wodził za nos policję niemiecką.

– Na początku nie było żadnego punktu zaczepienia – mówi policjant z WPiIO BSK KGP. – Ściśle współpracowaliśmy z oficerami łącznikowymi i jednostką poszukiwań celowych z BKA w Wiesbaden (BKA – Bundeskriminalamt – Federalna Policja Kryminalna Niemiec – odpowiednik polskiej komendy głównej – przyp. P. Ost.). Robert G. kontrolował wszystkie przestępstwa dokonywane metodą „na wnuczka” na terenie Niemiec.

– Straty osób starszych, które padły ofiarami przestępców, szły w setki tysięcy euro – dodaje asp. Konrad Gajda, który w wydziale „poszukiwaczy” służy od jego powstania. – Ustaliliśmy, że przywódca gangu miał kilka mieszkań w Polsce. W żadnym nie przebywał dłużej niż 3, maksymalnie 4 noce. Gdy znów pojawił się w kraju, wzięliśmy pod obserwację blok w Warszawie, gdzie poszukiwany miał trzy mieszkania i zwykle co noc spał w innym.

Budynek został obstawiony. Policjanci w jednym z mieszkań zastali Roberta G., który okazał im siedemnasty podrobiony dokument tożsamości – dowód osobisty z własnym zdjęciem. W końcu zaczął udawać psychicznie chorego. Został przewieziony do szpitala psychiatrycznego. Mimo ewidentnej symulacji lekarz nie odważył się zaryzykować nieprzyjęcia go na oddział. W efekcie kilku funkcjonariuszy – przez pierwsze dwanaście godzin z wydziału „poszukiwaczy” z KGP – pracowało w charakterze stróżów symulanta.

ENFAST I SPOC

ENFAST, czyli Europejska Sieć Współdziałania Zespołów Poszukiwań Celowych (European Network of Fugitive Active Search Teams) rozwijana jest od 2010 r. Projekt działa przy wsparciu Komisji Europejskiej. Sieć została stworzona do szybkiej wymiany informacji o poszukiwanych przestępcach. Koordynuje ją państwo, które pełni prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Trwają prace nad udoskonaleniem, czyli de facto przyspieszeniem procedur.

Kiedy poszukiwany opuszcza kryjówkę i przekracza granice, liczy się każda minuta. Dzięki osobistym, międzynarodowym kontaktom często jest tak, że wcześniej dochodzi nieoficjalna informacja, że bandyta zmierza w swoje rodzinne strony, a dopiero za kilka godzin dociera dokumentacja na jego temat, z prośbą o zatrzymanie. Prace zmierzają do budowy strony internetowej ENFAST, gdzie byłaby część kodowana i ogólnie dostępna z TOPlistą poszukiwanych.

W wydziale poszukiwawczym działa także SPOC Poland, czyli Pojedynczy Punkt do Kontaktów Operacyjnych (Single Point of Operational Contact), zapewniający bieżącą wymianę informacji międzynarodowych.

„KELNER” I INNI

Andrzej Ś., znany jako „Kelner”, kierował grupą, która wyspecjalizowała się w oszustwach bankowych. Przez lata działalności wpadali kolejni nieuczciwi „kredytobiorcy”, ale szefowi gangu stale udawało się uniknąć odpowiedzialności. Tropili go policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych z KWP w Katowicach. Wystawiono za nim cztery listy gończe. Gdy okazało się, że najprawdopodobniej ukrywa się w Czechach, do poszukiwań włączyli się funkcjonariusze z WPiIO BSK KGP. Przekazali informacje stronie czeskiej, gdzie sprawą zajął się specjalny zespół poszukiwawczy z Pragi. Dzięki wystawionemu ENA i informacjom przekazanym przez polskich policjantów udało się go namierzyć i zatrzymać. Andrzej Ś. był całkowicie zaskoczony, że policja wpadła na jego trop. W końcu przez dziesięć lat mu się udawało.

Współpraca międzynarodowa zaowocowała także przy zatrzymaniu Ireneusza M., który w 2009 r. nie wrócił z przepustki do zakładu karnego, gdzie odsiadywał wyrok za rozboje. Wystawiono za nim list gończy. Przestępca uciekł jednak do Wielkiej Brytanii, gdzie żył na fałszywych papierach. Był ostrożny i często zmieniał miejsce zamieszkania. W styczniu 2012 r. razem z podobnymi sobie „emigrantami” napadł na sklep jubilerski w Suffolk. Był bardzo agresywny, zadał kilka ciosów nożem właścicielowi sklepu, który w wyniku odniesionych ran zmarł. Po zabójstwie ukrywał się w okolicznych miejscowościach, a gdy poczuł na plecach oddech angielskiej policji, przedostał się do Polski. Brytyjczycy wystawili za nim ENA. Informacja trafiła do KGP. Policjanci z WPiIO BSK KGP ustalili, że poszukiwany przebywa na wschodzie kraju. Razem z funkcjonariuszami z Lublina i Białej Podlaskiej przygotowali zasadzkę. Zaskoczony Ireneusz M. został błyskawicznie obezwładniony, nie zdążył nawet sięgnąć po olbrzymi nóż, który nosił na plecach. Od lutego 2012 r. odbywa niedokończony wyrok za rozboje. W trakcie wyroku został zorganizowany konwój do Wielkiej Brytanii, gdzie Ireneusz M. stanął przed sądem. Za napad i zabójstwo został skazany na dożywocie. Po zakończeniu odbywania wyroku w Polsce będzie odsiadywał karę w Wielkiej Brytanii.

W grudniu 2013 r. wpadł na warszawskim lotnisku Tomasz D., za którym wystawione były dwa listy gończe i europejski nakaz aresztowania za kierowanie grupą przestępczą i kradzieże samochodów. To także efekt współpracy „poszukiwaczy” z KGP, funkcjonariuszy z KSP i Straży Granicznej. Tomasz D. uciekł za granicę, gdy zauważył, że policja go rozpracowuje. We Włoszech nie zaprzestał jednak przestępczej działalności. Kierował szajką, która oprócz kradzieży aut zajmowała się handlem bronią i narkotykami. Szef pozostawał jednak w cieniu. Poruszał się różnymi samochodami. Sporo czasu zajęło policji poznanie każdej z jego kilku tożsamości. Przestępca zmienił nawet wygląd. 37-latek postanowił przed świętami Bożego Narodzenia przylecieć do Polski.

– Już kilka razy mieliśmy takie sygnały – mówi asp. Konrad Gajda z WPiIO BSK KGP. – Miał bilet. Był wpisany na listę pasażerów. Po przylocie okazywało się, że jednak nie ma go na pokładzie. Pomogli nam strażnicy graniczni. Do końca nie mieliśmy jednak pewności, czy faktycznie tym razem się zjawi, a jeżeli tak, to czy nie będzie próbował ucieczki. Teren wokół samolotu został obstawiony, na pokład weszli funkcjonariusze SG i policjanci, którzy wyłuskali przestępcę. Kluczem do sukcesu była nasza wiedza o wszystkich fałszywych tożsamościach Tomasza D. Przygotowani byliśmy na każdą ewentualność, bo Tomasz D. był mistrzem ucieczek. Wyskakiwał z drugiego piętra tak jak stał, w samych slipkach, na śnieg, szarżował samochodem pod prąd. Teraz, gdy zobaczył, że samolot jest otoczony, nawet nie próbował uciekać.

THE MOST WANTED APP

Wydział Poszukiwań i Identyfikacji Osób BSK KGP od października ub.r. ściśle współpracuje w zakresie poszukiwań ze Scotland Yardem. W Londynie działa trzyosobowy zespół, w skład którego wchodzi polski „poszukiwacz”. Wszystko po to, aby skuteczniej tropić przestępców ukrywających się na Wyspach.

Podniesienie skuteczności poszukiwań przyświecało także twórcom aplikacji mobilnej THE MOST WANTED APP, która ułatwia zapamiętywanie twarzy poszukiwanych. Działa na zasadzie podobnej do dziecięcej gry „Memory”, tyle że obrazkami, które trzeba zapamiętywać i kojarzyć, są wizerunki przestępców. Aplikacja, podobnie jak wcześniej portal POSZUKIWANI (http://poszukiwani.policja.pl), ma pomóc w przekazywaniu informacji o przestępcach organom ścigania. Aplikację można pobrać pod adresem www.themostwantedapp.com. Jest cały czas uaktualniania. Gdy zobaczymy osobę poszukiwaną, możemy, korzystając z aplikacji, przesłać e‑maila na policyjną skrzynkę lub zadzwonić na numer alarmowy Policji. Dzięki nowej aplikacji zwiększyła się liczba przekazywanych informacji o poszukiwanych na portal.

16 stycznia br. w Krakowie podczas Mobile Trends Conference 2014 przyznano Mobile Trends Awards – nagrody dla mobilnych technologii za ubiegły rok. W kategorii Aplikacja Mobilna – Komunikacja i Społeczność, nagrodę otrzymała KGP i Agencja DDB Warszawa właśnie za aplikację The Most Wanted App. Statuetkę w imieniu Policji odebrał nadkom. Grzegorz Prusak, naczelnik Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób BSK KGP.

PAWEŁ OSTASZEWSKI

A
A+
A++
Powrót
Drukuj
PDF
Powiadom
Ocena: 0/5 (0)