W porę dostrzec problem (Nr 69 / 12.2010)

Podczas IV konferencji naukowej Człowiek w ekstremalnych warunkach środowiska, odbywającej się pod koniec października br. w warszawskim Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej, przedstawiono prezentację Wcześniejsze traumatyczne zdarzenia życiowe a przebieg i efektywność terapii PTSD u weteranów Polskich Kontyngentów Wojskowych.

Zapytaliśmy Macieja Zbyszewskiego z Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, jednego z prelegentów, czy podobne problemy dotykają też policjantów i czy szukają oni fachowej pomocy.


W Państwa klinice hospitalizowani są nie tylko żołnierze polskich kontyngentów wojskowych, ale i policjanci – z jakich powodów trafiają tutaj ci drudzy? Jakie wydarzenia sprawiają, że zostają Państwa pacjentami?

– Najczęściej nie jest to jedno konkretne zdarzenie traumatyczne, lecz skumulowany stres zawodowy związany z różnymi sytuacjami, które się spotyka w tym zawodzie: kontakty z przestępcami i przestępczością zorganizowaną, z przemocą, brutalnością, ale też, jeśli chodzi o policję drogową, pojawiają się policjanci pracujący przy wypadkach komunikacyjnych – oglądanie miejsc takich zdarzeń również wywołuje ogromny stres. U policjantów, z racji ich zawodu, częściej występuje stres pourazowy właśnie ze względu na charakter pracy i potencjalne zagrożenie życia.

Policjanci sami zgłaszają się na terapię, czy raczej są na nią kierowani przez przełożonych?

– Nie ma reguły, lecz najczęściej jest tak, że policjanci sami zauważają, że ich zdrowie szwankuje, więc zgłaszają się do lekarza pierwszego kontaktu, a on, gdy ma podstawy do tego, kieruje ich do psychiatry. Następnie specjalista, jeśli uzna, że ma do czynienia ze stresem bojowym, wysyła pacjenta do nas.

Ilu policjantów z takim rozpoznaniem trafia rocznie do Państwa kliniki?

– W porównaniu z żołnierzami jest to niewielka liczba, około dziesięciu osób rocznie, w tym również kobiety.

Z jakimi problemami policjanci się borykają?

– To sprawa indywidualna. Kiedy człowiek zgłasza się do psychiatry, jest to spowodowane różnymi czynnikami. W większości przypadków, jak już powiedziałem, przyczyną jest głównie stres zawodowy, czyli nieporozumienia z ludźmi w pracy, przypadki mobbingu, stres związany z pracą z zatrzymanymi, strach, lęk przed utratą pracy – wszystko to, czego doświadcza się w kontakcie z innymi. Praca wymagająca obecności np. przy sekcjach zwłok i wynikająca z tego konieczność kontaktu z drastycznymi scenami również powoduje kumulację stresu.

A depresja? Obcowanie z, jak mówią policjanci, „całym złem tego świata”  też chyba może do niej prowadzić…

– Oczywiście, ale depresja nie jest domeną tej grupy zawodowej, dotyka różnych osób. Moim zdaniem nie jest to zjawisko charakterystyczne dla policjantów.

Czasami po zakończeniu misji policjanci żyją tylko myślą, by tam wrócić, bo tylko bycie tam ma dla nich sens, nie potrafią się odnaleźć w codziennym życiu i kontaktach rodzinnych. Czy to powinno niepokoić?

– Oczywiście w każdym przypadku jest to sprawa indywidualna, ale jeśli słyszę, że ktoś lepiej czuje się na misji niż w domu, to dla mnie jest to niepokojący objaw, oznaka, że coś w relacjach z tą rodziną nie jest w porządku. Wtedy można mówić o problemach adaptacyjnych po powrocie do kraju. Z jednej strony taki wyjazd na misję jest związany z czymś niebezpiecznym i narażaniem życia, ale z drugiej można powiedzieć, że jest to jakiś sposób na życie: tam wszystko człowiek ma zapewnione, jego jedynym obowiązkiem są zadania bojowe, natomiast o jedzenie i zakwaterowanie nie musi się martwić, nie styka się z problemami życia codziennego, które czekają go po powrocie.

Ilustracją takich problemów po powrocie do kraju jest scena z The Hurt Locker (amerykański dramat wojenny o Iraku, w 2010 r. dostał sześć Oscarów, w tym za najlepszy film – AW): żołnierz, w czasie zakupów w sklepie, nie jest w stanie wybrać płatków śniadaniowych.
Czasem sprawy codzienne po powrocie z misji są tak przytłaczające, że człowiek nie potrafi sobie dać z nimi rady, więc pojawia się chęć, by nie mierzyć się z nimi, ale jechać znów na misję. Tam pewne aspekty życia po prostu wydają się łatwiejsze.

Czasami to rodzina podejmuje decyzję, podświadomie każe misjonarzowi wybierać: albo ona, albo kolejny wyjazd.

– Kiedy jest się z dala od domu, ludzie odzwyczajają się od siebie, więc po powrocie relacje rodzinne trzeba nie tyle budować na nowo, co odbudowywać. To wymaga sporo wysiłku i energii, czasu i cierpliwości z obu stron. Każdy tak długi wyjazd zaburza relacje w rodzinie: mąż jakiś czas jest w domu, potem nie ma go pół roku, wraca i znów niedługo jedzie… Wtedy może rodzić się napięcie między członkami rodziny.

Policja, podobnie jak wojsko, to specyficzna grupa zawodowa, której członkowie nie zawsze chcą się przyznać, nawet przed sobą, że coś nie jest w porządku – uważają, że poradzą sobie z problemami i nie chcą pomocy. Czasem uciekają w alkohol, a czasem traumatyczne wydarzenia ze służby przelewają na papier, piszą książki i sztuki teatralne na podstawie tego, co ich spotkało. Czy to dobry sposób na zmierzenie się z własnymi upiorami?

– Z wydarzeniami traumatycznymi ludzie radzą sobie w różny sposób, ale najważniejsze jest to, co wybrana metoda uporania się ze stresem przynosi. Alkohol na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem, bo skutki ucieczki w alkoholizm mogą być opłakane. Natomiast odreagowanie swoich emocji w sposób twórczy jest jak najbardziej dobre, dla mnie ma to wymiar terapeutyczny.

Przelanie emocji na papier spowoduje, że będzie można powiedzieć: wyleczyłem się z tego wydarzenia?

– Bardzo chcielibyśmy zamykać pewne okresy, podsumowywać je i już do nich nie wracać. Terapia polega na tym, by dramatyczne wydarzenia powoli zmniejszały swoje znaczenie – nie znaczy to jednak, że całkiem znikają z naszego życiorysu. Pisanie pomaga zmniejszyć emocje, które się nagromadziły, po takiej autoterapii na pewno poczujemy się lepiej. Poza tym różne uwarunkowania domowe każdego z nas wpływają na to, jak przeżywamy późniejsze stresy pourazowe.

Mieliśmy przypadek policjanta z drogówki, który zgłosił się do nas na terapię po tym, jak został potrącony samochodem przez przestępcę – niestety nie wiem, czy wrócił do służby, ale jego terapia przebiegła bardzo pomyślnie. Lekarze prowadzący po jakimś czasie zapraszają pacjenta na kontrolę do psychiatry – jeżeli coś jest nie tak, wraca się do terapii.

Jak długo trwa terapia – aż do skutku, czy jest limit na jej przeprowadzenie?

– Czas jest ograniczony systemowo przez NFZ i diagnozę, jaka została postawiona, przeważnie pacjent trafia do nas na cztery do sześciu tygodni. Jeżeli na jaw wychodzą inne, wcześniejsze urazy i terapię trzeba nadal prowadzić, to tak robimy.

Jakie objawy wskazują, że policjant powinien szukać pomocy psychologa lub psychiatry?

– Wielu pacjentów, którzy do nas trafiają, jest już po konsultacji z psychologiem policyjnym, który kieruje ich właśnie do naszej kliniki. Kiedy zauważy się jakiś problem, dobrze powiedzieć o nim zaufanej osobie, ale niekoniecznie koledze z pracy. Nie należy chować problemu w sobie i czekać, aż sam się rozwiąże, ponieważ w ten sposób często traci się dystans. Praca w policji, podobnie jak w wojsku, wymaga bycia twardym, dawania sobie rady w każdej sytuacji, co stwarza blokadę przed szukaniem pomocy.

Zaniepokojenie powinna budzić bezsenność, problemy z panowaniem nad emocjami, trudność z koncentracją i wykonywaniem swoich obowiązków, nieporozumienia z najbliższymi, odcięcie emocjonalne od codziennych sytuacji, brak zainteresowania rodziną, swoją pracą i otoczeniem. Jeśli my sami zauważymy u siebie takie objawy lub ktoś bliski to dostrzeże, powinniśmy skontaktować się ze specjalistą.

Czy szukanie takiej pomocy nie powoduje napiętnowania policjanta, uznania go przez kolegów za słabego lub, co gorsza, niepoczytalnego?

– W jakimś stopniu na pewno pojawia się takie ryzyko, jednak z drugiej strony funkcjonariusz, który nie radzi sobie ze sobą i swoimi emocjami, może stanowić zagrożenie dla innych – nie wypełnia dobrze swoich obowiązków, co w niektórych przypadkach może skończyć się tragicznie i dla niego, i dla innych. Problemy z koncentracją i tłumienie w sobie problemów w obawie, jak się zostanie odebranym, mogą w efekcie być przyczyną nieszczęścia. Wtedy bardzo łatwo o błąd, który może nas dużo kosztować.

Dziękuję za rozmowę.

Aleksandra Wicik
 

Post Traumatic Stress Disorder (PTSD) – stres pourazowy na skutek traumatycznego wydarzenia – to zespół objawów, na które składają się trzy główne wiązki objawowe: unikanie myśli i przeżyć związanych z traumą, nawracające, wdzierające się do psychiki obrazy związane z przeżytą traumą oraz ogólne pobudzenie organizmu, wyrażające się np. drażliwością czy nadmierną czujnością.


Policjant, który mi pomógł

Trwa czwarta już edycja konkursu, który organizuje Ogólnopolskie Pogotowie dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”. Kandydatów do tego tytułu mogą zgłaszać osoby prywatne, organizacje społeczne i instytucje inne niż Policja. Zgłoszenie powinno zawierać dane kandydata, dane osoby zgłaszającej i pełną nazwę instytucji przez nią reprezentowanej, dane kontaktowe oraz uzasadnienie zgłoszenia.
Szczegóły dotyczące konkursu oraz formularz zgłoszeniowy można znaleźć na www.niebieskalinia.pl. Formularz należy wysłać pod adresem Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” Instytutu Psychologii Zdrowia, ul. Korotyńskiego 13, 02-121 Warszawa.

A
A+
A++
Powrót
Drukuj
PDF
Powiadom
Ocena: 0/5 (0)