W labiryncie śladów (Nr 109 / 04.2014)

Oględziny to nic innego jak badanie miejsca zdarzenia. Mozolne zabezpieczanie śladów i wnioskowanie z nich. Od nich zaczyna się żmudny proces tropienia sprawców.

– Ile trwają? Od dwóch godzin do kilku dni – mówi asp. sztab. Dariusz Sikora, koordynator techników w KMP w Gliwicach. – Zdarzało się, że wszystko na miejscu zostało zrobione, a pojawiały się nowe fakty i oględziny na nowo trzeba było robić.

Pamięta taką sprawę, gdzie oględziny trwały jedenaście godzin. Chodziło o zabójstwo starszego pana. Jego ciało znaleziono w domu na parterze. W pokoju na piętrze była jego żona. Po skończonych oględzinach mieli czas do rana, żeby porównać ślady, określić sposób poruszania się sprawców na miejscu zdarzenia i ostatecznie wytypować sprawców.

– Było nas wtedy trzech – mówi Sikora. – Udało nam się.

DWIE PARY OCZU

Dariusz Sikora jest zdania, że na miejsce zdarzenia lepiej wysłać dwóch niż jednego technika kryminalistyki.

– Bo to zawsze dwie pary oczu, a nie jedna – mówi. – A jak się już zjedzie do komendy, to trudno coś poprawić.

Technik na miejscu musi brać pod uwagę wszystkie okoliczności i zakładać kilka wersji zdarzenia. Nie może brnąć w jedną wersję. Dlatego asp. sztab. Sikora u siebie w Gliwicach zawsze wysyła dwóch techników. Jeden weryfikuje drugiego. Potwierdza lub wyklucza jego wersję.

W ROLI

– Kto? Co? Gdzie? Kiedy? Czym? Dlaczego? I jak? To siedem złotych pytań kryminalistyki, na które każdy z nas, robiąc oględziny, musi odpowiedzieć – mówi asp. Adam Łukasiak z KMP w Białej Podlaskiej.

– Technik musi się wcielić w rolę przestępcy – dodaje Dariusz Sikora. – Poruszać się tak jak on, żeby wiedzieć, jakie ślady mógł zostawić.

Pracę zaczyna się od rozpytania. Po przybyciu na miejsce technik musi się dowiedzieć, co się stało i gdzie się stało. Potem wyznacza teren, który zostanie poddany oględzinom, i ścieżki poruszania się na miejscu zdarzenia. Obecność innych osób ogranicza się do minimum.

– W zależności od zaistniałego zdarzenia przyjmuje się metodę prowadzenia czynności dośrodkową albo odśrodkową – mówi Adam Łukasiak. – Przykładowo, mamy zwłoki w pomieszczeniu, ale nie wiemy, czy to przestępstwo. Wtedy zaczynamy od centrum, ustalamy, czy są rany, jaki mają charakter. Albo inna sytuacja: jest napad, jest ofiara, zaczynamy od ustalenia, którędy wszedł sprawca i idziemy jego drogą.

PODPIS PRZESTĘPCY

Prowadzenie oględzin wymaga specjalistycznego sprzętu i fachowej wiedzy. Technik musi wiedzieć, gdzie szukać śladów – typuje miejsca, w których sprawca mógł je zostawić. Musi też wiedzieć, czym je ujawnić – bo przecież nie wszystkie są widoczne. Ważna jest też kolejność zabezpieczania śladów.

– Zaczynamy od traseologii, potem osmologia, ślady biologiczne i daktyloskopijne – mówi asp. Łukasiak.

– Na ich podstawie analizujemy sposób poruszania się sprawcy, jego orientację w terenie, ślady mówią nam o liczbie osób i wskazują na sprawcę – dodaje Dariusz Sikora.

– Dzięki nim wiemy, czy był młody i sprawny fizycznie, czy działał przypadkowo, pod wpływem emocji, czy zaplanował zdarzenie i się do niego przygotował – mówi Łukasiak.

Są jak podpis, który przestępca zostawił na miejscu zdarzenia. Trzeba tylko umieć go przeczytać.

ŚLADY NEGATYWNE

Technicy mówią, że brak śladów też jest śladem. Taka sytuacja świadczy o tym, że sprawcy byli przygotowani i wiedzą, o co chodzi w kryminalistyce. Są też tzw. ślady negatywne, czyli upozorowane. Na temat tych śladów technicy nie chcą mówić.

– W tej pracy trzeba mieć sporo doświadczenia i tak zwany policyjny nos – mówi Sikora. – A najgorsza jest rutyna. Rutyna gubi, zabija czujność.

Potwierdza to jego kolega z komendy w Białej Podlaskiej.

– Technik musi się cały czas kształcić, być ciekawym i żądnym wiedzy. Nie można zatrzymać się w miejscu. 

ANNA KRAWCZYŃSKA

A
A+
A++
Powrót
Drukuj
PDF
Powiadom
Ocena: 0/5 (0)